O tragiźmie

Panowie i Panie! - czymże jest tzw. całość? Nie ma dramatu, który by przy analizie nie okazał się źle zbudowany, naciągnięty lub niedociągnięty, nieprawdopodobny. Dobrze zbudowane są tylko panie uczęszczające na premiery oraz sztuki Bernsteina i innych Francuzów. Co może dać poeta? Błyskawice.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Nasi krytycy podobni są do kobiet, które idą na bal nie na to, żeby się bawić, lecz żeby pokazać swoje suknie. Oni nie krytykują, lecz wystawiają na pokaz swoje kryteria wyczytane. I tak jeden z nich zmuszony jest z wielką przykrością wyrwać Staffowi ząb: "Nie dość jest przeczytać Freytaga, Volkelta i Luckę - trzeba być samemu psychiką tragiczną i umieć stworzyć tragicznych bohaterów. Tego właśnie Staffowi brakuje i na to mu nikt i nic nie pomoże". Dixit, salvavit animam suam i z łezką w oku oddalił się! Z pewnością Staff każe to sobie oprawić w ramki i wdmuchać w płytę gramofonu, która by go ostrzegała, ile razy przyszłaby mu ochota pisać tragedię!

Moi Panowie, czytałem wszystkie książki plus jedna, z których czerpiecie swoje mądrości o tragizmie. Niemcy dość już napaskudzili w tym przedmiocie. Narzucili Wam cały zgiełk pytań i pojęć, które Wy bierzecie łatwowiernie bez szczypty soli, dlatego że brzmią tak imponująco. Mają one tylko heurystyczną wartość. A zacytowany powyżej zarzut już nawet w ustach Brzozowskiego (w jego recenzji o Skarbie) brzmiał nieprzyzwoicie.

Z pisania o teatrze zrobiło się u nas istne misterium [1]. Każdy recenzent teatralny stroi takie miny, jakby posiadał jakąś wiedzę hermetyczną, tajny system rozbicia banku w Monte Carlo. Wymyślono np. jakieś talenty specjalnie dramatyczne (w odróżnieniu od epickich i lirycznych). Ci panowie przeżuwają wszystko, co już Niemcy wypluli. Nie krytykują, lecz balotują, rozdają patenty. Staff przystępował tyle razy do egzaminu przed nimi, lecz spalili go; jeden powiedział: nie jesteś tragikiem! drugi: nie jesteś dramaturgiem! trzeci: nie jesteś nawet teatralikiem! - każdy według swej specjalności. (Myślę przy tym, że Staff w swoich pierwszych sztukach był bliższy swojego dramatu niż w dalszych).

Jeden z nich wyczytał coś gdzieś o konieczności [2] i stosuje do dramatu zasadę największej ekonomii, uskarża się na sceny i postacie niepotrzebne. Skąpiec na rachunek autora! Twierdzi, że postacie muszą wywoływać "wrażenie nieuniknioności i wewnętrznej potrzeby". Jest to figiel abstrakcyjny; widz nie będący snobem nigdy takich sensacyj nie miewa i mieć nie może.

_______________________________________

 

1 P.p. Przypominam gorzkie żale na recenzentów teatralnych, wyrażone podobnymi słowami w Snobizmie i postępie Żeromskiego. Drażliwość Żeromskiego wobec krytyki, ostry i gniewliwy ton użyty przez niego rozgrzesza poniekąd drażliwości panujące wśród nas, zwykłych śmiertelników literackich, lecz zarazem świadczy - i to chlubnie - że zapewne nagany i zarzuty bolały i interesowały go więcej niż pochwały.

 

2 P.p. Kryterium "konieczności" tłucze się jeszcze nawet w artykułach krytyków komunistycznych, skądinąd najwięcej uświadomionych. Trzeba by je osobno "odkłamać". Na początek polecam moją książeczkę Fr. Hebbel jako poeta konieczności. - Stosowanie pojęcia "konieczności" do twórczości literackiej daje takie same pole do krytyckiego widzimisię, jak pojęcie talentu itp. Dla miernego poety są tak samo "konieczne" jego mierności, jak dla geniusza genialności.

Czytaj dalej: *** (Gdy w piersi twej zbudzi się iskra boża) - Karol Irzykowski