Ogony

Autorem wiersza jest Jan Brzechwa

Chodzę po mieście, czas drogi tracę,
W domu na chwilę przerwałem pracę,
Żeby coś kupić. Chodzę strapiony,
Gdziekolwiek zajrzę - wszędzie ogony.
Kupić chcę watę - ogon w aptece,
Po świece lecę - ogon po świece,
Biegnę po masło - ogon, niestety,
Dłuższy niż ogon starej komety.
Po buty ogon, po ryby ogon,
Takiego nawet nie życzę wrogom.
Ogon po gwoździe, ogon po mięso,
Nogi mi mdleją, ręce się trzęsą,
Jestem zmęczony, jestem zgnębiony,
A tu się mnożą, mnożą ogony,
Ogon w Pedecie, ogon w Cedecie
I w każdym sklepie na Nowym Świecie,
I w każdym sklepie na MDM-ie,
Można by nimi opasać ziemię.

Skończył się człowiek wyodrębiony,
Ludzie są zbici w długie ogony,
W ruchome węże płynne i zmienne,
Wielogodzinne i całodzienne.
Jeśli zobaczy ktoś ogon konia,
Już do ogona się przyogonia.
Ze wszystkich końców, na wszystkie strony
Ciągną się, wiją kręte ogony,
Zatruwa życie naszego miasta
Zmora upiorna, stuogoniasta.

Ileż to każda z warszawskich rodzin
Traci codziennie ogonogodzin!
Któż to obliczy, któż to wymierzy?
No, a pamiętać jeszcze należy,
Iż dawno przeszła ta czasu strata
Z ogonogodzin w ogonolata!
Jakiż wysiłek ludzki włożony
Jest w te ogony, długie ogony!

Ogon zazwyczaj najdalej sięga
Tam, gdzie kierownik jest niedołęga
Albo od życia trzyma się z dala;
Tam, gdzie nawala jakaś centrala;
Tam, gdzie bałagan i bezhołowie,
Gdzie słodko drzemią dyrektorowie;
Gdzie nie ma troski o to, ażeby
Zaspokajano ludzkie potrzeby.

Dość już marazmu! Skróćmy ogony!
Niechby z nich każdy został skrócony
O pół długości, o ćwierć długości -
Ogon, gdy krótki, ludzi nie złości,
Nie rozgorycza również nikogo,
Nawet swój urok ma taki ogon
Dwu-trzymetrowy. Bo wyznam szczerze -
W bezogonowe życie nie wierzę.


Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności.
ROZUMIEM