Do kołtuna

Autorem wiersza jest Jan Brzechwa

Jak tylko mąż niewiarołomny
Potrafi kochać wierną żonę,
Tak lud warszawski, lud niezłomny,
Pokochał miasto swe zburzone.
I cóż, kołtunie? Nic nie wskórasz
Robotą krecią i przebiegłą,
Warszawa jest! Warszawski murarz
Pokonał cię czerwoną cegłą.


Wsłuchaj się rankiem w zgiełk ulicy,
Przejdź Nowym Światem aż do Trasy,
Spójrz, jak wesoło przodownicy
Młotami kują nowe czasy.
Co tydzień nowe kamienice,
Co dzień bieleją nowe tynki -
Lud miłujący swą Stolicę,
Stolicy składa upominki.

Przed sześciu laty - czy pamiętasz? -
Niosłeś Warszawie swe requiem,
Do miasta szedłeś, jak na cmentarz,
A dzisiaj - patrz: to miasto żyje!
To miasto huczy, tętni, śpiewa,
A śpiew surowy to i prosty:
Na Mariensztacie kwitną drzewa,
Przez Wisłę biegną nowe mosty.


A robotnicy, w ciągłym trudzie
Będą socjalizm budowali:
Murarze, cieśle - nowi ludzie,
Synowie drwali i kowali.
I kiedy w naszym lepszym świecie
Wstanie zwycięski dzień chwalebny,
Dłoń spracowana cię wymiecie,
Jak wiór nikomu niepotrzebny.

Gdy czytać prasę - same pochwały,
Tak jakby wady istnieć przestały,
Tak jakby człowiek z samego względu
Na jego urząd miał być bez błędu.
W "Szpilkach`` pochlebstwa czyta się tylko.
Cóż to za "Szpilki"? Szpila tym "Szpilkom"!
Szkoda wprost pióra i kałamarza,
Obywatele! Miejsce dla kpiarza!


Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności.
ROZUMIEM