Sarabanda dla Wandy Landowskiej

Autorem utworu jest Jan Lechoń

Nagle w okno wiatr uderzył. Białe kartki poleciały.
Niechaj lecą! Nie chcę pisać! Nie chcę wierszy! Chcę muzyki!
Idziesz, widzę, śród ogrodu drobnym kroczkiem, w sukni białej.
A za tobą tamburyna, sarabandy i słowiki.

Gdzież tu wieszać gobeliny? Gdzie postawić kandelabry?
Dla pasterek z laseczkami, z róż koszyczkiem, brak parkietu.
Jak żyrandol księźyc świeci, a w wazonach polne chabry.
Tu jest miejsce, na murawie, dla twojego menuetu.

Kiedy taka noc nadchodzi, to już koncert rozpoczęty.
Niewidzialni chłopcy młodzi cicho stroją instrumenty.
Jeszcze nikt z nas nic nie słyszy, lecz na pewno ucho twoje
Rozpoznaje w nocnej ciszy skrzypce, flety i oboje.

Wszystko już jest w tej przestrzeni księżycową mgłą zasnutej.
Już jest wszystko wśród tych cieni: każdy akord, wszystkie nuty.
Lecz nikt tego nad nutami, nad książkami nie wyślęczy.
Musim dobrze słuchać sami owej nocy, kiedy dźwięczy.

Teraz słuchaj jak z strumieniem szepce Narcyz zakochany,
Jeszcze czekaj by na brzozach mogły liście poucichać,
Aby przebiegł przez polan? zapóźniony faun butany,
Zagrasz wtedy gdy już tylko jego echo będzie słychać.

Patrz! Na wieko klawccynu srebrny kwiat akacja strąca:
Śpi w śnie srebrnym pogrążona, rozmarzona Wenus drżąca.
Co się tobie przypomina pod tych kwiatów wonną chmurą,
Gdy akacja się nagina nad kościaną klawiaturą?

Ty już czujesz, gdy przechodzisz trawą miękką, alejami.
Ze pogodzisz swoją ręką wszystkie liczby z twymi snami.
Ich zasłona się rozchyli, z łona szarfy się rozluźnią;
Jeśli tylko ani chwili twoje palce się nie spóźnią.

Jak wśród greckich Akropoli, pod topoli kolumnadą
Przystanęłaś uśmiechnięta, bo już jasno widzisz całość,
Rozpuszczają nimfy włosy i w muzyczną łódź się kładą,
I już tylko ci zagraża marmurowa doskonałość.

Ale na to schylasz głowę jak Cecylia, kiedy klęka,
Bo znasz rzeczy lazurowe, co odczynia złe uroki,
I Carrary złom nieczuły w tysiąc dźwięcznych iskier pęka,
I już pieści twoja ręka Galatei złote loki.

Cóż jest sprzeczne - kiedy wszystko w tej muzyce się pomieści
Razem, razem rzeczy wieczne obok zdarzeń zwykłej treści.
Razem niosą laur i róże, w znikłych bogiń dążąc tropy,
I po białej klawiaturze lekko biją bose stopy.
Niechaj teraz w sen się zmienia to, do czego myśl się wzniosła.

Niechaj ginie wśród strumienia, ponad którym pluszcza wiosła,
Niech zanurzy się w głębinie, niech zaplecze wśród grążeli,
A spod ręki twej wypłynie jak Ofelia cała w bieli.

Wyżej, niżej nuty przędziesz, rzucasz ziarno w dwa rabaty
I plon zaraz wydobędziesz, bo od razu kwitną kwiaty.
Ze mgieł niebo się odkrywa, coraz wyżej gwiazda płynie,
Gdy, samotna i szczęśliwa, nocą grasz na klawecynie.

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności.
ROZUMIEM