Spryt pani Alicji

Autorem utworu jest Jan Brzechwa

Któż mógłby w to wątpić, że pani Alicja miała lat 30. Ponętna i kusząca, jak może i umie być kobieta w tym wieku, była również zalotna w sposób niekoniecznie przyjemny dla męŻa, który nie tylko stracił już od dawna młodość, ale nawet wszystkie przyjemności z wiekiem młodym związane.
Mąż jej był niepodobny do pani Alicji i tylko on jeden nie wiedział, że jest starym głupcem, choć wszyscy tak o nim mówili za oczy, a w oczy nazywali panem Radcą, gdyż był nim istotnie, i w dodatku krzywo patrzył na tych, którzy go tak nie tytułowali.
Panią Alicję zaś naz)`Wano różnie i różnie o niej mówiono, ale jej jednej tylko było wiadomym, że nie zdradziła dotąd męża ani razu, chociaż mogła to uczynić z łatwością.
Tak byłoby do końca życia, gdyby nie to, że dnia pewnego pani Alicja, przejrzawszy się w lustrze, dostrzegła malutką zmarszczkę na prawej skroni i wówczas to właśnie powiedziała sobie, że albo teraz, albo nigdy. Kobieta, która coś takiego postanawia, jest niezawodnie bardzo mądra i zdaje sobie sprawę z tego, że marnowanie życia jest rzeczą bardzo brzydką, a marnowanie młodości i urody rzeczą bardzo niemądrą.
Pan Radca był zgoła innego zdania i o wiele częściej urządzał jej ;
sceny zazdrości, niż mógłby dowieść, że mąż powinien żonie wystarczyć i nie należy zbytnio kokietować młodych ludzi.
Szlachetnie sobie poczyna człowiek, który nie kusi się na cudzą własność; o tym, że nie zawsze należy być szlachetnym, nie wiedział jednak pan Zdzisław, młody student o bardzo gorącym sercu i bardzo niebieskich oczach.
Po tym krótkim wstępie mogę przejść do właściwej opowieści.
Otóż pani Alicja, która, jak wspomniałem, nigdy dotąd nie zdradziła męża, powiedziała sobie, że wszystko musi mieć swój koniec i przebiegając w pamięci całą kolekcję mężczyzn przewijających się przez ich dom, zatrzymała się na panu Zdzisławie. Młodzieniec ten już prawie od roku wzdychał do niej i rozbrajał ją swoją nieśmiałością.
Nadto, jak wszystkie żółtodzioby, coraz bardziej tracił pewność siebie, w miarę jak pani Alicja zapuszczała sondę swoich wdzięków do jego matołkowatego serca.
Że jednak kobiety ważą sobie lekce zalety umysłu, przeto nieŚmiałość młodzieńca pani Alicja kładła na karb ich braku, co bynajmniej nie umniejszało w niej chęci do gorących ekstrawagancji romantycznych.
Pan Radca widząc, że coraz częściej przebywa w jego domu, popijając jego herbatę z jego rumem, niejakiś młodzian, do którego 19nęła pani Alicja, przewracając uczenie oczami i licząc na krótki wzrok swego małżonka, mawiał do niej niejednokrotnie:
- Widzi mi się coś, że zadrasnęło cię zepsucie wieku, i nie umiesz uszanować siwizny oraz stanowiska swego męża. Co u nas robi, i to w dodatku tak często, ten zielony młokos?
Na przemówienie tego rodzaju pani Alicja odpowiadała potokiem łez i najbardziej gorzkich wyrzutów, co zmuszało pana Radcę do coraz to częstszych wycieczek do klubu.
W tych właśnie, a nie w innych godzinach, czatujący u zbiegu ulic pan Zdzisław nieśmiało naciskał dzwonek i gdy lokaj wprowadzał go do buduaru pani Alicji, zastawał ją leżącą na sofie, z nóżkami odsłoniętymi bardziej niżby tego wymagała moda.
Tudzież lekki peniuar odsłaniał aż do pach jej założone pod głowę ręce, co wywoływało częste rumieńce na twarzy pana Zdzisława, nie mającego odwagi patrzeć na to odkryte dyskretnie ciało, głównie ze względu na honor nazwiska Radcy, w domu którego tak chętnie i tak często bywał.
Pani Alicja poczynała tracić nadzieję na to, że wybraniec jej kiedykolwiek zmądrzeje i postanowiła już znaleźć sobie innego pocieszyciela, tym bardziej, że Radca szczególnie o pana Zdzisława był zazdrosny.
Wszelako pomysł godny wielkich kobiet tego świata zaświtał w jej dokładnie zawróconej i zafryzowanej głowie. Postanowiła wyjechać na wieś, celem parotygodniowego odpoczynku, do krewnych pana Radcy, na co ten się zgodził z bijącym z radości sercem, wiedząc jak bezpieczna jest tam jego piękna i lekkomyślna małżonka.
Odjazd nastąpił niezwłocznie, co wywołało widoczny smutek pana Zdzisława.
Ale zanim minął tydzień, pani Alicja siadła przy staroświeckiej sekreterce i napisała list treści następującej:



"Szanowny Panie Zdzisławie, Pomimo wielokrotnych próśb moich Pan nadal, wbrew mej woli i chęci, prześladuje mnie swoją nudną miłością. Przykro mi o tym pisać, bo sądziłam, że Pan sam się domyśli, jak dalece kocham swego męŻa i pragnę być mu wierna, dlatego też tak ostro przemawiałam do Pana za każdym razem.
Niech Pan weźmie pod uwagę, że jestem kobietą zasad niezmiennych i posiadam wychowanie, które mi nie pozwoli na nic, co by mogło zaszkodzić dobremu imieniu mego ukochanego męża. Sądzę, że więcej nie będzie Pan bywał w domu człowieka, którego Pan nie potrafił uszanować.
Życzliwa Alicja"



Napisawszy ten list pani Alicja włożyła go do koperty i... zaadresowała do pana Radcy, a swojego małżonka.
Drugi list, zaadresowany i przesłany również jakoby przez omyłkę do pana Zdzisława, brzmiał nieco inaczej, a mianowicie:



"Drogi i kochany mężusiu Zupełnie nie mogę zrozumieć Twojej zazdrości. Pan Zdzisław jest tak niemrawy i nieśmiały, że nie domyśla się nawet, jak trzeba się zachować, gdy mu pokazuję całe nogi lub zupełnie obnażone ramiona.
W każdym bądź razie sądzę, że każdy inny mężczyzna inaczej by się zachował, nie przepuszczając okazji potłuczenia wargami tak ładnego ciała. Bądź więc, mężusiu, zupełnie spokojny. Nic mi nie grozi ze strony tak skromnego chłopca.
Twoja Ala."



List ten został wysłany pod adresem pana Zdzisława.
Po kilku dniach pani Alicja wróciła do miasta. Oczywiście, po przeczytaniu tak przyjemnego dla siebie listu, pan Radca na kolanach błagał małżonkę o wybaczenie mu jego niecnych posądzeń, co chętnie mu wybaczonym zostało po uprzednim skarceniu. Pan Zdzisław zaś listem owym, do męża jakoby pisanym, jak ostrogą spięty, tegoż jeszcze wieczoru, gdy radca poszedł do klubu, trzymał w objęciach piękną, a mądrą panią Alicję, która mu nie stawiała zbyt silnego oporu, dzięki czemu stało się zadość pragnieniom obojga.


Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności.
ROZUMIEM