Żołnierka miłości

Autorem wiersza jest Franciszek Dionizy Kniaźnin

Ktośkolwiek, proszę, został u Dyjony
Ussarzem czy petyhorcem,
A znak Kupida, broń i łuk złocony,
Pod jej szanujesz proporcem!

Słuchaj, co powiem. Trzeba się potykać
I bez ustanku się palić.
Żadnych pocisków nie możesz unikać
Ani się na rany żalić.

Włożyć masz na się cierpliwości zbroję
A tarczę stałego męstwa:
Znosząc zaś ognie, walki, niepokoje,
Nie trać nadziei zwycięstwa.

Śmiałości trzeba w wojsku tej bogini;
Śmiałość najwięcej pomaga.
Nieśmiała bojaźń nic tu nie uczyni;
Wszystko sprawuje odwaga.

Rzuć okiem, bracie, na Etnejską hutę,
Z której się dym czarny cadzi:
Oto masz strzały i dziryty kute
Bladej Wulkana czeladzi.

Ten ogień srogi, te hartowne strzały
Gotują dla twego serca:
Tymi wewnętrzne czyni nam zapały
Kupid, serc czułych morderca.

A jak więc sucha przez obszerne pole
Kiedy się zapali słoma,
Gdzie wiatr zawieje, w perz obraca rolę
Zażoga nazbyt łakoma —

Podobnie, kiedy do serca się wkradnie
Miłość gorąca i sroga:
Mdłe zaraz zmysły suchy ból opadnie
I wnętrze zniszczy pożoga.

Lecz jako znowu, po strasznym upale
Kiedy deszcz lunie obfity:
Odwilgnie ziemia w rzęsistej nawale
I płód swój wyda ukryty; —

Tak i w serdecznym częstokroć płomieniu
Łzami się zaleje człowiek.
Ma stąd ochłodę, co w słonym strumieniu
Z żałosnych wytoczy powiek.

Kto zatem tyle sił masz i ochoty,
Żeś gotów boleć i ślochać,
Żeś gotów ognie znieść i srogie groty:
Rycerzu, odważ się kochać!


Czytaj dalej: Dwie lipy