Upiór wczasów

Autorem wiersza jest Jan Brzechwa

(monolog)
Mieszkam razem z Kukuszką... W pokoju dwa łóżka:
Ja śpię po prawej stronie, po lewej Kukuszka.
Kto to jest? Aktorzyca. Mówi, że z Krakowa.
Przyjechała się leczyć... Baba taka zdrowa!
Ja kładę się o ósmej. Czekam. Już dziewiąta.
Jej nie ma. O dziesiątej po ciemku się krząta,
Zapala papierosa, kopci mi pod nosem.
Powiadam: "Pani pójdzie stąd z tym papierosem!"
Udaję, że już spałam. Ciskam się i krzyczę:
"Ja tutaj przyjechałam na wczasy lecznicze!"
Wtedy ona jak zmyta na korytarz drepce,
A ja tymczasem chyłkiem szperam w jej torebce.
No i co? Jest karteczka! Już rozumiem wszystko.
Napiszę do jej męża - niech wie, biedaczysko!
Mam przeczytać?... "Przyjdź do mnie jutro, choć na krótka."
Lecz to jeszcze nie koniec: kartka pachnie wódką!
Była w knajpie... A Polska płaci za te rzeczy.
Jutro powiem w dyrekcji, jak ona się leczy.

Znamy takie paniusie, takie spekulantki
Erotyczne... Wiadomo - latają na randki,
Więc pończoszki, staniczki... Wszystko cacy-cacy,
Byle chłopa wyzyskać, choć to człowiek pracy.
A czy która z nich przy tym z ideą się liczy?
A czy wie, co to sojusz chłopsko-robotniczy?
Nie dopuszczę, by z hasła tego robić szopę!
Ja jestem ideowa: chcę sojuszu z chłopem!
Może być nawet starszy... Zgodzę się, bom wdowa,
Bo wiem, że to jest właśnie ta walka klasowa.

Przyjechałam na wczasy i już od początku
Uważałam, by wszystko było tu w porządku.
Wczasy to nasza zdobycz... Płatki na śniadanie,
No i trzeba pilnować, by każdy, nim wstanie,
Zrobił w łóżku dia zdrowia slalom lub christianię
Czy coś gimnastycznego... Była też uchwala,
Ażeby sport zmasować... No więc - masaż ciała.
Już ja organizować te rzeczy potrafię!
Potem w góry... Zrobimy wspólną fotografię -
Dla "Expressu"... Ja - w środku, z uśmiechem na twarzy.
Może mnie Cyrankiewicz lub Ford zauważy.
Przejdę wszystkie pokoje, nazwiska zapiszę.
Dyscyplina społeczna to grunt, towarzysze`
Ja wiem, że się narażam, ale robię swoje,
Wszyscy na mnie się boczą, lecz ja się nie boje.

Od kiedy się włączyłam w ich Polskę Ludową,
Zrozumiałam, że muszę mieć wątrobę zdrową
I płuca, i żołądek, więc nie szczędzę trudu,
Bo wiem, że te organy należą do ludu.
Zapomniałam powiedzieć, że dzięki protekcji
Zostałam sekretarką w naczelnej dyrekcji -
Mąż siostry ma te wpływy, więc załatwił wszystko.
Powiedziałam: "Jak trzeba, mogę być markslstką."
No i jestem. Cóż robić? Takie przyszły czasy.
Musi się. Ale za to wyjeżdżam na wczasy...
Powiadam: "Towarzyszu, mam bóle tarczycy,
Ratujcie mnie dla Polski!" Jadę do Krynicy...
Biorę różne kąpiele i piję te wody.
Obok mnie mieszka jeden metalowiec młody -

Dziś w nocy spać nie mogłam... Wiatr huczał złowieszczy...
Słyszę - u metalowca obok łóżko trzeszczy -
Wybiegłam na korytarz... No, nie! Takie rzeczy!
Polska Ludowa płaci, by facet się leczył,
Sił nabrał... A tu - proszę! Do dyżurki pędzę
I wołam pielęgniarkę, żeby szła czym prędzej,
Ale u nas niechętnie człowiek się naraża -
Szła wolno. Coś mignęło w końcu korytarza...
Wchodzimy do pokoju - on już leży plackiem
I udaje, że czyta "Życie Literackie".
Wyszlyśmy. Pielęgniarka spojrzała surowo.
Powiedziałam jej: "Czujność!" Tylko jedno słowo.
I podniosłam znacząco palec - o, w ten sposób.
Trudno. Muszę być czujna wobec pewnych osób.

Jest tu jedna Kordulska. Usłużna i słodka.
Pod względem socjalizmu - zupełna idiotka.
Dla niej miarki, odsypy i te różne rzeczy
To gorsze niż buldożer. Dlatego się leczy.
Dawniej piekła kajmaki. Teraz jest - tłumaczka.
Z rosyjskiego. Dostaje także ciuchy w paczkach.
Z wyglądu nawet - owszem, z rodziny ziemiańskiej.
Przyniosła płaszcz. Powiada: ciuch amerykański.
Oglądam - piękna wełna, miara doskonała,
Chciała cztery tysiące, za trzy ml sprzedała.
Ale co ta oszustka zrobiła, czy wiecie?
Płaszcz kupiła po prostu w warszawskim Cedecie!
Jeszcze dziś do niej pójdę i Partią nastraszę.
Cóż. z tego, że to ładne, skoro to jest nasze!

Albo ten starszy górnik... Ciągle mi nadmienia,
Że chce pomówić z Czeszką w sprawie "Pokolenia".
Jaka Czeszka, do licha? Co za problematy?
Chce mieć z nią pokolenie? On - człowiek żonaty?
Dobrze, że o tej sprawie słyszałam przynajmniej.
Powiedziałam dyrekcji. Niechaj się tym zajmie.

A mówiąc między nami, jeśli mam być szczera,
Ci wszyscy wczasowicze - to nie moja sfera,
Ten mlaska przy obiedzie, ten kości obgryza...
Grunt - przetrwać. "Morda w kubeł`` - to moja dewiza.
Już ja się wolę wstydzić obszarnika-dziadka,
Ni? chwalić się, że chłopka był?, moja malka.

Rano dzisiaj przypadkiem słuchałam rozmowy,
Ktoś mówił właśnie o mnie... Chyba wróg klasowy...
Powiedział: "Upiór wczasów." Niby ja nim jestem...
A potem drzwi otworzył niespodzianym gestem -
Proszę - guz... Ideowiec dzisiaj żyć nie może.
Rzucę to, słowo daję! Znowu sklep otworzę.
Jaki? Z konfekcją damską, ten co to rok temu
Zabrano mi ("Lucyna"), obok MDM-u,
Pończochy, kombinezki... Wrócą moje panie...
Jeszcze jest dla mnie miejsce w Sześcioletnim Planie.
A gdy rząd ostatecznie zlikwiduje wszystko,
Znów pójdę na posadę... Znów będę marksistką.


Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności.
ROZUMIEM