Dwie rozmowy z Kremlem

Autorem wiersza jest Jacek Kaczmarski

- Zdrastwujtie! Eto Cientralnyj Kamitet?
Gawarit` budiet Tawariszcz Giensek!
- Priwiet, tawariszcz Kania.

Ja srazu wam skażu,
Szto rodinu wy naszu
Addajetie wragu.
I eto wasze dielo
Kak kończyt` tot bardak!
Nam eto nadajeło!
Wy kamunist! Paliak!

Jeśli nie zachatitie -
Rieszim my wsio za was!
Skazał ja - zapomnitie -
Zwaniu pasliednij raz!

- Towarzyszu Breżniew, był tu wasz marszałek
I wyraził jasno wasze stanowisko.
Jestem sekretarzem a nie generałem,
Trzeba czasu, żeby przygotować wszystko.

Mogę was zapewnić i podkreślić muszę
Chociaż sytuację w kraju mamy chorą -
Najważniejsze dla nas wieczne są sojusze,
Partia jest i będzie ich trwałą podporą.

Ale my tu sobie poradzimy sami,
Tylko szansę na to towarzyszu dajcie.
Wiem, że całą duszą jesteście tu z nami,
Więc na razie z wojskiem jeszcze nie wkraczajcie!

Ja wieruju wam, tawariszcz Kania,
Nie pomnitie, mój miłyj drug,
Szto nasza sachraniajet armia
Socjalisticzeskuju put`!

- Towarzyszu Gorbaczow, wybaczcie mi.
Wiem, towarzysz czasu wiele dla mnie nie ma...
Mieczysław Josifowicz! Apiat` i wy!
No, skażitie, kakije tam u was priablema?

- Towarzyszu Gorbaczow, ja komunist,
Dla kamunizma w stoczni narażałem życie!
A tu naród, partia - śmieją mi się w pysk.
Towarzyszu, ja praszu was, pamagitie!

Wied` wy znajetie, w dusze ja liberał.
Tridcat` liet chatieł ja własti, wot dilemma:
Na kaniec, kagda ja włast` uże dastał -
Eta włast` nad partią której prawie nie ma.

Da, nie wierił nikagda ja w Krugłyj Stoł,
No padumał ja - pust` razgawarywajut!
Ale teraz, kiedym wreszcie partię wziął
Partia nie ma już na swoje rządy kraju!

Zdies` buntowszcziki uż padnimajut łby
I odeszły od nas sojusznicze partie.
Głodny naród zaraz będzie pragnął krwi!
Towarzyszu, pamagitie! Ja się martwię!

- Mieczysław Josifowicz, nie biezpakojties`!
My pamożem wam, kak smożem, no inacze -
A paka wy s opoziejej nie barojties`,
Szto eta za kamunist, katoryj płaczet?

Wied` uż Stalin gawarił, szto waszej Polszy
Sacjalizm pastroit` paczti niewazmożna!
Mieczysław, wam nada odpusk wziat` charoszyj
A patom rabotat` ticha, astarożna.

Gawaritie mnie a waszych sdies` prabliemach.
A szto mnie skazat`? Nagornyj Karabach,
Litwa, Łatwa, Gruzja, narodnaja tiema,
Piszczi niet, a buduszcziem padumat` strach.

Padażditie, Mieczysław Josifowicz,
Smotriu ja na was siewodnia s biespakojem.
No tiepier wam nada - kak umiejetie - żit,
A szto budiet - budiet s etoj paranoju!

- Towarzyszu Gorbaczow, a może by
Dać do prasy coś o tej rozmowie naszej?
Że rozmawiam z wami - przecież to nie wstyd...
A przynajmniej może naród się przestraszy?

- Diełajtie, kak wam ugodno, Mieczysław,
W kamunisticzeskoj kak wam igrajet dusze.
Uż minut sorok gwarim i mnie siejczas
Żdut rozgawory
S prezidentom Buszem.


Czytaj dalej: Przechadzka z Orfeuszem