Niekoniecznie słoń

Autorem utworu jest Jan Brzechwa

Przypominam sobie wierszyk z lat dziecinnych:

Słoń ma długą trabę
I to cała jego broń,
A kto trąby nie ma,
Ten na pewno nie jest słoń.

Istnieje u nas w ocenach twórczości artystycznej tradycja nawiązywania do słonia. Trąba zaś staje się w tych sprawach podstawowym kierunkowskazem.
Tradycja, o której wspominam, jest bardzo stara. Sięga czasów faraonów, kiedy to piramidy egipskie miały swoim niezniszczalnym ogromem utrwalać pamięć mało zasłużonych władców.
W epoce Odrodzenia dzieła sztuki musiały być kolosalne. Wielcy malarze malowali wielkie obrazy. Mickiewicz namawiał Chopina do napisania opery narodowej. Miała to być jego droga do sławy. Ale, jak wiemy, obeszło się bez opery.
Dzisiaj w sprawach artystycznych mierzy się u nas nadal wszystko tą samą miarą. Liczy się tylko słoń i jego trąba. Każdy aktor marzy o roli Hamleta, każda aktorka dąży do zagrania Lady Macbeth. Dopiero osiągnięcie tego celu pozwala osiąść na laurach.
Każdy pisarz pragnie skrycie napisać powieść, wielką powieść. Jest to zrozumiałe chociażby dlatego, że gdy omawia się u nas literaturę współczesną, brane są pod uwagę jedynie wielkie tomiszcza. Mniejsze formy literackie są w pogardzie. Czynniki nie czytują powieści, ale je szanują. Lekceważą natomiast utwory mniejszego kalibru, chociaż sięgają po nie najchętniej.
Podobnie w publicystyce. Jedynie kobyły posiadają wysoką rangę. Krótki esej czy felieton traktowany jest jak fałszywa biżuteria.
Słoń przede wszystkim. Słoń i jego trąba. A tymczasem wiadomo, że ludzie lubią nie tylko słonie. Lubią także ptaszki, lubią motylki...
Anatol France wyraził nawet przekonanie, że trzeba być lekkim, aby móc szybować poprzez stulecia.
O słoniach i trąbach pomyślałem sobie, gdy przeczytałem w prasie o sukcesach polskich filmów krótkometrażowych na festiwalu w Oberhausen.
Okazuje się, że małe formy, tak lekceważone i bagatelizowane u nas, na szerokim świecie zdobywają sobie ogromne uznanie.
To samo przecież dałoby się powiedzieć o naszej grafice ilustracyjnej, o naszym plakacie. O sukcesach Lenicy, Mrożka, Leca.
Nasze słonie trąbią w kraju, a za granicę wyfruwają ptaki i motyle.
Proszę tylko nie wmawiać we mnie, że usiłuję zdeprecjonować wielką literaturę czy monumentalne dzieła sztuki. Staję jedynie w obronie małych form, twierdzę bowiem, że umniejszanie ich wartości i znaczenia prowadzi do jednostronnych i mylnych ocen. Czyżby dopiero sukcesy zagraniczne miały korygować błędy naszych kierowników kultury?
Mógłby ktoś powiedzieć, że występuję tu w obronie własnego podwórka. Nie, proszę państwa. Ja osobiście na nic nie mogę się użalać. Uważam tylko, że pojęcie sztuki danego narodu obejmuje wszelkie rodzaje twórczości. A o wartości i znaczeniu utworu nie może decydować jego objętość. Zejdźmy z tej fałszywej drogi.
Marcjalis pisywał małe epigramaty, a mimo to po dziewiętnastu wiekach one właśnie ukazują nam obraz starożytnego Rzymu. Przetrwały, chociaż są bardziej podobne do ptaków niż do słoni.
A może właśnie dlatego?
Trzeba być lekkim, aby móc szybować poprzez stulecia.

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności.
ROZUMIEM