Narodzie mój

Autorem wiersza jest Juliusz Słowacki

Narodzie mój,
Coś widział miecz
Na niebie ciemnem świecący,

Powrócę ja —
Patrz, furia zła,
Przyjdę jak płomień gorący.

Wezmę wichrzyce
I na stolicę
Wpadnę i dachy pozrywam;

W rzeki się rzucę,
W krew je obrócę,
W domy zlęknione powpływam.

Przez nocne cienie
Tak jak płomienie
Pójdę, a wam wzroki wypalę —

Przez błyskawice
Mocarze chwycę,
Nagie postawię na skale.

Przepuść jeszcze ludowi,
 On sędzie postanowi,
I proroki swe Boskie wybierze,

Oto leżą jak snopki
Błękitne twoje chłopki
I baranków duchowi pasterze.

 Przez błękitne niebiosy
Rozwiń słoneczne włosy,
Nie trwóż biednych — patrz — jęczą znędzniali;

Tysiąc lat w gwiazdę Twoją
Idą, a w miejscu stoją,
A tak drżą, jak gdyby po fali.

A jakiż to lud,
Który broni swych trzód?
Jak przewinił, że nie pomógł żadnemu —

Jeżeli mieczem władnie
 A stoi, to upadnie
I blaskowi się pokłoni złotemu.

Obnażę jego wstyd,
Z pod sztandarów i kit
Oberwanych, twarz jego zawstydzę;

 Bo on sam sobie płacił,
Z chwał się swoich zbogacił,
Kwiat swój wydał na ludu łodydze.

Duchu, na mały czas,
Proszę, pozostaw nas,
Pozwól dożyć spokojnie starości —

Właśnieśmy jak anieli
Wytrzeźwieli, dojrzeli
Krajów naszych cudownej piękności.

Promień nowej oświaty
 Na tureckie makaty
W nasze ciemne uderzył alkowy —

Od stepów przyszły szumy
Wiatrów, smętki i dumy,
A od Litwy szum drugi sosnowy. —

 Ziemi wrócona siła
Oto nas upowiła
I wonnymi oblała balsamy;

Świat snem — snu ziemia łożem
Ze snu powstać nie możem,
Ale z łoża do Boga wołamy.


Czytaj dalej: Przekleństwo