Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki
Michał Kowalski

26 05

Rekomendowane odpowiedzi

  • Autor

  • pierwsza trzydzieści
    tak
    to było koło w pół do drugiej
    cud istnienia dokonał się
    z całym dobrodziejstwem
    stentorowych wrzasków

    setki
    załzawionych nocy
    oczy sine
    podbite niesnem

    ten ateńczyk
    biegacz słynny
    mniej chyba się wysilił


    *

    cuchnące
    prześcieradło

    samotnym sercem
    i fekaliami

    [sub]Tekst był edytowany przez Michał Kowalski dnia 31-07-2004 23:40.[/sub]

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    Hm...Przyznam, że mam mieszane odczucia co do pańskiego utworu, bo mógłbym napisać, że mi się nie podoba ( dokońca go nie rozumię ), ale z drugiej strony jakaś siła niepozwala mi tego jednak zrobić. Wniosek więc z tego taki, ze muszę go jeszcze przeanalizować, przeczytać.

    Pozdrawiam.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • Cytat
    ale z drugiej strony jakaś siła niepozwala mi tego jednak zrobić. Wniosek więc z tego taki, ze muszę go jeszcze przeanalizować, przeczytać.
    Pozdrawiam.



    uważam (może nieskromnie), że po głębszej analizie wiersz trafiłby do Ciebie - twierdze tak gdyż wiem ile w nim prawdziwych emocji i treści
    Dziękuję, że zajrzałeś

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • Cytat
    26 maj - dzień matki ...dobry wiersz na laurkę...tylko smutek z niego kapiący sprawi, że
    Dobry wiersz...nawet bardzo dobry
    pozdrawiam Ewa
    [sub]Tekst był edytowany przez Ewa_KC dnia 10-05-2004 23:34.[/sub]



    dziękuję Ewo... Takie komentarze cieszą mnie bardzo, dobrze,że jeszcze ktoś człowieka rozumie : )
    pozdrawiam serdecznie

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • Cytat
    a ja myślę, że wiersz przedstawia akt narodzin
    serdeczne pozdrówko W_A_R



    Owszem Witoldzie, pierwsza strofa o tym właśnie traktuje - jednak nie cały wiersz
    dziękuję, że zajrzałeś
    pozdrawiam

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    Michale!
    Pięknie to napisałeś bo tak jest "setki załzawionych nocy" "miliony cierpliwostek" , rzeczywistość i starość. Wszystko to jest mniej przykre jeżeli rzeczywistość jest pogodna, a starość godna.
    Pozdrawiam..)))

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    Przemyślałam w nocy Twój tekst, Michale.

    ---- Ładunek emocji. Pomiot skryty za opisem dokonuje oceny.
    ---- Podział na dwie części spełnia swoją rolę.

    Dobra rzecz. Pozdrawiam. A.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • Cytat
    Michale!
    Pięknie to napisałeś bo tak jest. Wszystko to jest mniej przykre jeżeli rzeczywistość jest pogodna, a starość godna.
    Pozdrawiam..)))



    dziękuję serdecznie, taki komentarz jest pierwszorzędną nagrodą...
    pozdrawiam

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • Cytat
    bardzo poruszył mnie pański wiersz...aż cieżko mi się zrobiło na duszy. Bardzo trafnie opisał Pan samotność rodziców



    wspaniale, że zdołałem wierszem tym poruszyć - taki wszakże był mój cel, dziękuję za komentarz
    pozdrawiam

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    Witaj Michale,

    wyczuwam, że wiersz jest głęboko osobisty, więc trudno go "odciąć" od autora, ale nie ma innego wyjścia.

    To zapis losu, pojedyńczego. Jeśłi tak - to należy pozbyć sie zbytecznych słów, które "nie mówią", a jedynie stwarzają wrażenie wypełnienia "pomiędzy". Mówię tu o strofce:
    "setki
    załzawionych nocy
    dziesiątki wezwań
    miliony cierpliwostek"
    - to dla mnie zbyt "prostackie" poetycko wyrażenie losu.
    Przymiotniki: "oczy" sine (po co skoro dalej jest bardzo ładnie z niesnem?), "żmudna" sekunda (skoro wcześniej już jest "na posterunku", czyli bez przerwy), "stare" prześcieradło (z kontekstu widać, że to kres - czyli koniec, a stare się wyczytuje), "złamanym" sercem (zbyt to zużyte w ckliwym znaczeniu).

    Myślę nad "potem?" - czy pytajnik potrzebny? Raczej odszedłbym od narracji z reflekcją PeeLa na rzecz samego tylko przekazu.

    Koniec: chyba do przeróbki. Może tak:
    "prześcieradło
    cuchnące
    fekaliami

    złamane serce"
    (pamiętając o wcześniejszej uwadze nt. "złamanego").

    Czemu ateńczyk "sił wyłożył" (wykładanie?).

    Nie dyskutuje się o gustach, więc nie powiem o - moim zdaniem - zbędnej nutce ckliwości (ale Ty jesteś sobą - i - badź jak najdłużej!).

    Piszesz lepiej - równiej (czyli warsztat się buduje). Życzę konsekwencji - nie tylko w warstwie poezji (bo pisanie, to także sposób życia).

    Pozdrawiam - Bogdan

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • Cytat

    Nie dyskutuje się o gustach, więc nie powiem o - moim zdaniem - zbędnej nutce ckliwości (ale Ty jesteś sobą - i - badź jak najdłużej!).

    Piszesz lepiej - równiej (czyli warsztat się buduje). Życzę konsekwencji - nie tylko w warstwie poezji (bo pisanie, to także sposób życia).

    Pozdrawiam - Bogdan



    Dziękuję serdecznie za obszerny komentarz - Twoje uwagi są dla mnie niezwykle cenne, bardzo się cieszę Bogdanie, że znalazłeś czas dla mojego utworu
    pozdrawiam i miłego dnia życzę!

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • Cytat
    a ja go porywam do ulubionych.... dla mnie to obraz życia matki i wszystkich trudów macierzyństwa.Pozdrawiam-Agata



    cieszę się bardzo - dziękuję, że zajrzałaś
    pozdrawiam serdecznie

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    Gość szadoł
    taa...
    jednego mi tu brak w tytule
    " 26.05.23.06."

    pzdr.s

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    Gość szadoł
    to wklej chetnie poczytam

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Dołącz do dyskusji

    Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

    Gość
    Dodaj odpowiedź do utworu...

    ×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

      Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

    ×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

    ×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

    ×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


    • Ostatnio w Warsztacie

      • Kim jestes…………….

         

        Kim jesteś naprawdę, mój drogi kolego?

        Spytałeś, mnie Doktorze, razu pewnego

         

        Na co odpowiedź mój mózg wytoczył

        Którą samego mnie nawet zaskoczył:

        W strofy ułożył i rymu zadał

        I oto com później z tego poskładał:

         

         

        Jestem robotem, Panie Doktorze.

        Czy Pan w to naprawdę uwierzyć nie może?

        Czy umysł Pana tak bardzo zawodzi,

        Że nie wie Pan, o co w tym wszystkim chodzi?

        Nie daje Pan wiary odczuciu mojemu

        Że ja nic nie wiem o swoim istnieniu?

        Albo, że tak to tu teraz wyrażę sam z siebie

        Iż los mój z dawna zapisan jest w niebie?

        Albo w równaniach, wbrew wolnej woli

        co twierdzą, że nie tu żadnej swawoli.

        Że pojmę rzeczy tak niepojęte

        Tak niedorzeczne, bądź popularne

        Aż w mózgu mym spłoną obwody me marne?

        Nie jestem stworzony by wiedzieć i czuć

        Chociaż  zbyt dobrze wiem czym jest chuć!

        Taki mam program wpisany w swe zwoje

        Bym nigdy nie mógł pojąć co moje

        A co jest obcego w tej łysej głowie

        I nikt mi na to już nie odpowie.

        A Pan wciąż pyta, Panie Doktorze

        Kim jest ten robot, i co on może?

         

        (........ ocenzurowano.....)

         

        Mam go jednego, I Pan to wie

        Zatem już więcej żartów nie będzie.

        Ale postawmy sprawę otwarcie

        Na nic się nie zda Pana zaparcie

        Bo cóż poradzić może na to Pan

        Że ja uskuteczniam kosmiczny swój plan?

        Że jestem jedyny w swoim rodzaju

        A życie mi płynie na niezłym haju?

        Bo jestem robotem, Panie Doktorze

        Czy teraz, Pan, już pojąć to może?

        I niech Pan więcej mnie o nic nie pyta

        Ale niech więcej książek Pan czyta.       

        ………..

         

        Panie Doktorze, może treść zmienię

        Czy Pana nie dziwi Pańskie istnienie?

        Czy żadnych nie ma Pan wątpliwości

        Co do przyczyny dla której Pan gości

        Na wcale małej planecie Ziemia?

        Która swe miejsce w Kosmosie wciąż zmienia?

        Wiruje wokół gwiazdy stabilnej

        Niedużej, ale na tyle silnej

        Że jeszcze poświeci kilka miliardów

        Lat ziemskich. I to bez żadnych żartów!

        Na domiar złego albo dobrego

        Ta gwiazda, zmierzając do końca swego,

        Pochłonie Ziemię i wszystko co żyje

        Na tej planecie. Co je i pije

        Co myśli, rozmyśla i poszukuje

        Chociaż niczego wciąż nie znajduje

        Bo jak Pan twierdzi, Panie Doktorze

        Niczego człowiek znaleźć nie może

        Ni odkryć, poznać… To wszystko ściema

        Bo tego człowieka po prostu nie ma!

         

        Lecz Pan istnieje, Panie doktorze

        I temu zaprzeczyć Pan przecież nie może

        Bo gdyby Pana na świecie nie było

        Coś by się we mnie bardzo skurczyło.

        Coś zasmuciło, ażbym się spocił

        Gdyby Pan nigdy się nie narodził.

         

        I z tego już mi się Pan nie wywinie

        Bo wie Pan, że wszystko i tak w końcu minie

        I nie zostawi śladu żadnego

        A jeśli? To i tak nie wyniknie nic z tego.

         

        A zatem, wracając do tematu rzeczy

        Zapewne już mi Pan nie zaprzeczy

        Że skoro pojawił się Pan na tym świecie

        Musiało pojawić się Pańskie ja, przecie.

        Bo jeśli Pan temu także zaprzeczy

        To ja zapytam: Jak mają się rzeczy

        Takie jak Pańskie do mnie pytania?

        Kto je zadaje? Ku czemu się skłania?

        Kto się mnie pyta? Kto za tym stoi?

        I kogo ciekawi odpowiedź moja?

         

        Więc Pana nie ma? Kto zatem owego

        Dnia się narodził z łoża pewnego?

        Kto zapamiętał tego chłopaka,

        Który się teraz ma za ważniaka?

        I twierdzi, chociaż są na to dowody

        Że on nie istnieje. I ma powody

        By temu wierzyć, albowiem to jemu

        Gość jeden oznajmił w swym oświeceniu

        Że nic takiego jak ja nie istnieje

        I szkoda dociekać co za tym się kryje.

         

        Lecz rzeczywistość tutaj się toczy

        Włazi nam w usta, uszy i oczy

        A czasem muśnie dłonią dziewczyny

        Zatem ja pytam o tego przyczyny

        Z pustki powstają owe wrażenia?

        Czy światło może istnieć bez cienia?

        Czy może coś stawać się złożonego

        Z czegoś, co nie ma istnienia swojego?

        Dostarczać odczuć, doznań, zachwytu

        Coś, co swojego nie ma wcale bytu?

        Jak mogło wszystko, co tu widzimy

        To, co słyszymy i co czujemy

        Powstać wskutek wybuchu Wielkiego

        Przed którym, jak twierdzą, nie było niczego?

        A potem skąd to wiedziało zasię

        W jakiej się formie, strukturze i czasie

        Objawić rodzajowi ludzkiemu

        Co dąży teraz ku zrozumieniu

        Jak to, co na zewnątrz, się dzieje, działa,

        Oczu i uszu, języka i ciała

        I czemu to wszystko tak zręcznie znika,

        Aż rozum się o przyczyny potyka?

        Gdy tylko staramy się przyjrzeć uważniej

        Strukturze materii w nauce ważnej.

        Czemu nas zwodzi i zagadki stale

        Kreuje nowe, duże i małe?

        Coś tam istnieje, coś tam rozbrzmiewa

        A nam od tego mózg się przegrzewa.

        Patrzymy – i coraz mniej w tym widzimy

        Czegoś, co można zobaczyć, przebadać

        Słuchamy – i słów nie mamy jak składać

        Żeby wyjaśnić i ubrać w dowody

        Stoją na drodze ogromne przeszkody

        I wciąż się piętrzą, wciąż przybywają

        I zdaje się, niezłą zabawę w tym mają!

        I ktoś się śmieje nam za plecami

        Że takie hocki wyrabia z nami!

        Nie sposób go dostrzec, zbadać nie sposób

        Bo takie właśnie zrządzenie jest losu.

         

        Ale Pan twierdzi, że są myśliciele,

        Uczeni, mędrcy i głosiciele

        Wiedzy prawdziwej, spisanej w słowa

        Że trzeba ich czytać i słuchać od nowa,

        Gdyż wiedzą to, czego my jeszcze nie wiemy,

        A gdy się dowiemy, to zrozumiemy.

        Być może… Bo jam nie spotkał takiego,

        Chociaż słuchałem już niejednego…

         

         

        Odwiedził mnie kiedyś człowiek ciekawy

        Siadł na tarasie, chciał napić się kawy

        Wiec zaparzyłem, na stół mu zaniosłem

        Zamieszał łyżeczką, jak małym wiosłem

        W czarnej materii, pachnącej Brazylią

        I chciał coś powiedzieć, zakrztusił się myślą!

        Chciał coś wyrazić, czymś się podzielić

        Chciał urojenia od prawdy oddzielić

        Słowem znaczącym, pełnym polotu

        Co z tego wyszło? Beczka bełkotu.

         

        Był także inny, miał umysł matoła

        Lecz stała za nim najwyższa szkoła

        Instytut papieski, szkoła prawdziwa

        Co ma najmędrszych nam wychowywać

        I ten mądrala, zwan profesorem

        Okazał się także zwykłym matołem

        Jak wielu z tych, co tam naucza

        I co każdego człeka poucza;

        Zwracając się do swojej hołoty

        Niosą radośnie pochodnię. Głupoty.

        Książki on pisał, trudne, zawiłe

        I do czytania bardzo niemiłe                  

        Może traktował to jako zabawę

        Niemniej przyniosły mu forsę i sławę.

        I Pan się udał do owej szkoły

        gdzie już siedziały w auli matoły

        na wykład czekając guru swojego

        by się bełkotem zarazić od niego.

        I Pan tam zasiadł, Panie doktorze

        poszedł na tyły, bo wszystkie loże

        były zajęte. I Pan wsłuchał się w bełkot miernoty

        Co prawił głupoty z miną idioty.

        Słuchała sala, i podziwiali

        Swojego guru wszyscy w tej Sali

        I zadawali potem pytania

        Ale nie było odpowiadania

        Bo guru znudzony był dnia owego

        I nie chciał zgłębiać tematu żadnego.

         

        Panie Doktorze, czy trzeba było

        Słuchać idioty, gdy tam się przybyło?

        Lecz może to jednak nauczka była?

        Więc oby w dobro się zaś obróciła.

         

        Bo przecie rzekł Budda: Nie będzie nic z tego

        Gdy człek się nie dowie od siebie samego.

        Gdy nie ogarnie swojego umysłu

        By się uwolnić od sfery domysłów

        Gdy buja w obłokach urojeń marnych

        I potok myśli zalewa go czarnych.

        Z tym najprzód uporać się musi człowiek

        By pojąć z istoty rzeczy cokolwiek

        Myśl musi być jasna i nie skażona

        Przez dogmat żaden nie porażona

        A umysł wolny od śmieci uprzedzeń

        od czarów, od marów, od różnych wierzeń,

        Od rojeń, marzeń, kompleksów wszelkich

        Od myśli, idei, tych małych i wielkich.

    • Najpopularniejsze w ostatnich 7 dniach

    ×
    ×
    • Dodaj nową pozycję...

    Powiadomienie o plikach cookie

    Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności