Wywiad błyskawiczny

Autorem wiersza jest Jan Brzechwa

W ostatnich czasach szerzy się u nas epidemia tak zwanych wywiadów błyskawicznych. Wygląda to mniej więcej w sposób następujący. Skoro świt dzwoni telefon i w słuchawce rozlega się miły, kobiecy głos:
- Tu mówi redakcja "Nowin codziennych". Przeprowadzamy błyskawiczny wywiad z szeregiem wybitnych osobistości na temat "Jak układają się nasze stosunki z sąsiadami". Prosimy o krótką wypowiedź. Może być coś dowcipnego.
Widzimy tu trzy podstępne chwyty.
Przede wszystkim zaskoczenie człowieka zaspanego, który popada w gopłoch, gdyż ma zwyczaj sypiać jedynie w górnej części piżamy, więc czuje się całkowicie rozbrojony i bezradny.
Po wtóre wzmianka o "wybitnych osobistościach", stanowiąca oczywiste pochlebstwo, trafia akurat na moment, kiedy człowiek jest jeszcze pod wrażeniem snu w którym król Maroka proponował mu swoją córkę za żonę.
Wreszcie rzucone mimochodem słowa, że "może być coś dowcipnego", zaginają człowieka w sposób wyjątkowo perfidny. Stwarza się w ten sposób pozory, jakoby wypowiedź dowcipna była znacznie łatwiejsza od każdej innej. A przecież wiadomo, że o taką właśnie chodzi redakcji "Nawin". Wyłącznie o taką. W przeciwnym bowiem razie zwrócono by się nie do mnie, lecz, powiedzmy, do profesora Schaffa albo do inżyniera Ciborawskiego.
Natomiast od człowieka mojego pokroju wymaga się odpowiedzi dowcipnej.
I tu zaczynają się tortury.
Obiecuję oddzwonić za godzinę. Wypijam szklankę czarnej kawy i zabieram się do intensywnego myślenia. Jak układają się moje stosunki z sąsiadami? Wytężam umysł. Coś dowcipnego! Wiem, że w tym samym czasie podobne udręki przeżywają Grodzieńska, Nowicki, Marianowicz, Wiech, Minkiewicz oraz ci wszyscy, którzy uchodzą w Warszawie za ludzi dowcipnych. Na pewno do nich także zwróciły się "Nowiny codzienne". Nie do profesora Grucy, nie do adwokata Maślanki, nie do rektora Turskiego, tylko właśnie do nas. Chodzi przecież o garść dowcipów za darmo. Honorarium dostanie dziennikarz, który wpadł na ten szatański pomysł. A my, uchodzący za satyryków i żartownisiów, męczymy się tymczasem jak galernicy.
Nie mam do dyspozycji Encyklopedii humoru ani zbioru anegdot. Jestem całkowicie zdany na własne siły.
Próbuję ułożyć odpowiedzi w formie dwuwiersza. Zawsze to trochę łatwiej.
Nie da ci ojciec, nie da ci matka
Tego, co może dać ci sąsiadka.


Nie. Bez sensu. Zresztą już używane. Może coś innego.
Niechaj się każdy uczy od dziecka,
Ile jest warta pomoc sąsiedzka.


Jaka pomoc? Od jakiego dziecka? Brednia. Trzeba spróbować z innej beczki.
Tacy są już sąsiedzi,
Że jeden drugiego śledzi.


Niesmaczne. I w dodatku nieprawda.
Liczcie na mnie jak na Zawiszę.
Że moje radio wieczorem ściszę.


Zupełny obłęd. Zwłaszcza z tym Zawiszą. Z wysiłku i natężenia umysłu na czoło występuje mi kroplisty pot. Miałem pilną pracę, ale już wiem, że cały dzień mogę uważać za zmarnowany. Wyciskam z siebie wszystkie soki na błyskawiczny wywiad.
Po trzech godzinach ogarnia mnie panika. Patrzę na telefon jak na zbrodniarza. Zaraz rozlegnie się dzwonek, po czym miły, kobiecy głos zapyta, czy już wymyśliłem odpowiedź. Coś dowcipnego.
Wpadam na desperacki koncept i telefonuję do Antoniego Słonimskiego. Zagaduję go na rozmaite sposoby, udaję, że mam zamiar zaprosić go na bridża, wreszcie naprowadzam rozmowę na temat stosunków sąsiedzkich. Mam nadzieję, że strzeli jakimś dowcipem á propos. Ale Słonimski nie frajer. Dowcipy chowa do własnych felietonów i opowiada je dopiero po wydrukowaniu.
Desperackim gestem wyłączam telefon. Co za ulga! Jestem uratowany. Zresztą dla większej pewności wyjeżdżam z Warszawy.
Nazajutrz w "Nowinach codziennych" szukam dowcipnych wypowiedzi moich kolegów po piórze. Ale znajduję tylko poważne sformułowania trzech profesorów, dwóch inżynierów, czterech lekarzy i jednego prokuratora.
Dowiaduję się, że Grodzieńska, Minkiewicz, Nowicki, Wiech, Marianowicz i Madzia Samozwaniec wyjechali z Warszawy.
Jestem spokojny, że wrócą. Aż do następnego błyskawicznego wywiadu.


Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności.
ROZUMIEM