Pieśń o wielkości Boga, a nikczemności człowieka

Autorem wiersza jest Franciszek Karpiński

Potężny Boże na ziemi i w niebie!
Gdy spojrzę na dzieł Twoich widowisko,
A potym oczy obrócę na siebie,
Jak mię Twa wielkość upokarza nisko!

Przecież chociażem istotą tak małą,
Pójdę do Ciebie, Twa dobroć mi znana!
I wlać mi chciałeś jakąś duszę śmiałą,
Co się chce przedrzeć do samego Pana.

Ale odarty jak przed Tobą stanę?
Cechę wierności z piersi moich starłem
I niewinności sukienkę mi dane,
Ocierając się między ludźmi, zdarłem!

Zgubiwszy pismo przechodu wolnego,
Jak się tamtędy przebierać odważę,
Gdzie hufiec pułku milionowego
W przysionku Pańskim odprawuje straże?

Przecież ja pójdę, cokolwiek mię czeka;
Pójdę do Ciebie, bo mi powiadano,
Że byłeś Ty się obejrzał na człeka,
Zaraz go w stanie szczęśliwym widziano.

Tak jak dziś jestem niedołężnym płazem,
Zbitym naczyniem, o które nie stoją,
Pokorę tylko wziąwszy z sobą razem,
Poniosęć głupstwa i nikczemność moją!

Mnie się rozstąpią wybranych Twych rzesze,
Mnie nic nic będzie po drodze ustraszać;
Jeszcze ich moim przybyciem pocieszę,
Bo powiem, że ja idę Cię przepraszać.

Gdzie będą Twoi aniołowie stali,
Pójdę, i jak im przypomnę z daleka
Ich towarzyszów, co poupadali,
Nad ułomnością zlitują się człeka.

Potym przed tronem Twym padnę i powiem:
„Z dalekich krajów przyszedłem w te strony
Za moim skarbem, weselem i zdrowiem,
Ubogi, smutny, na siłach zniszczony.

luz bym ja nie chciał mieć pana inszego
Ani Twej woli w czym kiedy być sprzeczny,
Ale gdy moją znasz skłonność do złego,
trzymaj mię Ty sam, bo ja niestateczny".


Czytaj dalej: Pieśń wieczorna