Willa Wołkońskich

Autorem wiersza jest Maria Konopnicka

Zamknięta... Cicha, zamknięta i biała,
Sypiąca róże u sennych podwoi,
Na tłach cyprysów, w marmurach swych stoi,
Milczy i pała.

Zamknięta... razem z szelestem i echem
Kroków pielgrzyma z dalekiej krainy
I z upojeniem rozkoszy i winy,
Z łkaniem i śmiechem.

Zamknięta... z żarem ust, co tu gorzały
Szeptem miłości i szeptem zachwytu,
Z drżeniem żądz nocy, z omdleniem dosytu
W poranek biały,

Z rozpaczą spojrzeń, co dobyć chcą z duszy
Nieskończoności czar, a piją męty —
I z melancholją, co jest w swojej głuszy,
Jak grób zamknięty.

Nagle otwierasz te ciche pokoje:
Woń róż umarłych wybucha z ich wnętrza,
I fala ognia, od ognia gorętsza,
Tchnie w piersi twoje.

I stoisz w progu, iść dalej nieśmiały,
Rzęsą nakrywszy źrenicy płomienie...
Tam, za kotarą dwa szepty, dwa cienie,
W uścisk się zwiały...

II.

W szerokiej ciszy leży świat,
 W wieczornej ciszy...
Otwarła noc już swój biały kwiat
 I wonią dyszy.
Pali się łuną zachodnich zórz
 Nieba i ziemi skraj...
— Echo gdzieś płynie z za gór, z za mórz —
 »...Znasz-li ten kraj?...«

Stary akwedukt rzuca cień
 Na mirt i róże;
Skroś arkad świeci mdlejący dzień,
 W złocie, w purpurze.
Odlata, roniąc blaski swych piór
 Skróś lazurowych staj...
— Echo gdzieś płynie z za mórz, z za gór —
 »...Znasz-li ten kraj?...«

Lateraneńskiej wieży dzwon
 Na Ave bije...
Módl się, bo idzie noc, śmierć i zgon
 Temu, co żyje...

Na wieży płonie złocisty ćwiek,
 Cyprysów klęczy gaj...
— Echo gdzieś bije od pól, od rzek —
 »...Znasz-li ten kraj?...«

Po wzgórzach wieją modre mgły,
 Ruin zasłona...
Jakiejś przeszłości sypią się łzy,
 Coś mrze, coś kona...
O, jaka tęskność, jaki ból!
 Zamknięty jest mój raj...
— Echo gdzieś płynie od rzek, od pól —
 »...Znasz-li ten kraj?...«
Rzym 1892 r.

III.

Tu był, tu czuł, tu marzył. Tędy jego oko,
Zapalone tęsknotą, przez Sabińskie szczyty
Biegło pod sine gwiazdy, w świat mgłami nakryty,
I pierś ku mrocznym borom dyszała głęboko.

Tu śpiewał. Rozkochane słowiki tej wiosny
Ucichły w mirtach, w jego wsłuchując się pienie,
Bo był głos — nad ich głosy — gorący, miłosny,
A z pieśni biły szumy zbóż i gajów drżenie.

Tu czuł. Stąd duch, napięty piorunowym łukiem
Natchnienia, strzałą leciał przez włoskie lazury
I szum swój zlewał w akord z północnych burz hukiem,
I ciskał błyskawice i gromem bił w chmury.

Tu na samotnej sosny patrząc czarność, smętny
Odwracał od róż oczy tęskne, gorejące...
Stąd — orzeł, gniazda swego górnego pamiętny,
Wzniósł loty, wzbił nad ziemię i uleciał — w słońce.

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności.
ROZUMIEM