Oddział chorych na raka á la Polonaise A.D.2002

Autorem wiersza jest Jacek Kaczmarski

Pięciu na jedną salę kładli na Banacha
(miejsca ciągle za mało, a rak coś się pleni),
więc pięciu nas leżało, a każdy miał stracha,
że to kres jego drogi na tej ciężkiej ziemi.
Ten spod okna z godnością znosił swoje lęki:
szlafrok, kapcie, tranzystor, oficerska mina.
Dyrygował, jak mamy korzystać z łazienki...
a ja - nic nie mówiłem. Czytałem kryminał.

Drugi, z guzem na wardze, lubił telewizję,
więc każdą wolną chwilę na kobiecym siedział;
mówił - wie pan, w cywilu to ja jestem fryzjer,
ale teleturnieje mnie biorą, ta wiedza!
Godny zgodził się, owszem, że bez wiedzy nijak,
on jednak osobiście zwykł chadzać do kina;
po czym włączył tranzystor na Radio Maryja,
a ja - nic nie mówiłem. Czytałem kryminał.

Trzeci wciąż się naświetlał, miał głowę w bandażach,
skórę twarzy jak sandał i dziurę po uchu.
Znikał "płucka przewietrzyć i raczka podsmażać"
Nikotynka - powiadał - podtrzymuje na duchu.
Ten od teleturniejów odmawiał jej zalet.
- Panie! Pański nowotwór, to ta nikotyna!
Obrażał się Palacz - Przecież uchem nie palę!
A ja - nic nie mówiłem. Czytałem kryminał.

Czwarty też małomówny. Wwieźli go o zmierzchu
i wcisnęli na siłę w kąt pod Krucyfiksem.
- Tak na oko - oświadczył - jestem zdrów! Po wierzchu!
Ale rak mnie wyżera, jak żyd krem w Bar Micwę!
Tu Godny się ożywił słysząc temat "Żydzi".
- Zlatują się, jak muchy, a my - jak padlina!
Nie dość, że takie żyje, to jeszcze z nas szydzi!
A ja? - nic nie mówiłem. Czytałem kryminał.

- Polacy Adzikowi winni są pomniki
za to, że tyle tego robactwa wypalił!
- Ale żydki się w Krzyżu kryją, jak korniki!
Papieżowi jarmułkę założyć kazali!
- Odwiedzał synagogę - tłumaczył Telewidz,
ale go zakrzyczała rakowa rodzina.
- Niech pan tutaj nie broni żydowskiej bolszewii!
A ja - nic nie mówiłem. Czytałem kryminał.

- Pan zgasi już to światło! Przecież spać chcą chorzy! -
Sklął mnie potem wsłuchany w radiowe nieszpory
Ów, co godnie ból znosił, ale się położył,
Bo po takiej dyskusji poczuł, że jest chory.
Z twardą kulą w przełyku łaziłem po ciemku
zimną wodą spod kranu chłodzić suche usta,
a Bezuchy po łóżku ciskał się i stękał
- Kładą tu byle kogo i nie można usnąć!

Rano mnie wypisali zaraz po badaniach.
Teraz już tylko dni do wyroku odliczać...
Pod oknem siedział Godny. Wkładałem ubranie.
Nagle, ni stąd, ni zowąd mówię - Zdrowia życzę...
Wyrwał się z odrętwienia, jakbym był majakiem.
- No proszę! Jednak umie pan mówić, jak widzę!
A myśmy już myśleli: z książką, to snob jakiś...
- Nie, proszę pana - mówię - nie snob. Jestem Żydem.

Oj, odjęło mu mowę. Bo o co tu pytać?
Wyraźnie było widać kiedy się przeraził,
że pacjent - żyd już wie, kto jest antysemitą
i zgładzi go przez Spisek Żydowskich Lekarzy!
Odszedłem, bezskutecznie próbując przełykać
i w ustach mi gęstniała tysiącletnia ślina.
- Spluń za siebie - mówiło mi coś - spluń i zmykaj!
A ja obracałem w pamięci kryminał.

Osowa, 5.6.2003


Czytaj dalej: Przechadzka z Orfeuszem