O przysysaniu

Autorem wiersza jest Jan Brzechwa

Bywały różne handlowe fachy,
A każdy z nich dochodowy.
Lecz oto przyszły "strachy na lachy",
O handlu nie ma już mowy.

Piekło się później torty i ciasta
I fach ten też się opłacał,
Ale inspekcja orzekła: basta!
Cóż pozostało więc? Praca!

Praca to znaczy: tyraj a tyraj
I w próźne z pustego nalej.
Ach, być żurawiem, lecieć na wyraj,
Od socjalizmu najdalej!

Ciągle kłopoty tylko i troski,
Lecz zysku z pracy jest mało;
A taki Lewin, taki Drozdowski
Gromadzą forsę w PKO.

Póty malkontent zgrzytał i gryzł się,
Aż myśl mu przyszła do głowy,
Że kto do sztuki sprytnie się przyssie,
Zdobędzie fach dochodowy.

Więc mąż się przyssał, przyssała żona,
I dwaj synowie, i córka;
Dzięki protekcji rzecz załatwiona
Była od biurka do biurka.

Mąż do czeskiego wziął się szczęśliwie,
Choć język ten był mu obcy;
Córka z chińskiego tłumaczy w PIW-ie,
A z rosyjskiego dwaj chłopcy.

I tylko żona, stara dewotka,
Na tłumaczenia nie leci.
W "Naszej Księgarni" każdy ją spotka
Jako autorkę dla dzieci.

Całymi dniami rodzinka "tworzy",
Ta pisze, tamten tłumaczy,
A redaktorzy i korektorzy
Rwą sobie włosy z rozpaczy.

Coraz się mocniej każde przysysa,
Pełno radości i krzyku.
Czy przesadziłem w tym, com napisał?
Spytajcie się czytelników!

Literaturo ojczysta! Dziś się
Do ciebie każdy już dobrał:
Toten się przyssie, to ów się przyssie,
A mówią, żeś ty niedobra!


Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności.
ROZUMIEM