Żeby wreszcie

Autorem wiersza jest Czesław Miłosz

Żeby wreszcie przedstawić siebie jako
spadkobiercę lóż mistycznych,
a także jako człowieka
innego niż w legendzie.

Rzekomo dziecko szczęścia, któremu się wszystko
udaje, zbierałem honory w długim i pracowitym
życiu.

Naprawdę to odbywało się zupełnie inaczej,
ale z dumy i wstydu powstrzymywałem się od
wyznań.

W latach szkolnych, w brutalności boiska, uznałem się
za niezdolnego do walki i wcześnie zacząłem układać
zastępcze powołanie.

Później zaznałem prawdziwych, nie urojonych,
tragedii, tym trudniejszych do znoszenia, że nie
czułem się niewinny.

Nauczyłem się znosić nieszczęście jak się znosi
kalectwo, ale moi czytelnicy rzadko mogli z moich
pism to odgadnąć.

Jedynie ciemna tonacja i skłonność do
szczególnej, niemal manichejskiej, odmiany
chrześcijaństwa, mogły naprowadzić na właściwy ślad.

Dodać trzeba uwikłanie tego indywiduum w historię
dwudziestego wieku, absurdalność
jego postępków i serie cudownych ocaleń.

Jakby zastępcze powołanie było potwierdzone
i Pan Bóg żądał ode mnie dopełnienia dzieła.

Trudziłem się i szukałem wielkości, jej niedosięganie
tłumacząc czasem marnym.

Znajdując ją u innych, niekiedy
u siebie, wdzięczny byłem za dar uczestnictwa
w niezwykłym boskim zamyśle dla śmiertelnych.

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności.
ROZUMIEM