Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Jesteśmy?


Rekomendowane odpowiedzi

Siedzę przy stole w kuchni. Zajadam bułkę, popijając herbatą. Cisza jak w grobie przy zwłokach. Przyćmione światło lampy sprawia wrażenie, że spowolniło bieg. Słychać jedynie jednostajne tykanie przemijających chwil, które już nigdy nie powrócą. Za oknem ciemność. Widzę z lekka zamglone odbicie tego wszystkiego, co znajduje się wokół. Nie jest  łatwo tak siedzieć samotnie w tych przysłowiowych czterech ścianach. Jedynym urozmaiceniem jest latająca ćma na orbicie lampy. Słyszę  miękkie odbijanie od klosza. Obserwuje ją od dłuższego czasu. Gdzie ona może dolecieć, skoro fruwa w kółko. No chyba, że zwiększy szybkość i wyleci z orbity, będąc za chwilę mokrą plamą na ścianie.

 

Bułka się pomału kończy. Herbaty  tyle co nic... a zresztą zdążyła już ostygnąć z tego, czym była jeszcze przed chwilą. Chociaż tutaj ciepło i przytulnie, to wiem, że coś mi tu nie pasuje. Ta układanka powinna wyglądać trochę inaczej. Wszystko jest niby na swoim miejscu, poza moją osobą. Trochę się czuję jak marionetka. Jakby  myśli wisiały na sznurkach i ktoś nimi manipulowała, ale tak cwanie, żebym był przekonany, że to ja trzymam cała wiązkę sterowników.

 

Postanawiam dokładniej spojrzeć na otoczenie. Rzucić okiem w każdy kąt. Byle nie za mocno, bo zobaczę wypaczony obraz. Wmówiłem sobie, że siedzę w kuchni. Ale czy to jest prawdą. Niby tak. Stół, krzesła, szafa, kuchenka gazowa, a nawet ręczny młynek. Zatęskniłem za zapachem świeżo sparzonej kawy nalanej do porcelanowego kubka. Takiego z jednym uszkiem na boku. Dwa dają wybór. Zanim bym się zdecydował za które złapać, to kawa by zdążyła wystygnąć. Pragnę wstać, żeby spełnić swoje marzenie. Zalać wrzątkiem naćpaną kawę. Gdy widzę jak gorący wodospad, rozbija się o dno naczynia, to jakbym własne myśli widział, roztrzaskiwane o skały, jakąś nieznaną  siłą.

 

Nie mogę się podnieść. Coś mnie trzyma na tym krzesełku, jakbym był przyklejony kleistym czasem. Zegar wybija pełną godzinę. Nie wiem którą, bo nie ma wskazówek. A bym przysiągł, że przed chwilą były. Może czas chce mieć trochę czasu dla siebie. Albo to tylko  przewidzenie. Przez ułamek sekundy, widzę swoje oczy na stole. Wiem, że to niemożliwe, ale po chwili dostrzegam samego siebie z pustymi oczodołami w głowie. Pomyślałem i ujrzałem. Nagle wszystko powraca do ustalonego trybu. Oprócz klepsydry wirującej pod lampą, z której wylatuje piasek. Słyszę ciche bębnienie malutkich ziarenek, obijających się o meble i podłogę. A każde ziarenko to mniej życia dla mnie.

Chyba. Sam już nie wiem.

 

Bułka się skończyła, szklanka jest pusta, a ja siedzę nie wiadomo po co i na co. Nagle krzesło po przeciwległej stronie stołu się odsuwa. Widocznie ktoś tam jest i teraz wstał. Dźwięk towarzyszący odsunięciu, w tej całej ciszy, jest trochę przygnębiający. Aż mnie ciarki przeszły po plecach. Doszły do samej szyi i zaczynają powrotną wędrówkę. Jest ich coraz więcej. Chłodnych i wilgotnych. Jakby zwłoki grzbiet masowały. Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, jak wygląda pojedynczy: ciarek. Chyba tak samo jak wszystkie, tylko trzeba patrzeć na jednego.

 

Nikogo nie dostrzegam, ale słyszę kroki. To coś lub ktoś, chodzi po kuchni. Nie widzę  ciała, ale dostrzegam jego cień. Przemieszcza się z kąta w kąt, załamując na meblach. Przed chwilą przemknął po moich dłoniach, jak ciemne skrzydła wielkiej ćmy. Prawie poczułem aksamitne muśnięcie i lekkie ugięcie naskórka. Nadal nie mogę wstać od stołu. Widzę, że drzwi od szafki się otwierają. Po chwili szybuje z nich puszka z kawą. Z łyżeczki wsypywana jest do młynka. Krzesło powraca na swoje miejsce i zaczyna się mielenie. Rączka od młynka wiruje cały czas niczym pusta karuzela, z której wszyscy poszybowali do innego wymiaru. Słyszę zgrzytające dźwięki mielonych ziarenek. Mam wrażenie, że mały piesek chrupie kostki swojej zdobyczy, albo że ktoś chodzi po delikatnych szkielecikach małych dzieci.

 

Spoglądam na dwie szklanki. Czajnik z wodą jakiś czas temu się nastawił. Teraz z niego szybuje wrzątek prosto na brązowy miał. Zakłóca  miękką powierzchnie kropelkami gorąca. Jedna szklanka wędruje do mnie, a druga naprzeciwko mnie: do góry. Obaj zaczynamy pić. Czuję ten piękny zapach. Tak intensywnie, że moja świadomość znajduje się w siódmym aromacie. Spoglądam za okno. Czegoś brakuje w tym odbiciu...

 

*

 

– Kochanie, spisz?

– Tak.

– Znowu tam siedzi.

– To żadna nowość.

– Wygląda na zmartwionego.

– Zawsze tak wygląda.

– A swoją drogą musi mieć bogatą wyobraźnie.

– W końcu to była jego kuchnia.

– Wyraźnie widać, że wierzy… że tu jest. Może nawet mu się wydaje, że coś je.

– I pije kawę jak zwykle.

– Tak.

– Jest nie groźny. A poza tym... pojawia się co jakiś czas.

– Tak… kochanie, gdzie jesteś?

– Tu.

– Gdzie? Znowu założyłaś tą prześwitującą sukienkę.

– Ciebie też nie widzę.

– Piłem rozpuszczalną kawę.

– Oj kłamczuszek i żartowniś z ciebie.

– Sprawdzę, czy jeszcze siedzi.

 

*

 

– Kochanie, widzisz chatkę?

– No widzę.

– A zatem eksperyment się powiódł.

– No chyba… ale nie bardzo rozumiem.

– Spójrz. Tam w oknie pali się światło.

– To znaczy w kuchni.

– Tak. Podejdźmy tam.

– Widzisz ich?

– No widzę.

– Ale oni siebie nawzajem... chyba nie widzą. Zresztą nas też.

– Bo oni są…

– … wytworem naszej wyobraźni

– Czyli mamy podzielność uwagi. Wyobrażamy sobie co tam robią, a jednocześnie ze sobą gadamy.

– Nie dziw się. W końcu jesteśmy najnowszymi modelami. Programowali nas najlepsi.

– A tych najlepszych?

– Nie mamy tego w pamięci. Możemy jedynie tworzyć rzeczywistość.

– Ale są pewne ograniczenia.

– Tak.

– Czyli tak naprawdę stoimy na pustym polu?

– Tak sobie nas wyobraża.

– Kto?

– Żartowałam.

 

*

– Mamo! Fajowy ten holografik co mi kupiłaś. Maluje ludziki a one ożywają. A nawet myślą po swojemu, jak im pozwolę. Widzisz, nawet kuchnię namalowałam i tych co ich podpatrują oraz tych co sobie ich wyobrażają, ale oni są niewidoczni, bo ich maluję przezroczystą farbką...

– Nie ładnie kogoś podpatrywać.

– Wiem… ale tak jakoś wyszło.

– Tylko przed spaniem wymaż to wszystko, że by się po całym pokoju nie porozłazili.

– Dobrze mamo.

 

*

– Tatusiu. Dzięki, że mi to kupiłeś. Maluję właśnie dziewczynkę, co maluje na holografiku, różne żywe obrazki, nawet chatkę, tamtych dwoje w kuchni i tych drugich dwoje, którzy są przekonani, że stoją na pustej łące oraz tych...

– Tylko nie zapomnij wymazać przed spaniem. Wiesz co było ostatnio?

– Wiem.

 

*

– Cholera co się dzieje. Chatka znika i ty też.

– Nie tylko ja.

 

*

– Nie zdążyłem wypić kawy, a już jej nie ma. I zegara i szafki... i młynka

 

*

– Kochanie nie widzę ciebie. Tylko dziwny cień.

 

*

– Widzę, że mażesz?

– Idę spać. Jutro znowu namaluję.

 

*

– Widzę, że malujesz dziewczynkę, co likwiduje swoje obrazki.

– Za chwilę zlikwiduje swoje.

– Tato! Co się dzieje!? Znikasz!…

 

*

– Bo doprawdy oszaleję. Znowu oglądasz ten bzdurny film.

– Nie życzę sobie, żebyś tak do mnie mówił. Co ty sobie w ogóle wyobrażasz?

 
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


×
×
  • Dodaj nową pozycję...