Rozłąka

Autorem utworu jest Jan Brzechwa

Odkąd mi zatonęły ostatnie okręty,
Dziewięciu snom posłuszny i jednej niewieście,
Błąkam się jak lunatyk po zaklętym mieście,
Jeszcze nie zmartwychwstały, a już wniebowzięty.

Jeszcze pełzam po ziemi, a już ponadziemną
Odgaduję przyczynę ostatecznych rzeczy:
To twoje ciało wonne... I ono uleczy,
I tam ojczyzna moja, gdzie ty jesteś ze mną.

Słowami ci objawiam milczenia wszechwiedne,
Bym więcej już nie cierpiał przez twoje milczenie,
I co noc nieomylnie i niepostrzeżenie
Od tęsknot opętany u nóg twoich blednę.

Usta, co mi je spala doczesna pokusa,
Kładę na twojem sercu równem kamieniowi:
- Z taką czcią chyba tylko rycerze krzyżowi
Całowali kamienie na groble Chrystusa.

Pożądam cię, jak chmura piorunu pożąda,
Pragnąc wreszcie własnego wyzbyć się brzemienia,
Przyzywam cię, lecz próżno. I nic się nie zmienia
Pod niebem, które złemi gwiazdami spogląda.

A przeto mi zostały dymy aloesu
Na wzgórzu, gdzie mnie złożą ramiona niewierne,
Gdzie duchy nawiedzają żałobną tawernę,
Smucącą się naprzestrzał zawiewem bezkresu.

A tam już będzie płomień i wicher w płomieniu,
I dusza się przerazi własnej swej niedoli,
- Wtedy Bóg ją przygarnie i z ciała wyzwoli,
By jak sokół - siedziała na Jego ramieniu.

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności.
ROZUMIEM