Przy kominku

Autorem wiersza jest Władysław Bełza

Na kominku ogień huka,
 Rzuca światła smug;
Wtem do okna ktoś zapuka:
— „Kto tak późno? czego szuka?
 Skąd prowadzi Bóg?“ —

— „Hej! otwórzcie tam niebodze!“
 Głos odezwał się:
— „Zima jestem, w śniegu brodzę,
W rękawicach ciepłych chodzę,
 Puśćcie, puśćcie mnie!“ —

Poskoczono od komina,
 I otwarto drzwi:
Weszła zima starowina,
Licha na niej salopina,
 Biedna, z zimna drży...

Szła oparta na kosturze,
 Stara jak ten świat;

Na jej twarzy mróz i burze,
Choć ukryła ją w kapturze,
 Wyryły swój ślad.

Ociężałe wlokła kroki,
 Pokaszlując wciąż;
Z lodu miała srebrne loki,
Co zwieszały się na boki,
 Długie, niby wąż.

Wprowadzono starowinkę
 Tam, gdzie płonął chrust;
Dano chleba okruszynkę,
I herbaty odrobinkę,
 Wlano jej do ust.

Z gościnności polskiej rada,
 Babcia kłania się;
Na fotelu miękkim siada,
I każdemu rozpowiada,
 Jak jej w życiu źle.

Plecie sobie babcia, plecie,
 Marszcząc siwe brwi:
Jak przez burze i zamiecie,
Wędrowała po tym świecie,
 Długie, długie dni...

A gdzie w strasznym swym pochodzie,
 Przeszła wzdłuż czy wszerz:
Tam się ścinał lód na wodzie,
Marzły drzewa, a w zagrodzie
 Ginął ptak i zwierz...

Plotła babcia... a w kominie
 Płonął drewek stos;
Na sen przyszło starowinie,
I choć brzydko spać w gościnie,
 Zachrapała w głos.

Spała babcia... Aż wiosenka
 Przyszła sobie raz:
Zapukała do okienka,
Mówiąc do niej: „Chodź stareńka,
 Bo już ogień zgasł!“...


Czytaj dalej: Lato