Oda do Nieodgadnionej II (dylematy wolności)

Autorem wiersza jest Jacek Kaczmarski

Odkąd Ci otworzyłem klatkę
wspinasz się - jak najwyżej można
by stamtąd zerkać w dół ukradkiem -
i obojętna, i ostrożna,
wyniosła, swoja własna Pani,
żywe popiersie, szary granit...

Tam, ponad nami, pióra stroszysz,
wysyłasz tajemnicze trele,
niby donośny krzyk rozkoszy
więźnia, który opuścił celę
i władać gotów całym światem,
choć nie wie, czy ma na to patent.

Na razie - jestem wolna! - kwilisz,
ale nas, w dole, to nie wzrusza;
jak żyliśmy - będziemy żyli
w zapaskudzonych kapeluszach...
Dlatego chowasz łeb pod skrzydło,
jakby Ci wolne życie zbrzydło!

W końcu na ziemię szumnie spadasz,
gdzie ze złowróżbnym piór szelestem
kroczysz niezdarnie, patrząc jadła,
jak tłusty kurak, którym jesteś,
nielepszy od kłótliwej wrony,
choć egzotycznie upierzony.

Drzesz się ze strachu - Ty, pokraka,
Wolność łakomstwem uziemiona,
więc wszyscy chodzą na czworakach,
przed Tobą karki gną w ukłonach
i podsypują świeżej spyży
by nie urazić... nie poniżyć...

Nażartej wskażą uniżenie
którędy droga wzwyż bezbłędna,
byś się wdrapała pod sklepienie,
gdzie niedosiężna Twoja grzęda.
O krok tam od Papuziej Bozi
Prócz samotności - nic nie grozi.

Bo, żeby kochać, być kochanym -
wśród kochających żywot śmiałka,
co czasem ścierpi, że spętany,
a czasem, zamiast ćwierkać - załka�
lub tkwij samotnie tam, gdzie wlazłeś,
gardząc, paskudząc, mając za złe...

Osowa, 30.9.2003


Czytaj dalej: Przechadzka z Orfeuszem