Do Józefa Świętorzeckiego

Autorem wiersza jest Franciszek Dionizy Kniaźnin

Nadzieja, bóstwo na ziemi jedyne,
Onać tę płaczu słodzi nam dolinę.
Gdybyż nie ona, choć najczęściej łudzi
Dawno, Józefie! nie byłoby ludzi.

Kiedy zuchwałej nauczyciel zbrodni
Ukradł z niebieskiej iskierkę pochodni,
Nieszczęsny! nieba i cały świat zdradził:
Ciężką ich pomstę aż do nas sprowadził.

Wypuści razem na błędne gromady
Śmierć swoje sługi: głód, nędzę, mór blady.
Dopieroż Rozpacz, wielkim pędząc krokiem,
Otchnęła resztę jadowitym wzrokiem.

Poszedł jad w zmysły. Na jego zapały
Ten prosto w ogień, ów leci ze skały;
Temu kark strąci, tego pchnie żelazem.
Cały nasz rodzaj miała zgubić razem.

Twórca na koniec zlitować się raczy:
Wysłał Nadzieję naprzeciw Rozpaczy.
Bóstwo, promiennym uwieńczone kołem,
Nagle nad ziemskim łysnęło padołem.

Jako gdy chmura nawałności brzemię
Z grzmotem i szumem wyrzuci na ziemią;
Zabłyśnie tęcza. Na powab jej krasy
Wzniosą się zboża i zbolałe lasy.

Na blask Nadziei jędza krok obieży:
Stanie i znowu wściekły gad najeży.
Lecz, gdy bogini trąci ją, przybladła,
Stęknęła Rozpacz i w otchłań zapadła.

Nadzieja zmysły boskim tchem ocuci
I miłą ludziom spokojność przywróci.
Zatem twarz pełną pociechy odkryje.
Odżył świat na nią i dotychczas żyje.


Czytaj dalej: Dwie lipy