Psi pazur

Autorem utworu jest Jan Brzechwa

Żył sobie raz pewien Mazur.
Miał Mazur oczy jak lazur,
A zwał się Mazur Psipazur.

Psipazur mierzył trzy cale,
Ale w nadmiernym zapale
Wciąż wykrzykiwał zuchwale:

"Hej, niedołęgi i tchórze,
Który chce dostać po skórze,
Niech zjawi się tu, a nuże!"

Wygrażał tak raz i drugi,
A miał na swoje usługi
Zapałkę zamiast maczugi.

Dziewczęta się oglądały,
Chłop każdy wytrzeszczał gały,
Że Mazur, a taki mały.

Dzieci wołały: "Sąsiedzie,
Uważaj, bo będziesz w biedzie,
Jeszcze cię kundel przejedzie!"

Psipazur groził zapałką:
"Oj, dam ja po skórze śmiałkom!
Utłukę wszystkich na miałko!"

Roześmiał się gruby piekarz:
"Chcesz bić się, to czemu zwlekasz?
Już dłużej czekać mi nie każ!"

Pispazur rzekł: "Daję skok, o!"
I podskoczywszy wysoko,
Zapałką dziabnął go w oko.

Ukrył się potem na sośnie,
A piekarz jęknął żałośnie
I uciekł tam, gdzie pieprz rośnie.

Mazur zaś dalej szedł drogą,
Spotkał żołnierza. Ten srogo
Zawołał: "Straszyć chcesz? Kogo?"

Psipazur udał, że słucha,
Podskoczył, i krzycząc "u-ha"
Wbił mu zapałkę do ucha.

Zwiał żołnierz w krzaki pobliskie
Wołając z płaczliwym piskiem:
"Ugodził mnie swym pociskiem!"

Tu wpadł na Mazura młynarz:
"Już trochę się zapominasz,
Źle sobie, bratku, poczynasz!

Lecz teraz ci się dostanie!
Za twoje złe zachowanie
Potężne spuszczę ci lanie!"

Psipazur spojrzał z ukosa,
Podskoczył i zły jak osa
Wbił mu zapałkę do nosa.

Młynarz zatoczył się, kichnął,
Aż sobie szczękę wywichnął
I z jękiem do młyna czmychnął.

Psipazur zaś po tej scenie
Wpakował ręce w kieszenie
I odszedł dumny szalenie.

Na Rynku wszedł do gospody,
Gdzie siedział Wyrwidąb młody
I jadł śmietankowe lody.

Psipazur rzekł: "Tu użyję!
Mam w garści kij, co sam bije,
Podstawiaj do bicia szyję!"

Wyrwidąb zaśmiał się z cicha:
"A cóż to za stwór, u licha,
Który do ucha mi prycha?!"

Wstał z ławy, niedbałym ruchem
Dwa palce uniósł nad zuchem
I schował go za pazuchę.

"Ja ci się zaraz przysłużę!
W kurniku cię, Psipazurze,
Dam na kolację pstrej kurze!"

Pobiegł poprzez ścierniska,
Bo droga była niebliska,
A jeńca ręką przyciskał.

Gdy biegł przez most na Zarzecze,
Zawołał nagle: "Człowiecze!
Ratunku! Pali mnie! Piecze!

Co robisz, ty pchło, ty mucho?!
Daj spokój, bo będzie krucho!
Wszak ogień mam za pazuchą!

Ach, nie wierz moim przechwałkom,
Już puszczę cię, bo zapałką
Na węgiel spalisz mi ciałko!"

To mówiąc Wyrwidąb młody
Rzucił się z mostu do wody,
By w rzece szukać ochłody.

A Mazur na brzeg wyskoczył,
Ledwie podeszwy zamoczył,
I mrużąc złośliwie oczy

Zawołał: "Zdechlaki! Tchórze!
Który chce dostać po skórze,
Niech zjawi się tu! A nuże!"

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności.
ROZUMIEM