Ballada o złotych kulach

Autorem wiersza jest Leopold Staff

Stał pośród smug zbożowych włók,
Przysłonił oczy dłonią:
Złote jest słońce, polny bóg,
Złote się kłosy kłonią.

Miał srebrny włos jak krople roś
Na bujnych zbóż równinie,
A złoty kłos mu zlotem trzos
Napełniał, złotem skrzynie.

Od długich lat, jak ojciec, dziad,
Zagony orał żyzne
Dziś, stary, rad zdał synom ład,
Trzem synom ojcowiznę.

Patrzał wśród smug zbożowych włók,
Przysłonił oczy dłonią:
Lecz cóż to w dali? Szlakiem dróg
Tumany kurzu gonią!

Hej, co za ruch? Czy sąsiad-druh
Zajeżdża w gość i wita?
Zaostrzył wzrok, natężył słuch,
Piorunem grzmią kopyta.

Odziany w kurz, jak wicher burz
Nadlała goniec z wieścią,
Osadza konia, wznosi nóż
I wstrząsa rękojeścią:

"Sto-m zleciał staj! Hej, syna daj!
Wróg wpadł w graniczne wrota!"
"Czemuż najechał cichy kraj?"
"Bo to kraina złota."

Przemknął jak grom. Powraca w dom
Starzec i synów woła:
"Synowie moi, zwierza kłom
Nadstawić trzeba czoła.

Złote jest słońce, złoty kłos,
Złoto tu wroga kusi.
Na najstarszego pada los,
Najstarszy w bój iść musi."

Gna mścić się syn najeźdźcy win.
Cierpliwie ojciec czeka
Wieści, że spełnień kary czyn
I wraca syn z daleka.

Czeka bez trwóg, wśród zboża włók,
Przysłania oczy dłonią:
Czy syn powraca w kurzu dróg?
Kopyta głucho dzwonią...

"Hej, starcze, padł twój syn wśród zwad
Od kuli! Rzeź się wszczyna!
Łupu nie wyrzekł się wróg-gad!
Drugiego w bój ślij syna!"

"Hej, synu mój, leć drugi w bój!
Padł brat najstarszy w walce."
I pognał młodszy w krwawy znój,
Na jezdne bić zuchwalce.

Przeminął dzień i nocy cień,
l nowe słońce świeci.
W dal starzec z pól śle wzrok bez drżeń:
Czy syn zwycięzca leci?

"Starcze, zły los ci smaga włos!
Od kuli-ć syn padł trupem!
Złote jest słońce, złoty kłos,
Złoto chce wróg mieć łupem!"

"Bóg zmarłym świeć! W bój, synu, leć,
Ty dziecko me ostatnie!
Grabież i łupy wróg chce mieć,
A wziął dwie dusze bratnie."

Najmłodszy syn mknie mścić się win
Najeźdźcy. Ojciec czeka,
Czy syn najmłodszy spełnił czyn
I wraca już z daleka.

"Hej, starcze, padł twój syn wśród zwad,
Najmłodszą oddał duszę."
"Nie mam już synów. Rad nierad
Sam, starzec, w bój iść muszę."

I potarł skroń, wziął sztuciec w dłoń
I ruszył pewnym krokiem,
Gdzie bój trupami zasłał błoń...
Ogarnął pole okiem:

Cichy jak głaz, co pewien czas
Przyklękał na kolanie,
Wznosił do oka broń i wraz
Trup kładł się na polanie.

Spokojny był i młodzian z sił,
Krew w nim nie wrzała dzika.
Pomału mierzył i kładł w pył,
A zawsze dziesiętnika.

"Złote jest słońce, złoty kłos.
Chce złota wróg niecnota.
Na głowie srebrny mam już włos,
Lecz skrzynie pełne złota."

Z wolna na cel brał czoła biel
Z chłodnym spokojem głazu,
A gdy rzekł sobie w duszy: strzeli
Nie chybił ani razu.

Jak czarny łach padł dziki strach
Na wrogi w zbrojnej sprzeczce.
Ostatni się walili w piach
Śniąc próżno o ucieczce.

"Bierz złoty łup, lecz wal się z stóp
Śmiertelną kup koszulę!"
A kto z rąk starca upadł, trup,
Miał w czole złotą kulę.

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności.
ROZUMIEM