Erynie

Autorem wiersza jest Jan Lechoń

Wiedziałem, o Erynie, że kiedyś przyjdziecie,
Lecz myślałem że takie jak wiedźmy w "Makbecie",
Spodziewałem się gromów, wichrów dzikich świstu,
A tutaj nagle z kartki zapomnianej listu,
W kapeluszach z wstążkami, w rękach niosąc cynie,
Pod ogrodu drzewami stajecie. Erynie!
To mojego dzieciństwa jarzębiny krwiste,
I te już nie noszone szale powłóczyste,
I owo romantyczne głowy pochylenie,
O którym nie ma mowy już nawet na scenie;
Z klonów liście się sypią, a wy w moją stronę
Idziecie, o Erynie, wołając: "Stracone!".
Stracone, choćby jeszcze dni przyszły łaskawsze,
Pogrzebane, stracone, stracone na zawsze.
Coraz bardziej zamglone, z coraz większej dali,
Wiem z korali jarzębin, z powłóczystych szali,
Z granej w dali gdzieś starej francuskiej muzyki,
Z gęsi lotu, co teraz podniosły krzyk dziki,
I (skąd one się wzięły?) z żurawi, co sznurem
Płyną teraz nad wami, gdy wołacie chórem:
"Stracone, więc nadzieję porzuć bezrozumną!"
I ruszacie powoli jak za moją trumną.
O! Dobrze żeście w kwiatach, żeście się przybrały,
Bo przecież tak niedawno przykuty do skały
O dwa palce od serca czułem sępa szpony!
Jeszcze widzę tę chwilę, gdy padłem zemdlony
Pod głazem, którym darmo wtoczyć chciał pod górę.
To przecież ledwo wczoraj na całą naturę
Padła groza mnie strasznej przypisanej zbrodni
I idąc wpośród blasku płonących pochodni,
Przez puste oczodoły widziałem noc ciemną,
I tylko Antygona jedna była ze mną.
I wszystko to, pomyślcie, w pysznych kolumn cieniu,
Wszystko na oczach łudzi, lecz wszystko w milczeniu.
Choć wszystkie razem brzękły gitary Grenady,
Ja jeden w czarnym płaszczu przechodziłem blady
I wśród masek tańczących szedłem w gaj oliwny,
Słysząc tylko za sobą: "Co za człowiek dziwny!".
Patrząc w lustro na twarz swą, zrytą wieczną troską,
Ten człowiek mówił sobie: "Milcz na miłość boską,
Dociskaj tej przyłbicy, którąś wdział dla świata,
I trzymaj mocno konia, o Gattamelata,
A tylko czasem nocą gdy wszystko śpi wokół,
Mów o sobie tym wichrom co biją w twój cokół!"
Piasek skrzypi, i grabarz idzie między pinie,
Ale kto tyle milczał, co ja, o Erynie,
Tego żadne milczenie więcej już nie straszy,
A zresztą widzę z szalów, nawet z twarzy waszej,
Z uśmiechu, z ukwieconych waszych kapeluszy,
Ze jeśli teraz pochód z mego domu ruszy
I złoży pod cyprysem ciężką czarną skrzynię,
Będzie ona tam leżeć przez dwa dni jedynie.

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności.
ROZUMIEM