Boska komedia - Piekło - Pieśń XXXI

Autorem wiersza jest Dante Alighieri

Poeci przechodzą po ostatnim stoku między ósmym a dziewiątym kręgiem i zatrzymują się nad studnią strzeżoną przez gigantów; jest tam Nemrod, Efialtes, Briareus i Anteusz, który przenosi wędrowców do ostatniego kręgu.



Tenże sam język naprzód mię skaleczył,
Aż krwią się moje lica zrumieniły,
I tenże prędko zadraskę wyleczył.

Podobna miała być czarownej siły
Włócznia Peleusa i Achillesowa,
Że od niej własne rany się goiły.

Za nami ziemia została morowa;
Okalającym ją kamiennym wałem
Szliśmy, nie mówiąc do siebie ni słowa.

Nie było nocą, nie było dniem białym
I zmysł mozolnie w mroku się przekradał,
Gdy dźwięk tak gromki trąby usłyszałem,

Że przy nim wszelki inny głos przepadał;
Więc przeciw niemu od skalnego progu
Wzrok posyłany głąb czeluści badał.

Po smutnej klęsce, gdy, zdradzony wrogu,
Padł w bitwie święty poczet Karlomana,
Nie grzmiał tak strasznie Roland na swym rogu.

Zwróciłem głowę: skróś cierniów tumana
Ujrzałem niby wysokie wieżyce;
„Co za gród taki?" — pytam mego Pana.

„Oczy, puszczone w mroczną okolicę,
Dalekiej mety wypatrzeć nie mogą,
Więc zaludniają mrzonkami ciemnicę.

Skoro za naszą tam zajdziemy drogą,
Poznasz, jak przestrzeń łudzi wzrok wątpliwy,
Jeno śpiesz i sam bądź sobie ostrogą".

Tak rzekł i dłoń mą ujął piewca tkliwy,
Dodając: „Zanim staniemy nad nimi,
Byś nie otwierał oczu jak na dziwy,

Wiedz, że nie wieże to są, lecz olbrzymi;
Z pośrodka jamy, w głąb piekielną wklęsłej,
Tułowy sterczą wyprostowanymi".

Jak w chwili gdy się mgły z powietrza strzęsły,
Wzrok wyłuskiwać zacznie kształtów ziarno,
Które wprzód przed nim taił obłok zgęsły,

Tak gdy spojrzeniem wiercę gęstwę czarną,
W miarę jak kroczym do studziennej dziury,
Złudzenie pierzcha, a strachy się garną.

Jako wieńczące Montereggion mury
Wokół u szczytów basztami się stroją,
Tak w cembrowiny wnętrzu, w pół postury,

Na wzór wież, kołem wielkoludy stoją;
Ich to, dziś jeszcze, kiedy huczy burza,
Gniewem Jowisza gromy niepokoją.

Już mi się jedna, druga twarz wynurza;
Spostrzegam barki, piersi, wypuklinę
Brzucha, po bokach zwieszone ramiona.

Że na potwory takie stłukła glinę
Natura, błądzi, kto się temu dziwi:
Marsowi groźną zabrała drużynę.

Jeśli po dziś dzień wieloryby żywi
I słonie, uzna, kto rzecz lepiej bada,
Że tu zrobiła mądrzej i godziwiej.

Bo gdzie z rozumem połączy się zdrada,
A taka przemoc przystąpi do złości,
Tam słaba ludzkość zostaje bezrada.

Jako Piotrowa szyszka, tej wielkości
Była ogromna głowa wielkoluda;
W równym stosunku do niej inne kości.

Brzeg, co mu służył przepaską na uda,
Osłaniał cały wierzch strasznej poczwary;
Trzem Fryzom czuba sięgnąć się nie uda,

Choć staną jeden drugiemu na bary;
Od miejsca szyi, gdzie płaszcz zapinany,
Trzydzieści piędzi liczył naszej miary.

„Rafel may amech zabi almi" — z jamy
Zaryczał, dziką dręczony katuszą:
Takimi psalmy biją piekieł chramy.

A wtem go zgromił Wódz mój: „Głupia duszo,
Dzierż się swej trąby, niechże przez nią wyje
Gniew i te wszystkie pasje, co cię duszą.

Duszo zbieszona! Ściągnij dłoń, u szyje
Trafisz na rzemień trąby wartownika,
Co wokół piersi wielkich ci się wije".

Potem rzekł do minie: „Ten, co tak poryka,
Już sam się zdradził: oglądasz Nemroda,
Co pychą jedność zatracił języka.

Zostaw, niech stoi, słów ci tracić szkoda;
Jak on niczyjej mowy, tak nawzajem
Jego nie pojmie nikt, choć ucha poda".

Idziemy przeto dalej murów skrajem
I, postąpiwszy na odległość strzały,
Dłuższego jeszcze olbrzyma zastajem.

Związać go, nie wiem, kto był dosyć wdały;
Prawe do grzbietu, lewe ramię ducha
Do piersi szczelnie przywarte sterczały,

Przymocowane żelazem łańcucha,
Co szedł od szyi i pięćkroć krępował
Kadłub odkryty cały aż do brzucha.

„Ten śmiałek możnych sił swoich próbował
Na arcybogu w zuchwałym obcesie —
Rzekł Wódz mój — za to tak go Jowisz skował.

Efialt mu mianem; wojował w tym czesie,
Kiedy to bogów straszyli olbrzymi;
Ramion, co prężył, więcej nie podniesie".

„Wolno-li — mówię — chciałbym dziwo ziemi,
Briareusza, nieludzkiej wielkości,
Ujrzeć i zmierzyć oczyma własnemi".

Odrzekł: „Tu jeno Antej na wolności
Mieszka, używa naszego języka;
Ten nas wysadzi na dno wszelkiej złości.

Ów, o kim mówisz, równie wzięty w łyka,
Stoi od miejsc tych odległy niemało;
Twarz jego bardziej ohydna i dzika".

Nigdy trzęsienie tak nie zatargało
Dreszczem gwałtownym posad wielkiej wieży,
Jak się zatrzęsło Efialta ciało.

Tedy śmiertelny strach we mnie uderzy
I pewnie skonałbym z bojaźni samej,
Gdybym go w takiej nie widział obierzy.

Znowu się nieco naprzód posuwamy,
Aż Anteusza najdziem; ten do pięci
Sążni, nie licząc głowy, sterczał z jamy.

„Mieszkańcze dolin szczęsnych, gdzie pamięci
Scypiona schedę dziedziczyły dzieje
W dniu, co się klęską Hannibala święci

I gdzieś z tysiąca lwów pobrał trofeje,
Byś był w Tytanów boju, jak niektórzy
Chcą, z braćmi niebios szturmował wierzeje,

Wyszliby może zwycięzcami z burzy
Synowie ziemi; weź nas i staw na dnie,
Gdzie się Kocytu toń od chłodu mruży.

Nie każ nam innych szukać; ten tu snadnie
Pragnieniu twemu wygodzi na świecie;
Schyl się i nie krzyw lica tak szkaradnie.

On ci tam wawrzyn z rozgłosu uplecie;
Jeśli mu Łaska Boża żyć pozwoli,
To jeszcze przejdzie życia pełnolecie".

Tak rzekł Mistrz. Olbrzym ruszył ku nam k'woli
I wziął go dłonią ręki wyciągniętej:
Poznał Herkules, jak jej uścisk boli!...

Gdy się Wergili poczuł w garść ujęty,
Rzekł: „Niech twa kibić pod mą dłonią będzie",
I tak się ze mną złożył jak dwa pręty.

Jak gdy ustawisz się przy Garysendzie
I oczy zwrócisz na niebieski pował,
Szczyt ci umyka przeciw chmurom w pędzie,

Tom miał widzenie, gdym się przypatrował
Anteuszowi, jak się giął, niezmierny;
I jużem drogi tym szlakiem żałował.

On lekko złożył nas na dnie cysterny,
Gdzie z Lucyperem Judasz w męce stężał;
A nie trwał długo w zgięciu piastun wierny,

Lecz się jako maszt okrętu wyprężał.


Czytaj dalej: 32. Boska komedia - Piekło - Pieśń XXXII

#Boska Komedia