Schadzka

Autorem utworu jest Jan Brzechwa

Zapukała pewnej nocy w me okno bezsenne,
Zaśpiewała niespodzianie majową nowennę,
Zapukała raz i dwa:
"Niech w pamięci twojej trwa
Szczęście bezimienne."

Przędzą włosów swych smużystych spętała mi życie,
Pogrążyła mnie docześnie w żmudnym niedosycie,
By jej znój w swym cieniu mieć,
Trzeba umieć nurzać sieć,
W bytach po błękicie.

Nie słyszałem, nie widziałem, że szła miłująca,
Przetęskniłem za nią życie od końca do końca,
Do jej piersi, do jej ócz,
Trzeba mieć jakowyś klucz
Ze szczerego słońca.

Niedościgła to dla moich zamysłów potęga,
Uwikłałem się na ziemi - serdeczny włóczęga,
Za wysoki dla mnie próg,
A za progiem czuwa Bóg -
Któż Boga dosięga?

Zataiła się w mem sercu pochuć świętokradzka,
Jedna snać już tylko w życiu została mi schadzka,
Niespodziana jak ten ptak,
Co w jeziorze gdzieś na wznak
Odbił się znienacka.

Nie odgadły swych przeznaczeń byty nierozumne,
Może wtenczas się spotkają, gdy będą bezszumne -
Na mych rzęsach osiadł czas:
"Powiedz, czasie, komu z nas
Pierwej sklecą trumnę?

Jeśli mamy zbyć istnienia każde niespodzianie,
Jeśli to, co stać się miało, dla mnie się nie stanie,
Jednocześnie, w jednym śnie
Skrępuj śmiercią ją i mnie
Na pierwsze spotkanie."

Pewnie stała się tej nocy radość niepojęta,
Bo szumiały leśne szumy, jak w przededniu święta...
Nad jeziorem leciał ptak -
Może nie, a może tak -
Któż to zapamięta?

Ludzie dobrzy odnaleźli przewiośniałe zwłoki,
Nie ulękli się tej naszej wieczystej powłoki,
Jeno nim się ocknął las
Przeżegnali nas i was,
I bezmiar szeroki.

"Gdy się śmierć wam objawiła, wolę inną macie-ż?
Weź ją sobie do swej trumny, ciałem jej się naciesz..."
Ułożyli w wiecznym śnie,
Najpierw ją, a potem mnie,
I zmówili pacierz.

I zanieśli nas na cmentarz dookolną drogą,
Zasypali ziemią dół nasz i trumnę ubogą,
Ową trumnę, gdzie na dnie,
Dwa istnienia w jednym śnie,
Spotkać się nie mogą.

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności.
ROZUMIEM