Czarina wins [fragmenty]

Autorem wiersza jest Antoni Słonimski

Już wam nie będę płacił śpiewem,
Czuję pod nogą twardy grunt!
I gniewem
Zachłyśnie się mej pieśni bunt!

Ja, com żył zawsze jeno echem,
Na wpół ukryty w cieniu krat,
Oddechem
I chciwą żądzą chłonę świat.

Słysze w sapaniu lokomotyw
Rytm heksametru w świstach kół
Gra motyw,
Co strofy pęd hamuje wpół.

W daktyle, jamby i trocheje
Zleję gwar miasta, mętny szum,
Szaleję!
Jak strofy wiersza, popchnę tłum.

O, ze mną, ze mną, ciemna zgrajo!
Jakżeś mi piękna kiedy w krąg
Padają
Więzy z osłabionych twoich rąk.

Niech z jękiem miasta się rozpękną,
Niech miecz twój sięga aż do trzew,
I piękno
Zmieni się w ciało, zmieni się w krew!

Wartko i szybko w pęd stokrotny,
W rytmiczne karby ujmę skok
Zawrotny
Aż w tańcu runę z wami w mrok!

Po chmurnych mękach wytężenia
W rozkosz was krwistą, straszną pchnę
Spełnienia,
Co myśli w białej nurzą mgle,
Pada - zapada w mrok omdlenia.

III
Z prawdziwym żalem słowa te kreślę.
Dosyć po polsku, dosyć pisałem!
Wszystko, co czułem i co cierpiałem
Wszędzie na świecie ogromnym, całym.

Chcę dziś pisać po grecku!
Chcę dziś pisać po francusku,
Chcę dziś pisać po niemiecku,
Chcę dziś pisać po turecku,
Po włosku, chińsku, po rusku!

Czarnym Arabom znad Eufratu
I ludożerczej w Zambezi sekcie
Chciałbym powiedzieć, tak jak brat bratu,
Słowa w ich własnym dzikim dialekcie.

Śpiewać po szynkach w noce pijane,
W portach latarni, gdzie tysiąc gore,
Chinkom, dziewczynkom spod Singapore,
Słowa znajome a niespodziane!

Żal mi dni, które przeszły, żaluję
Lat już minionych, wieków, stuleci -
Myśl moja rączka cwałuje, leci,
Słońce śmiejąca w biegu całuje!

Spłoszyłem ruchem oto sto słoni,
Co z majestatem niosły lektyki -
Okrzyki! Tumult wstaje i dziki
Niewolnik czarnym chwyta się broni.

Słonim w różowe pchają pachwiny
Strzały zatrute, padają w trzasku
Burnusy białe, perły, rubiny,
Srebro i zieleń tarza się w piasku.

Wszędzie was widzę dziś, czarni ludzie,
Bracia, o bliźni, obywatele!
Z wami wszystkimi dziś się podzielę,
Powiem wam wszystkim słowo o cudzie.

Ojczyzna moja wolna, wolna...
Więc zrzucam z ramion płaszcz Konrada.
Ojczyzna w więzach już nie biada,
Dźwiga się, wznosi, wstaje wolna.

Na cóż mi zbędnych słów aparat,
Którymi szarpał rany twoje?!
By ciebie zbudzić, już nie stoję
Nad twoim trupem Marat.

Poezjo, tyżeś na kurhany
Kazała klękać, jątrząc ranę,
Wodzac przed oczy rozkochane
Delije, pasy i żupany.

I cóż mi zrobić teraz z mową,
Która, zabłąkana w tej manierze,
W pawęże bije i puklerze,
Ojczyznę wzywa: wstań na nowo!

Odrzucam oto płaszcz Konrada:
Niewola ludów nie roznieca
Płomienia zemsty! - Pusta heca!
Gdzie indziej żagiew moja pada!


Czytaj dalej: Czarna wiosna