Burza (Wiersz o burzy)

Autorem wiersza jest Leopold Staff

Ciężarnych chmur stłoczony zwał, chmur w strzęp zszarpanych czarny tłum
Przewala się przez mroczny sklep, wzburzonych głębin jęczy szum!
Orkan tumany wzbija w strop, do ziemi zgina czoła brzóz!
W powietrzu piętrzy trwożny lęk, co wkrótce buchnie szałem gróz!
Tłoczący w górze zawisł strach... Huk! jakiś skalny runął złom!
Struchlała ziemia! Pożar chmur! Ha, jasny, złoty strzelił grom!

Piorun rozpętał więzy me, zbudził zgnębiony we mnie gniew,
Za duszy mej zhańbiony wstyd! Za mą wylaną wraca krew!
Za wypaczoną jasną myśl! Za podeptany ducha hart!
Ze kiedy spojrzę w serca głąb, plwać na nie muszę śliną wzgard!
Za zmarnowany życia dar! Za każdą nędzną myśl i chuć!
Za pokalaną dziecka biel! Za podłość moich własnych czuć!

Zgnębiony we mnie odżył gniew! Ogniem oskarżeń bucha z warg!
Że mi złamano dumną moc, wydarto marne łkanie skarg!
Żem słyszał, jak ostatni gwóźdź w najdroższą trumnę wbijał młot,
A jam do zwartych stukał bram - próżno! Gniew we mnie zbudził grzmot,
Ze tak odarto orła z piór! Za bólu jęk, rozpaczy ryk,
Za zwiędłą starość młodych lat dziko zraniony zawył żbik!

Mknie burza, siostra gniewów mych, odziana w siny grozy płaszcz,
Z ognistych wężów mając włos, rykami stu wyjąca paszcz.
Zagładę niesie, niesie skon, bo słodki jej niszczenia trud!
Burzy spokojność cichych strzech, łamie wytrwałość grubych kłód,
Potopem wód zatapia łan, kruszy odwieczne głazy gór!
I ryczy gniew mój, wyje ból! Dziko zraniony zawył tur!

Zgnębiony we mnie odżył gniew! Tyranie wściekły, ciemny, zły,
Co złością stóp mi tłoczysz pierś, tajemny i nie znany mi!
Tyranie, cos mi zadał gwałt! Brutalu, coś mnie ukradł z sił,
Łakomy mej gorącej krwi, purpury ciemnej moich żył!
Przeciwko tobie wznoszę dłoń, w twarz rzucam ci wyzwanie w bój!
Podnoszę butnie moją pięść i bunt podnoszę, wrogu mój!

Chwyciła burza wichru bicz i w rozpasany leci tan!
I z świstem smaga jezior toń, i ciska w przestwór wieńce pian,
I z świstem smaga czernie chmur, i krzesze krwawych iskier pęk,
I nad przepaści turnie gna, w bezdeń spowitą w mroków lęk
Rzuca twardego rogu huk, a głąb odbrzmiewa wrzawą ech!
Odbrzmiewa pierś ma szałów wrzask, wybucha w gniewnych ryków śmiech.

Żywiołów gra - żywiołów szal! Gromy mój krwawy ciska wzrok!
Ja, tytan burzy, ciałem swym zalecam gór olbrzymi stok!
Prawicy mięśnie kurczę w rzut, a z dłoni mej wylała głaz!
Zdarł górski czub, zmiótł tysiąc strzech, rozburzył w pędzie cały las
I z hukiem wpadł w topiele wód, rozprysnął w niebo wody strug!
Od ruchu mego zadrżał stok! Gór łańcuch runął mi do nóg!

Żywiołów gra! Walk boski szal! Nie burza grzmi, lecz moja moc!
Pognębię cię, tyranie zły! Rozdzieram chmur stłoczonych noc!
Odwalam łoża wód do dna, wyrywam z korzeniami pnie!
Odszukam cię choć na dnie wód, choć w łonie ziemi znajdę cię!
W czoło cię mój ugodzi grom, rozszarpie łono twe ma dłoń!
Zatargam wnętrzem twoich trzew i stopą zmiażdżę twoją skroń!

Znad wód straszliwy, ciemny wróg, olbrzymi, dziki potwór wstał,
Z szyderczą ku mnie twarzą gna, wznioślojsry nad najwyższą z skał.
Na barach dźwip.a ołów chmur, aż zadrżał pod nim twardy brzeg,
Ziemia pod stopą mu się gnie i dudni hukiem jego bieg!
W pędzie powalił mnie na twarz! Stratował ciału me, wbił w kurz!
I niosąc złe zwycięstwo w dal, przewiał jak szumny wicher burz...

Bezwładne, zbite ciało me! Hej, gromie, wal! Zbudź we mnie gniew!
Za duszy me] zhańbiony wstyd, za mą wylaną wraca krew!
Za wypaczoną jasnq myśl! Za podeptany ducha hart!
Ze kiedy spojrzę w serca głąb, plwać na nie muszę śliną wzgard!
Za zmarnowany życia dar! Za podłość moich własnych czuć!
Za pokalaną dziecka biel! Hej, gromie, wal! Gniew we mnie zbudź!

#Wiersze o burzy

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności.
ROZUMIEM