Naśladowanie Or-Ota

Autorem utworu jest Jan Lechoń

Jakbyś nagle sypnął mąką
Dziurę robiąc w wielkim worku,
Tyle śniegu napadało
Dzisiaj wieczór w Nowym Jorku.

Mróz nie daje ci odetchnąć,
Biegniesz szybko i trzesz uszy,
I w tej chwili pomyślałem:
"To Warszawa i śnieg prószy".

Przystanąłem przy drapaczu,
Skąd melodia jakaś płynie.
To ślizgawka! I muzyka
Jak w Szwajcarskiej gra Dolinie.

Cóż że pięter masz pięćdziesiąt
Obok, z przodu, z każdej strony?
Ja tam patrzę tylko w górę
Na strop nieba roziskrzony!

I od razu się Rockefeller,
Empire Building jak w mgle chowa.
Tylko został śnieg i gwiazdy
I noc wielka, granatowa.

I za chwilę ci się zdaje,
Ze znajome światło zerka,
Widzisz domy trzypiętrowe
I muzyka gra sztajerka.

Wszystko wraca w jednej chwili:
Piec kaflowy, domy w Rynku,
Łukasz, woźny mego ojca,
I głos drogi: "Spij już, synku".

Słyszysz zegar na ratuszu,
I zza murów się wylania
Szewc, przekupka, stary wiarus
Z dawnych książek do czytania.

Świeci drzewko, chłopcy z szopką,
A nad nimi gwiazda złota,
Wszystko dawne, śmieszne, rzewne,
Jak naiwny wiersz Or-Ota!

Jeszcze chwila, a przysiągłbyś,
Na Starówce, na placyku,
Jego ujrzysz i zawołasz:
"Czołem, panie pułkowniku".

On zaś, robiąc styl marsowy,
Jakby jechał na armacie,
Będzie wołał, salutując:
"Jak różyczka wyglądacie!".

O! ty cieniu z dobrych czasów,
Nie jest rzecz to bez znaczenia,
Żem w dalekim, gęstym mroku
Właśnie twego szukał cienia.

I choć szumne umiem słowa,
Znam poezji wielkiej dymy,
Gdy dziś piszę o Warszawie,
Naśladuję twoje rymy.

W nich to bowiem, w tej piosence,
Która uśmiech rzewny budzi,
Jest zaklęty duch Warszawy,
O! poeto prostych ludzi!

Tyś ich poznał: takich samych,
Kiedy na śmierć pewną biega,
Kiedy idą do ataku
I "wstępują na jednego".

Zakochanych (choć nie wiedzą)
W swych ulicach, Wiśle lśniącej,
Co, gdy trzeba, za swe miasto
Umierają śpiewający.

I dlatego od tych murów,
Przed którymi Polska klęka,
Nie żałobna pieśń dziś płynie,
Tylko zrywa się piosenka.

Z murów Zamku się podniosła,
Poprzez które śnieg dziś wieje,
Z ruin nędzy i męczeństwa
Niesie wiarę i nadzieję.

Woła do nas: "Wszystko minie,
To są tylko próby Boże,
Szewców z Piwnej i bab z Rynku,
Gazeciarzy nic nie zmoże!".

A pan Artur gdzieś z zaświatów,
Wznosząc teraz w górę szklankę,
Woła do nas: "Już niedługo!
Wszyscy chórem «Warszawiankę»!".