Powołanie świętego Mateusza

Autorem wiersza jest Jacek Kaczmarski

A wygrywał ryzykował całą stawkę raz po raz
Kobiety pojedynki przebudzenia w rynsztoku
Zawsze pierwszy zawsze najlepszy z nas
Kiedy śmiał się, kiedy śmierć nosił w oku

Świt z wysokiego okna zalśnił na monetach
Mienią nam się w świetle wytworne kaftany
Ludzi uczy szacunku szpady ciężki metal
Grajmy dalej odszedł bo był obłąkany

As - najwyższa stawka już dzień tłum gęstnieje
Zaglądanie w karty dublety w rękawach
Karczmarze rzemieślnicy kurwy i złodzieje
Ciemnieją niskie stropy z mis paruje strawa

Mateusz twoja kolej - nie podnosi głowy
Jakby zastygł z wbitymi w twardy blat palcami
Przez chwilę jeszcze siedział przez chwilę był z nami
Potem wstał pieniędzy nie wziął i odszedł bez słowa


Czytaj dalej: Przechadzka z Orfeuszem