Szaławiła

Autorem wiersza jest Jan Brzechwa

Ze snu, który zamczysku śnił się wieków sporo,
Próchnem, rdzą i zmorą,
Ze snu, który wrzeciądze przywalił jak głazem,
Pleśnią i żelazem,
Powstał na przekór Bogu rycerz Szaławiła,
Bo choć go czas pognębił - taka moc w nim była.
Że chciał zaistnieć znowu
Dla łowu i połowu,
Dla uciech i dla burz,
Dla lądów i dla mórz.

Jęknął jękiem stuletnim, tęgim jak jęk dzwonu,
Z poza swego zgonu,
Otrząsnął z siebie z butą kurz, co osiadł suto,
Przywdział zbroję kutą,
Miecz przypasał do boku i spuścił przyłbicę,
Kopnął butem milowym bytów nawałnicę,
Na koń siadł bez nikogo,
Rumaka spiął ostrogą,
I pognał w mroku gwiazd,
Do nieznajomych miast.

Do grodów, które ongi zgładził z sercem czerstwem
Bronią i rycerstwem,
Do grodów, kędy pragnął zobaczyć ponownie
Twierdze i warownie,
Do sławy, która siebie i jego przeżyła,
Powrócić postanowił rycerz Szaławiła,
Cwałował brzegiem nocy
W samotnej bezpomocy,
Aż dudnił pod nim świat,
Jak za pradawnych lat.

A za nim gnał z daleka, a chwilami z bliska
Twardy sen zamczyska,
Jak cień - nieunikniona, i jak zemsta - wroga
Biegła za nim trwoga,
Aż rycerz Szaławiła zląkł się nocnej głuszy,
On - serca niezłomnego i hartownej duszy
Obejrzał się za siebie,
Lecz była noc na niebie,
Więc spojrzał przed się w mrok,
Słysząc niewieści krok.

Wyszła skądciś znienacka, stanęła jak wryta,
Szaławiłę wita;
Włos jej tańczył na wietrze, jak gwiazd zawierucha,
Która w noc wybucha;
Miała szmat nieboskłonu w oku nazbyt dużem,
Miała stopy zdyszane i okryte kurzem;
Nikt nie znał jej imienia,
Jej znoju, ani cienia,
Jej nocy, ani dnia,
Co tętniąc, za nią gna...

Gdy rumak ją zobaczył - dreszcz mu zbiegł po sierci,
Snać nie zaznał śmierci,
Gdy rycerz ją zobaczył - serce w nim zawrzało,
Snać kochał za mało -
Zwróciła nań swe oczy, żarzące się złudnie,
Że cały aż zapłonął jak w samo południe:
I duszą, i żelazem,
I myślą swą zarazem -
Wyciągnął do niej dłoń,
Aby podeszła doń.

- Jestem tą, co na ziemi wyznacza mogiły,
Szukam Szaławiły,
Czyś go czasem, rycerzu, nie spotkał po drodze -
W słonecznej pożodze?
Miał bliznę wpoprzek twarzy od szwedzkiego miecza,
A twarz ta niezupełnie bywała człowiecza;
Mym oczom ukaż lico,
Kim jesteś za przyłbicą,
Czyś może ten, czy ów,
Skąd jedziesz dziś na łów?

- Jadę ze snu, co światu śni się wieków sporo,
Próchnem, rdzą i zmorą,
Przyłbicy nie uchylam, jak się innym zdarzy,
Bo jestem bez twarzy,
Kotłuje się w mem sercu pragnienie rozpusty,
Całowałbym cię wiecznie, lecz jestem bezusty,
A dobrzeby nam było,
Bo jestem Szaławiłą,
Co słodko ci się śni
Od niepamiętnych dni:

- Rycerzu, i bez twarzy też mi ciebie starczy,
Lecz się wyzbądź tarczy,
Rycerzu, i bez twarzy będziesz pięknolicy,
Lecz uchyl przyłbicy,
Zdejm zbroję swą, bo pieścić zabraknie mi siły,
A pieścić chcę to miejsce, gdzie twe usta były,
To miejsce gdzieś miał oczy,
Rycerzu mój uroczy,
Nie troszczmy się o twarz,
Chcę kochać to, co masz...

Zdjął szyszak więc skuszony słodyczą jej mowy,
Ale nie miał głowy,
Zdjął z rąk więc rękawice wzorzyste od znamion,
Ale nie miał ramion,
Zdjął ciężki pancerz z piersi, lecz piersi nie było,
Zdjął buty, lecz nóg nie miał... - Gdzieś jest Szaławiło?
Czyjeż to jęki, czyjeż?
Gdzieś umarł, lub gdzie żyjesz?
Zieleni nam się las,
Wróć do mnie! Czas już, czas...

A on jej serce ciepłe przywalił, jak głazem,
Pleśnią i żelazem,
A za nim gnał z daleka, a chwilami z bliska,
Twardy sen zamczyska,
Skąd między nim, a światem powstał taki przedział,
Nie wiedział Szaławiła, ani świat nie wiedział,
Lecz kto go ujrzy we śnie,
Niech wie, że znowu wskrześnie,
Dla uciech i dla burz,
Dla lądów i dla mórz!

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności.
ROZUMIEM