Rozmowa z inspektorem podatkowym o poezji

Autorem wiersza jest Jan Brzechwa

z Włodzimierza Majakowskiego
Obywatelu inspektorze!
Przepraszam z góry...
Dziękuję...
proszę się nie trudzić...
postoję...
Chodzi
o sprawę
delikatnej natury:
o miejsce
poety
w socjalistycznym ustroju.
Na równi
z tymi,
którzy są bogaci,
Podlegam obciążeniom
i karom z tej racji.
Za sześć miesięcy -
pięćset
ode mnie żądacie
i dwadzieścia pięć
za niezłożenie deklaracji.
Praca moja
każdej
pracy
jest pokrewna.
Proszę spojrzeć -
strat miałem niemało,
wielkie koszty
produkeji
to rzecz pewna,
a jakie zużycie
materiału!
Oczywiście,
wiadomo wam,
co to są "rymy".
Powiedzmy,
wiersz
kończy się wyrazem
"ojca",
wtedy
w kolejnym wierszu
zgłoski powtórzymy
i wstawimy
jakieś tam
"oj, cadryca - oj, ca".
Mówiąc po waszemu -
rymy
to rewersy.
Trzeba je dyskontować
co drugi wiersz
w dodatku.
I szukasz
drobiazgowo
końcówek do wierszy
w opróżnionej kasie
czasów
i przypadków.
Zaczniesz
to słowo
wpychać do utworu,
a ono nie włazi -
naciśniesz i złamiesz od razu.
Obywatelu inspektorze,
słowo honoru,
po kopiejce poecie
liczcie od wyrazu.
Mówiąc po waszemu,
rym
to beczka.
Beczka z dynamitem.
Wiersz jest lontem.
Wiersz się dotli,
eksplodują słóweczka -
i miasto
leci
strofą nad horyzontem.
Gdzie znajdziesz rym?
I cenę wymów
za rymy
co zabiją,
gdy się nimi strzeli.
Może
pięć takich
niebywałych rymów
zostało jeszcze
gdzieś
w Wenezueli.
Południa znój
pociąga mnie
i chłód północy,
W zaliczki i pożyczki
rzucam się na zmianę.
Obywatelu, odliczcie
koszty lokomocji!
Poezja
- cała-
jest jazdą w nieznane.
Poezja -
to tak samo jak rad:
Dla wydobycia gramu -
wieloletnie trudy.
Dla jednego słowa
zmarnujesz rad
tysiące ton
językowej rudy.
Jak spopielają
słowa, co tak płoną,
jak są
te słowa-surowce
gorące,
jeżeli mogą
poruszać milionom
serca
przez lat tysiące.
Poeci,
oczywiście,
są na różny gust.
Iluż poetów
posiada dłoń zwinną -
Wiersz wyciągają
jak sztukmistrze
z ust
sobie
i innym.
Cóż mówić
o ofiarach lirycznych kastracji?
Chętnie do swego
cudzy wiersz
wstawiają.
To pospolite
złodziejstwo i defraudacja,
w rodzaju
tych, co się panoszą w kraju.
Te
dzisiejsze
wiersze i ody,
które w oklaskach,
rycząc,
wiodą rej,
przejdą do historii
jako normalne rozchody
na to, cośmy zrobili
my - dwaj albo trzej.
Zjesz,
jak to się mówi,
pud soli stołowej
i z setki papierosów
puścisz dymu kłęby
na to,
żeby wydobyć
drogocenne słowo
z artezyjskich
ludzkich głębin.
Od razu się podatek
obniża
w ten sposób.
Niechby zatem
z wymiaru
obręcz zera znikła!
Rubel dziewięćdziesiąt -
setka papierosów,
rubel sześćdziesiąt -
sól zwykła.
W waszej ankiecie
pytacie mnóstwo razy:
- Był wyjazd?
Nie było wyjazdu?
A co,
jeśli
tuzin Pegazów
zajeździłem
w ciągu
lat piętnastu?
Zapytujecie mnie jeszcze
pokrótce
o służbę,
o majątek -
w tym rogu u spodu.
A co,
jeśli jestem
narodu przywódcą,
a równocześnie -
sługą narodu?
Klasowy głos
z naszego
słowa się odzywa,
a my
proletariusze,
motory pióra z nas.
Z upływem lat
maszyna duszy się zużywa.
Mówią nam:
do archiwum,
wypisał się,
już czas!
Już kocham coraz mniej
i mniej porywu w pracy,
i czoło moje
czas
z rozpędu kruszy.
Nadchodzi
najstraszniejsza
spośród amortyzacji -
amortyzacja
serca i dusz.
Gdy słońce
wieprza spasionego
wzlotem
wzejdzie
nad przyszłym
światem bez nędzarzy,
ja
będę gnił już,
skonawszy pod płotem,
obok
dziesięciu
kolegów-pisarzy.
Zamknijcie,
proszę,
bilans mego życia.
Twierdzę
i wiem -
nie kłamię przez minutę:
na tle
kombinatorów,
których dziś widzicie,
ja tylko
jeden
okażę się bankrutem.
Ńasz obowiązek -
wyć
syreny rykiem
we mgle mieszczaństwa,
w burzach nad odmętem.
Poeta
jest zawsze
wszechświata dłużnikiem,
płacącym
te nieszczęsne
kary i procenty.
Dług mam
wobec Brodwayu,
gdy światłem zabłyśnie,
i wobec nieba,
które nad Bagdadi zwisa,
Wobec Czerwonej Armii
i japońskich wiśni,
wobec wszystkiego,
o czym
nie zdążyłem napisać.
A na co
w ogóle
ta czapka Sekwanie?
Ażeby rym był celny
i rytm wyrazisty?
Słowo poety -
to wasze zmartwychwstanie,
to wasza nieśmiertelność,
obywatelu kancelisto.
Za setki lat
w papierowej ramie
wiersz do obecnego
cofnie was momentu.
I wstanie dzień ten,
dzień,
z inspektorami,
z blaskami cudów,
z odorem atramentu.
Inspektorze dzisiejszy,
jadąc w nieśmiertelność
niechbym choć z bezpłatnego
biletu korzystał,
a przerachujcie
nadto
wierszy celność
i rozłóżcie zarobki moje
na lat trzysta.
Ale siła poety
wcale nie tkwi w tym,
że was
w przyszłości
wspomni czkawką świat.
Nie!
I dziś przecież
poety każdy rym -
to pieszczota
i hasło,
i bagnet,
i bat!
Obywatelu inspektorze,
wypłacę wam pięć,
a te zera
przy cyfrze
poznoście.
Z samego prawa
należy mi się
piędź
wśród najbiedniejszych
robotników
i włościan.
A jeśli
wam się zdaje,
że gdy wiersze piszę,
posługuję się tylko
cudzymi wyrazami,
to oto
moje wieczne pióro,
towarzysze,
i proszę -
piszcie
sami!

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności.
ROZUMIEM