Impromptu

Autor:

Żądała pani wierszy od swojego sługi.
Jest to łatwe i trudne razem. Los poety —
Układać różnodźwięcznych rymów szereg długi,
Ale twoje zadanie trudniejsze, niestety!

Chcesz, by mój wiersz był serca mego wiernem echem,
Był jakoby spowiedzią obłąkanej duszy:
Ale kto się na wieki pożegnał z uśmiechem,
W tym — każde bicie serca zimny wicher głuszy.

I cóż powiedzieć może ten, w którego łonie
Zgasło serce zdrętwiałe; w którym pierś jałowa
Próżna jest i bezpłodna; kto po serca zgonie —
Sądzi, że cała ziemia samą nicość chowa!

Serce — jest to największy skarb ludzkiego ducha
Większy nad wiedzę, rozum, geniusz. Ale życie
Z wolna — groźnie ciężarem swojego obucha
Na drobny pył je miażdży — nieraz w dni rozkwicie.

I tak tracimy z wolna, kawał po kawale,
Skarby naszego serca — promienie słoneczne!
I troski nas rzucają w egoizmu fale,
A grzech jak robak toczy nam — żyły serdeczne!

I cóż ja Pani powiem? Że burza życiowa
Rozwiała wszystkie serca mojego talary —
Żem jest żebrak uczucia — że ma pierś jałowa —
Że serca nie mam wcale. Czyż je wskrzeszą czary?

Chcesz być tą czarodziejką, co umarłe wskrzesza?
Chcesz rozjaśnić te mroki? napełnić tę próżnię?
W głazach obudzić wodę — jak laska Mojżesza?
Uczyń to. Dobre serce — szczęście ma w jałmużnie!

Prośbą kończę me słowa. W najmniejszej iskierce
Jest ogień, co ogrzewa i rozpędza smutki.
Pani! ja zmarnowałem — jam utracił serce,
Więc daj mi swego serca kawałek malutki!

Czytaj dalej: Lilith - Antoni Lange