Paryż

Autorem wiersza jest Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

1

Wicher śródziemnomorski krokiem marynarza
przeszedł po tłumnej ulicy.
Znać wiosnę na wszystkich twarzach —
śmieją się muzułmanie, negry i chińczycy.

2

Krwawe niebo nocy paryskiej
fiołkowieje dziś długo z parmeńskim zapachem.
W ryczące stada wozów
szybko jak pociski
wpadają midinetki bez strachu.

3

Z ciężkim sercem pójdę brzegiem Sekwany —
kupię w kramikach sztychy i sennik miłosny,
lecz znaczenia snów moich,
wczoraj pożegnanych,
nie znajdę w nim. We mgle usłyszę krzyk wiosny.

4

W wysypaną na trotuar gorącą kawiarnię,
tłum ponurych studentów wpływa jak rój gacków.
Wśród niezmiernych przestrzeni,
oświetlonych marnie,
ćmy nocne, z twarzą w futrze, błądzą po omacku.

5

Na ulicy zapiętej brylantową broszką,
jakiś żałosny głosik „Paris soir“, zawodzi.
Jak ptak zgubiony jęczy
wśród tłumów powodzi...
Będę z nim razem wzdychać: Paris soir...
Jak gorzko!

6


Na Place de la Concorde, w obszarze nirwany,
tysiąc latarni płonie pogrzebowym złotem.
Jak obcy anioł, wiezie mnie szofer nieznany,
przez pustkę,
przez to wszystko CO BĘDZIE I POTEM...

7

Topielice Sekwany gwiżdżą „Hallelujah“,
nowy fox-trott, na falach huśtane łagodnie.
Na Nôtre Dame demony pod niebem warują,
i patrzą w dół na Paryż,
groźnie, jak na zbrodnię.

8

Cichym, kamiennym głosem wyją do księżyca,
to znów do lamp łukowych, różowych i sinych,
zezując w kąt wiadomy, gdzie stoi zazwyczaj
Wdowa, paryski upiór,
monstrum gilotyny.

9

Czarną, pośpieszną, smutną, nieuważną hordą,
tratuje mnie tłum ludzi,
brzydki jak mrowisko.
Słowa świetlne, niemądre, w niebie barwy bordo,
pryskają aż na gwiazdy chciwością złocistą.

10

Zimny ciężar Sekwany w metropolitenie.
Między wodą a ludźmi
los sprawuje wartę.
Nad sklepieniem dziewczyna, podobna syrenie,
kołysze się od wczoraj...
usta ma otwarte.

11

Jakiś wyblakły wodnik paryskich trotuarów,
ściga mnie rybim okiem zalanym słodyczą,
podczas gdy piękny hiszpan, krokiem pełnym czaru
przechodzi raz na zawsze.
Autobusy ryczą.

12

Z falujących bulwarów patrzą oczy lśniące.
Czy chcesz wpaść sepii w ręce?
Zbratać się z polipem?
Jeśli nie, to uciekaj po francuskiej łące
do domu, pod szeroką, pod szumiącą lipę...

13

Płyń daleko, gdzie życie ciasne jest i ciche,
mała rybko, zgubiona wśród rekinów mnóstwa.
Sto tysięcy tancerek,
rzeźbionych jak bóstwa,
zdeptało serce twoje i jego złą pychę!...

14

W „Auebert Palace“, w „Gaumont“, w „Paramount“, w „Cameo“
pary wciąż się całują.
Któż to mógł przewidzieć?
Muzyka dyryguje. Ja jedna, o wstydzie,
samotnym mym profilem świecę jak kameą.

15

Eiffel, jak rozkraczone zjawisko z sabatu,
grzyb grzechu, tryska zewsząd groźna i ponura.
Wszystko za wielkie dla mnie, najmniejszego z światów.
Niedostępne i drogie jak wężowa skóra.

16

Bez ciepłego ramienia jakże iść w tym tłumie?
Fiołkowe słońca,
gwiazdy czerwone szaleją.
Na co jestem na świecie nigdy nie zrozumiem.
Jak wśród drzew obcych idę, bezlistną aleją.

17

A wkoło czarne oczy, gorące rozkazy,
i wiosna prostą ścieżką prowadzącą w trans.
Obrona przed autami —
dla serc drogowskazy...
Wszyscy chodzą pod ramię
i myślą: „Douce France“...

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności.
ROZUMIEM