Tydzień pisania listów

Autorem utworu jest Jan Brzechwa

Wczoraj odwiedził mnie mój wielce znakomity kolega, dość chłodno podał mi rękę i odezwał się tonem zdradzającym urazę a nawet niechęć:

- Toś ty wygłupił się w jednym z felietonów na temat pięknej sztuki pisania listów?

- Ja.

- I twierdziłeś, że tylko ludzie źle wychowani nie odpisują na listy?

- Istotnie.

- Otóż to. Myślałem, że znasz życie. Zaufałem ci, wdałem się w zalecaną przez ciebie korespondencję, a teraz - proszę.

Mówiąc to rzucił mi na biurko plik listów.

- Masz, czytaj!

Wysłuchałem w milczeniu dodatkowej, niezbyt cenzuralnej tyrady, po czym zabrałem się do lektury. Istotnie treść listów była nader osobliwa i godna zastanowienia. Zrozumiałem rozdrażnienie mego wielce znakomitego kolegi, a z kilku listów porobiłem sobie notatki.

Oto jak wyglądała pochwalana przeze mnie sztuka epistolarna: .

"Jako pisarz jest pan na pewno wrażliwy na ludzką niedolę. Popadłem w duże kłopoty, grozi mi pokontrolna interwencja prokuratora. Mam żonę i dwoje dzieci. Głupie 8 000 zł mogłoby mnie uratować od katastrofy. Nie znamy się osobiście, ale mimo to składam w pańskie ręce los mojej rodziny..."

*
"Pan zapewne mnie nie pamięta. Poznaliśmy się przed dziesięcioma laty w Krakowie. Dla mnie była to chwila niezapomniana. I dziś, poszukując w myśli prawdziwego człowieka, znalazlem w sercu odpowiedź, że tylko pan potrafi mnie zrozumieć. Zabrakło mi trzech tysięcy na zapłacenie raty za "Wartburga", który stanowi jedyną radość w mym smutnym życiu."

*
"Podobno w Polsce wszyscy biorą łapówki, ale nie od każdego. Posyłam więc Panu mój poemat z prośbą o ułatwienie mi startu literackiego. Przy Pana stosunkach umieszczenie tego utworu w "Kulturze" nie będzie nastręczało trudności. Oczywiście połowę honorarium autorskiego proszę zatrzymać dla siebie."

*
"Zmarła mi wczoraj ukochana żona, a jestem biedny i nie mam na pogrzeb. Szanowny Pan, jako znany z socjalistycznej delikatności, musi mi przyjść z pomocą, bo i do kogóż mam się zwrócić jak nie do głośnego literata, któren tak pięknie pisze o ludziach i w ogóle. Potrzeba mi 500 złotych na koszty pochowania ukochanej nieboszczki..."

*
"Wiadomo mi, źe niejaki Sieńko naciągnął Pana mistrza na 500 zł pozorując śmiercią żony, której nie musi grzebać, bo mu nie umarła i takowy nigdy nie był żonaty. A zaprosił mnie z tej okazji na wódkę, o czym Pana mistrza powiadamiam, gdy tenże Sieńko zaczął pracować w mojem rewirze i bezprawnie Pana mistrza nagabnął..."

*
"Drogi Przyjacielu, prosiłam o pożyczenie mi 3 000 zł, a dostałam tylko dwa. Kiedy mogę się zgłosić po resztę należności?"

*
"Rząd opłaca pisarzy, a ja i moje dzieci musimy głodować. Nie proszę o łaskę, bo to my, ludzie zaharowani i zaszczuci, opłacamy tę osławioną kulturę. Potrzeba mi tysiąc złotych na lekarstwa. Jeśli Pan jest przyzwoitym człowiekiem, to przyśle mi Pan te pieniądze..."

*
"Janusz Minkiewicz zapewnił mnie, że Pan nikomu nie odmawia i odesłał mnie do Pana. Jestem znajomą Stasia Dygata i Józia Prutkowskiego. Poszukuję pożyczki na zakup maszynki do łapania oczek."

Przeczytałem te listy oraz kilka innych i zrobiło mi się markotno.

A mój wielce znakomity kolega powiedział z goryczą:

- Tak wygląda zachwalana przez ciebie piękna sztuka pisania listów! Nie, mój drogi! Nie ma frajerów. Odtąd będę postępował tak jak cesarz Etiopii, prezydent Hondurasu albo stary Citroen! Na mnie proszę nie liczyć.

Po tych słowach wyszedł bez pożegnania trzasnąwszy drzwiami.

I pomyśleć, że przez kilku naciągaczy takie szlachetne serce zamieniło się w głaz. Szkoda!


Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności.
ROZUMIEM