Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki


joaxii

Najlepszy/najpiękniejszy/najbardziej ulubiony wiersz o miłości

Rekomendowane odpowiedzi

Z okazji Walentynek chciałabym poznać Wasz najlepszy/najpiękniejszy/najbardziej ulubiony wiersz o miłości. Nie musi być znanego twórcy, choć oczywiście może być, nie dyskryminujemy klasyków :) Chciałabym tylko, żeby to był według Was dobry, prawdziwy wiersz. Taki poetycki opis tego, co jest wg Was prawdziwą miłością. Podzielicie się?...
Ja na początek dam mój (wiem, jestem nudna do obrzydzenia):
Przemek Łośko
bozia

(oglądając drzeworyt Potajemna miłość, Kunisady)

na dnie tej radości jest smutek. kobieta, którą stanie się
dopiero po przeczytaniu wiersza ode mnie, schowała się
za zasłoną dotychczasowych słów. chciałbym jej powiedzieć
coś spomiędzy linijek, ale wszystko co przelatuje mi ośmiobarwną
chmurą mógłbym zmieść lewą reką i rozmazać to, co napiszemy.

wychyń kochana z chmurki, tej, w której nie umiem policzyć
kolorów. panczeniści po piórze, szykują się już, by gromko
parsknąć śmiechem, widząc te deprawacje toposów, arealistyczny
idealizm. tymczasem to ogień na mojej ścianie jest namalowany -
zbiega od popielu, przez pomarańcz w bordo. i czego jest strażnikiem?

wychyń, i pomóż. chciałbym przegrodzić oba pokoje drzwiami
z pergaminu i sklejki, a ocalałą ścianę ozdobić panoramą
z gałęzią wiśni i na niej krukiem, z malusim, białym piórkiem

i

Marcin Jagodziński
dozbrajanie

a to, to co to jest, jak myślisz?
pocisk usta-usta? bardzo będziesz krawić?
czy tak jak krawędź peronu, dasz się
przekroczyć, zapominając, skąd i dokąd

ale wiedząc do kogo? jak myślisz?
dlaczego zadaję tyle pytań? czy szukam
odpowiedzi czy zapraszam? czy w gości?
czy przez litość, czy przez inną granicę

przemycam amunicję? czy bardzo będziesz
boleć? popatrz: ta kula będzie dla mnie,
ta druga jest dla ciebie, ta trzecia,
kula ziemska, przestaje ciążyć właśnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach


chciałabym cię zobaczyć raz jeszcze
raz jeszcze
przed wieczorem

chciałabym przeżyć jeszcze jedno
lub nawet dwa życia
żeby móc cię zobaczyć

i tamten ból
który mnie wyniósł
na rozżarzony piasek

i tamten deszcz
kwietniowej niepogody

i ją zdyszaną
podążającą wiernie
wszystkimi moimi śladami

odwracając głowę na zakrętach
krzyczę
żeby nie śmiała przyjść bez ciebie


/Halina Poświatowska

Prawdziwa miłość jest nieśmiertelna...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
jeśli na walentynki to ten:

"Tylko ze strachu"
Tadeusz Kubiak



Kochają się przytulają się
tylko ze strachu
Boją się samotności
drżą jedno o drugie
tylko ze strachu
Boją się śmiertelnie
czarnych cmentarzy uczuć
Nie kłamią tylko wtedy gdy opowiadają sny
bo snów nie trzeba wybaczać
Między obłudą kobiet a zazdrością mężczyzn
szukają czego nie ma —
miłości
Tylko ze strachu
tylko ze strachu przed samotnością
przepędzają od siebie jak psa
obojętność
która by ich uleczyła jak sen
Oto jest cała miłość naszego pięknego wieku
po śmierci Tristana i Izoldy
Romea i Julii
Laury i Petrarki
Beatrycze i Danta
i tych wszystkich nudnych kochanków
i nadzianych uczuciem gołębic
bez których bardzo często jest źle na świecie
poetom
i nie-poetom także
Tylko ze strachu przed samotnością
ta dziewczyna słodka w szorstkiej łupinie
pomarańczowego swetra
leci ku miłości jak ćma do świecy
Zdmuchnij — chłopcze — ten obłudny płomyk
nie funduj jej karuzeli lodów kina
mając zamknięte serce nie otwieraj jej ciała
jak różowego owocu — tylko ze strachu
tylko ze strachu przed samotnością
która przyjdzie i tak do ciebie
zagubionego w tłumie jak ziarnko maku ślepe
Nauczmy się samotności
aby siebie nawzajem nie krzywdzić
Nasza czułość zabija nas
nasz cynizm zabija innych
Nie wypełniajmy sobą pustki
którą przeczuwamy w rzece
nie zastępujmy liścia na gałęzi
który rośnie bez nas
Nauczmy się samotności
nie bójmy się samotności
Nauczmy się samotności

/z diagnozą w sumie się zgadzam, z proponowaną kuracją - niezbyt :) /

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Czy ulubiony ? być może nie, zresztą trudno wybrać jeden skoro jest ich tak wiele, ale na pewno jest to jedno z najlepszych poetyckich wyznań w polskiej literaturze i zarazem pierwszy wiersz jaki przyszedł mi do głowy.

Maria Pawlikowska – Jasnorzewska

Zanurzcie mnie w Niego

Zanurzcie mnie w Niego
jakby różę w dzbanek,
po oczy,
po czoło,
po snop włosa jasnego -
niech mnie opłynie wkoło,
niech się przeze mnie toczy
jak woda całująca
Oceanu Wielkiego.
Niech zginie noc, poranek,
blask księżyca czy słońca,
lecz niech on we mnie wnika
jak skrzypcowa muzyka -
gdy mi do serca dotrze,
będę tym co najsłodsze,
Nim. -

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Jeden z wielu moich ulubionych...

Halina Poświatowska - tomik "Dzień dzisiejszy"

* * *
no chodź
obejmę cię lekko
jak uglaskana woda ziemię

no chodź
dotknę twoich brwi
jak obudzona woda

no chodź
spadnę na twoje usta
jak woda odniesiona z dna

ciepłym deszczem
przywarta
do szyby twojego uśmiechu
zostanę aby wysychać
przez resztę słonecznych dni

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
ulubiony trudno powiedzieć,
ale ten bardzo:

*** (Miłość mi wszystko wyjaśniła)

Miłość mi wszystko wyjaśniła,
Miłość wszystko rozwiązała -
dlatego uwielbiam tę Miłość,
gdziekolwiek by przebywała.
A że się stałem równiną dla cichego otwartą przepływu,
w którym nie ma nic z fali huczącej, nie opartej o tęczowe pnie,
ale wiele jest z fali kojącej, która światło w głębinach odkrywa
i tą światłością po liściach nie osrebrzonych tchnie.

Więc w tej ciszy ukryty ja - liść,
oswobodzony od wiatru,
już się nie troskam o żaden z upadających dni,
gdy wiem, że wszystkie upadną.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Jeden z wielu (dozbrajanie przy tym to paplanina ;))


W sypialni był czarny kosmiczny ziąb.

Rozbierz się, poprosiłam go, ogrzej mnie.

Najpierw odkręcił sobie głowę, zgrzytała jak Saturn
wydzierający się z uchwytu swych pierścieni
albo jak korek, co kwiczy
w szklanym gardle butelki.
Odkręcił sobie prawą rękę z gwintem
jak na pocisku.
Odkręcił lewą rękę
jak obła metaliczna rakieta.
Odkręcił sobie sztuczną prawą nogę
klnąc jak szofer na przerywający silnik ciężarówki.
Odkręcił sztuczną lewą nogę
z jękiem żelaza o żelazo
jak w kotłowni.

Podczołgałam się do jego serca,
położyłam mu głowę na piersi,
wsłuchałam się w tętno serca.
Nie zgrzytało, nie szczękało, nie miotało się
w rytmie eksplozji:
biło.

Dookoła wyrosły źdźbła trawy
i z leszczyny wyjrzał pyszczek królika,
jakieś niebo
z mleczną strużką chmury. I wtedy wreszcie
zapłakałam.


"Wesele" - Maria Banus (1914)
(tłumaczenie z rumuńskiego Jerzy Płudowski)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Z góry zaznaczam, że niezbyt lubię wiersze o miłości. Ale jak jakiś do mnie dotrze, to już zostaje. Kilka lubię szczególnie, więc oto one:


Bolesław Leśmian "Dwoje ludzieńków" (klasycznie)

Często w duszy mi dzwoni pieśń, wyłkana w żałobie,
O tych dwojgu ludzieńkach, co kochali się w sobie.

Lecz w ogrodzie szept pierwszego miłosnego wyznania
Stał się dla nich przymusem do nagłego rozstania.

Nie widzieli się długo z czyjejś woli i winy,
A czas ciągle upływał - bezpowrotny, jedyny.

A gdy zeszli się, dłonie wyciągając po kwiecie,
Zachorzeli tak bardzo, jak nikt dotąd na świecie!

Pod jaworem - dwa łóżka, pod jaworem - dwa cienie,
Pod jaworem ostatnie, beznadziejne spojrzenie.

I pomarli oboje bez pieszczoty, bez grzechu,
Bez łzy szczęścia na oczach, bez jednego uśmiechu.

Ust ich czerwień zagasła w zimnym śmierci fiolecie,
I pobledli tak bardzo, jak nikt dotąd na świecie!

Chcieli jeszcze się kochać poza własną mogiłą,
Ale miłość umarła, już miłości nie było.

I poklękli spóźnieni u niedoli swej proga,
By się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga.

Więc sił resztą dotrwali aż do wiosny, do lata,
By powrócić na ziemię - lecz nie było już świata.



Władysław Broniewski "Ze złości" (czyli chyba trochę mniej klasycznie)

Kochałbym cię (psiakrew, cholera!),
gdyby nie ta niepewność,
gdyby nie to, że serce zżera
złość, tęsknota i rzewność.

Byłbym wierny jak ten pies Burek,
chętnie sypiałbym na słomiance,
ale ty masz taką naturę,
że nie życzę żadnej kochance.

Kochałbym cię (sto tysięcy diabłów),
kochałbym (niech nagła krew zaleje!),
ale na mnie coś takiego spadło,
że już nie wiem, co się ze mną dzieje:

z fotografią, jak kto głupi, się witam,
z fotografią (psiakrew!) się liczę,
pójdę spać i nie zasnę przed świtem,
póki z grzechów się jej nie wyliczę,

a te grzechy (psiakrew!) malutkie,
więc (cholera) złości się grzesznik:
że na przykład, wczoraj piłem wódkę
lub że pani Iks - niekoniecznie.

Cóż mi z tego (psiakrew!), żem wierny,
taki, co to "ślady po stopach"?...
Moja miła, minął październik,
moja miła (psiakrew!), mija listopad.

Moja miła, całe życie mija...
Miła! Miła! - powtarzam ze szlochem...
To mi życie daje, to zabija,
że ja ciągle (psiakrew!) ciebie kocham.

I coś, co powinnam w zasadzie umieścić na samym początku, bo to jest chyba w ogóle mój ulubiony wiersz.
Winston Hugh Auden "Funeral Blues" (tłumaczenie i oryginał)

Niech staną zegary,
Zamilkną telefony,
Dajcie psu kość,
Niech nie szczeka,
niech śpi najedzony.

Niech milczą fortepiany,
I w miękkiej werbli ciszy,
Wynieście trumnę,
Niech przyjdą żałobnicy,

Niech głośno łkając samolot pod chmury się wzbije,
I kreśli na niebie napis "Ona nie żyje!" (albo on, znalazłam 2 wersje)

Włóżcie żałobne wstążki na białe szyje gołębi ulicznych,
Policjanci na skrzyżowaniach niech noszą czarne rękawiczki.

W Niej miałem moją północ, południe i zachód i wschód,
Niedzielny odpoczynek i codzienny trud.
Jasność dnia i mrok nocy, moje słowa i śpiew,
Miłość, myślałem, będzie trwała wiecznie,
Myliłem się.


Nie potrzeba już gwiazd - zgaście wszystkie - do końca!
Zdejmijcie z nieba Księżyc i rozmontujcie słońce,
Wylejcie wodę z morza, odbierzcie drzewom cień,
Teraz już nigdy na nic nie przydadzą się.


**********************


Stop all the clocks,
cut off the telephone,
Prevent the dog from barking with a juicy bone,
Silence the pianos and with muffled drum
Bring out the coffin,
let the mourners come.


Let aeroplanes circle moaning overhead
Scribbling on the sky the message She is Dead. (albo he)
Put crepe bows round the white necks of the public doves,
Let the traffic policemen wear black cotton gloves.



She was my North, my South, my East and West,
My working week and my Sunday rest,
My noon, my midnight, my talk, my song;
I thought that love would last forever: I was wrong.


The stars are not wanted now; put out every one,
Pack up the moon and dismantle the sun,

Pour away the ocean and sweep up the woods;
For nothing now can ever come to any good

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Daj Mi Wstążkę Błękitną

Autorem utworu jest CYPRIAN KAMIL NORWID
 
 

Daj mi wstąż­kę błę­kit­ną - od­dam ci ją 
Bez opóź­nie­nia... 
Albo - daj mi cień twój z gięt­ką twą szy­ją; 
- Nie! nie chcę cie­nia. 

Cień - zmie­ni się, gdy ku mnie ski­niesz ręką, 
Bo - on nie kła­mie 
Nic - od cie­bie nie chce, ślicz­na pa­nien­ko 
Usu­wam ra­mię... 

By­wa­łem ja - od Boga na­gro­dzo­nym, 
Rze­czą - mniej wiel­ką : 
Spa­dłym list­kiem, do szy­by przy­kle­jo­nym, 
Desz­czu kro­pel­ką... 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czemuż ją kocham?

Autorem wiersza jest Michał Bałucki
 

Cze­muż ją ko­cham? — od tylu lat,
Od­kąd mój spo­kój od­da­łem jej —
Ni jed­no słów­ko, ni je­den kwiat
Nie uwień­czy­ły mi­ło­ści mej. —
Nie od­pła­ci­ła się, choć­by łzą —
I cze­muż jesz­cze ko­cham ją? —

Dziś mi mó­wio­no: wkrót­ce jej ślub,
I cóż z mi­ło­ści twej bę­dzie, cóż? —
Wi­dzia­łem tego, co u jej stóp
Klę­czał i mó­wił: ty moją już. —
Kładł jej na pa­lec ob­rącz­kę swą —
Wi­dzia­łem to — i ko­cham ją. —

Ani mi za­zdrość nie pali krwi,
Ani chcę od niej wzglę­dów, ni łask:
Tyl­ko w nią pa­trzeć, jak dziec­ko w blask,
Czu­ję, że do­brze by­ło­by mi. —
Lecz twarz ode­mnie od­wra­ca swą —
I cze­muż jesz­cze ko­cham ją? —

Bo mło­dość moja i mi­łość ta
Zro­sły się w ser­cu, jak z li­ściem liść;
Więc albo ser­ce wy­rzu­cić trza,
Lub z tą mi­ło­ścią do gro­bu iść.
Ona tak chłod­na — i lu­dzie drwią —
Ja nie­dbam nic — i ko­cham ją.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tadeusz Dąbrowski

 

E r o t y k  d o  w ł o s ó w  A g n i e s z k i

 

Tak wolno rosną ci włosy; gdybym zrobił z nich zegar,

mógłbym kochać spokojniej, śmierci bym się nie bał.

 

Mówisz, że ten, kto śmierci nie pokocha, niewiele

wie o miłości; ubóstwiam twój włos zgubiony w pościeli.

 

Że śmierć to otchłań, nicość, cuda niestworzone?

Potrafię, kiedy się czeszesz, patrzeć w drugą stronę.

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do utworu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności