Święty Szczur

Autorem wiersza jest Jan Brzechwa

Na zboczu zielonych gór
Zaczaił się Święty Szczur,
Zamigotał źrenicami z poza szczytu,
Zadygotał świętem sercem śród błękitu,
Zaszeleścił miękką siercią z aksamitu,
A ogonem, złotem dzianym, zmącił morze,
A wąsami pokłuł kwiaty na ugorze.
Przybiegli ludzie co tchu,
Stąpając cicho po mchu,
By zobaczyć, czy to sen, czy złuda,
I czy jeszcze są na ziemi cuda.
Poszli stroną, gdzie się kończy góra,
Zobaczyli tam Świętego Szczura.
Powiadają do mnie: "Myśmy prości,
A tu Szczur, nasz Praszczur, przybył w gości,
Przeczuwamy jakąś rzecz nieprostą,
Bądź-że naszym przed Szczurem starostą."

Przeżegnał strwożony lud
Wprzód zachód, a potem wschód,
Patrzał za mną, jak odchodzę przez kurhany,
Tam, gdzie śni się srebrny ogon, złotem dziany,
Gdzie majaczy cud nieznany, niespodziany,
A ja zszedłem pagórami zielonemi,
Pokłoniłem się Szczurowi aż do ziemi:
"Nie jesteś nam tylko snem,
Wiem dobrze - o wszystkiem wiem,
Dorąbałem się raz duszy w sośnie,
Podsłuchałem raz, jak trawa rośnie,
A jak rosnąc, wróży twe przybycie:
Czekaliśmy na nie całe życie,
Czekaliśmy na ten dzień wyzwolin,
Bądź-że królem naszych łąk i dolin,
Koronować cię będziemy, Szczurze,
Lecz nie na tej, a na Szklanej górze."

Uśmiechnął się święty Szczur,
Aż jasność pobiegła z gór,
Świętem sercem śród błękitu zadygotał,
Źrenicami nad morzami zamigotał,
Tajemnicę jakąś snać na wąs namotał:
"Jakoż nie miałbym ci służyć, boski tworze,
Pokróluję temu światu w Imię Boże."
W doliny zbiegłem po mchu,
Krzyknąłem, co miałem tchu:
"Przybywajcie, jaworowi ludzie,
Cud się zdarzył - chodźcie trwać w tym cudzie,
Umocujcie miedziane poręcze,
Wznieście schody, aż po samą tęczę,
A posypcie tatarakiem stopnie,
Niechaj Praszczur Szklanej góry dopnie,
Wspomagajcie go sercem czującem,
Bo go mamy koronować - Słońcem."

Dźwignęliśmy wielki gmach,
Aż tonął szczytem we mgłach,
Poklękaliśmy natenczas, by w pokorze
Zmówić pacierz za te lasy i za morze,
Za te schody, które wiodły gdzieś w przestworze,
Dziękowaliśmy niebiosom zgodnym chórem,
Że jest jeszcze dla nas radość pod lazurem.
Zaledwie umilknął chór,
Stanąłem znowu śród gór:
"Święty Szczurze, wybiła godzina,
Wypij ze mną ze trzy studnie wina,
Spożyj ze mną ze trzy śpichrze chleba -
Żmudna droga prowadzi do nieba,
Wdziej na głowę tę czapkę z atłasu,
By cię skwar nie odurzył zawczasu,
Lud się kwapi, dojrzewa Nowina,
Święty Szczurze, wybiła godzina!"

Szczur dumnie wyprężył grzbiet,
Szedł za mną, przez góry szedł,
Toczył ciało swe nad las olbrzymiejące,
Brnął po schodach w wielkim znoju trzy miesiące,
Ku tej górze zapatrzonej w wieczne słońce,
Niknął we mgle, co w niej zaświat się zaczyna,
Jeno ogon zwisał w dół, jak złota lina.
Zaszemrał wylękły lud:
"Mów, gdzieżeś zapodział cud?
Omamiłeś nas wierutną złudą;
Oddaj Szczura nam, smorgońska dudo!"
Otoczyli święty ogon szczurzy:
"Niech nam służy w tej naszej podróży."
Jęli piąć się po nim, jak po linie,
Ku tym wyżom, gdzie spojrzenie ginie,
Ku tym wyżom, gdzie jasność przezrocza
Załamuje się o szklane zbocza.

Zaciążył Szczurowi zbyt
Tłum, co się wspinał na szczyt,
Gdzież mu dźwigać taką ciżbę na ogonie,
Jak mu ścierpieć na swej sierci szorstkie dłonie,
Od ciężaru aż się zsunął ku ich stronie,
Aż mu w nozdrza uderzyły krwawe ponsy,
Aż mu słońce przypaliło święte wąsy.
Rozgniewał się srodze Szczur,
Przysporzył niebiosom chmur,
Zawirował po szkle, jak ta śmiga,
Mignął w górze, tak jak nic nie miga,
Wyprostował swój ogon sprężyście,
Aż zeń ludzie opadli jak liście -
Wylecieli na oślep, jak z procy,
Gdzieś w przestrzenie, aż po krańce nocy,
I zawiśli nieruchomo w próżni,
Gdzie od gwiazd ich sam Bóg nie odróżni.

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności.
ROZUMIEM