Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki
grzegorz-kot67@o2.pl

"Na początku było słowo"*

Rekomendowane odpowiedzi

@[email protected] ...a słowo było u boga

i bogiem było słowo

ono było na początku 

i przez nie wszystko się stało

a bez niego nic by nie było... czy jakoś tak

fizyka kwantowa też tak twierdzi... mniej więcej... choć chyba dotyczy to roli obserwatora... i jego istnienia

co do tekstu...

Ilekroć się zastanawiam jaki wg ma sens pisanie ? Znajduję szybką odpowiedź. Ja po prostu tak mam od lat. Daje mi to prawie tyle samo co zabiera ( satysfakcję, frustrację) niemniej jest na plus czego i Tobie życzę Grzegorzu.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@[email protected]

Komu nie brak tego daru

to niech pisze i bez końca

a swą twórczość zamknie wtedy

kiedy już nie ujrzy słońca

 

ono przecież jest motorem,

który świat do życia budzi

i rozjaśnia szarość życia

jest nadzieją wszystkich ludzi.

 

pozdrawiam

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To biblijne Słowo, to znacznie więcej niż nasze słowo. Trochę nieprecyzyjne jest jego tłumaczenie, ale myślę, że o tym wiesz. Wiersz, ogólnie na plus +.

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@[email protected] "a słowo ciałem się stało" :) Najpierw była Myśl, by pojawiło się Słowo, a każda Myśl jak i Słowo ŻYJE. Tęskni, pociesza i kocha... "tuli się do duszy" - ach jakże pięknie :)

Życzę Miłego Dnia Grzegorzu :) 

@Sylwester_Lasota każde słowo ma w sobie siłę lub zwątpienie. Każde słowo działa. Ma w sobie pewną energię: dobrą lub złą. Słowem można uszczęśliwić lub zabić.

Edytowane przez M.A.R.G.O.T (wyświetl historię edycji)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • @Sylwester_Lasota Ago "słowo" miało oznaczać - Jezusa Chrystusa, pośrednika między Bogiem a ludźmi, ja je traktuję dosłownie... ufff, jako symptom wypowiedzi, zawartej w nim treści. Nie zawierzam teoretykom Biblii, wolę ją czytać literalnie i sam interpretować.

     

    Pozdrawiam pięknie.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Mogę się zgadzać lub nie, ale lubię uniwersalne, fundamentalne tematy i zmierzanie się z nimi, więc bardzo na tak. Pozdrawiam. 

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    @[email protected]
    W takim razie odpowiadam:

    1. Motyw vanitas odnośnie ołówków, kartek papieru, z którym się utożsamiam, bo sama piszę. I rzeczywiście, może nie ołówki, ale niezliczone strony w MicrosoftWord (i innych edytorach tekstu) musnęły mi przed oczami, a także przypomniałam sobie jak za dzieciaka (mając lat jakoś 10) prowadziłam swój notes z wierszami i tam rzeczywiście - ołówki zostały zdarte :) Przypomniałam sobie to wszystko.
    2. Ostatnie dwa wersy. Mam świadomość, że "tylko jak przed końcem, do celu tam dobiec" tyczy się zupełnie innej metafory, niemniej jednak nasunął mi się na myśl cały ten trud pisania i dążenia w tej sztuce do doskonałości. A że ta pasja jest ze mną całe życie, najrozmaitsze emocje we mnie wzbudzając po drodze, to poczułam od strony podmiotu lirycznego ten sam sentyment, jak i zrozumienie. A te wszystkie wspólne spostrzeżenia - powiązane z tym, że oboje zapewne jesteśmy zupełnie innymi pisarzami - napawają mnie poczuciem jedności. 

    Dlatego utwór mnie wzruszył. 
    Pozdro!

    Edytowane przez Sekret (wyświetl historię edycji)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    @[email protected] Zgadywałem, że dasz sobie 4 :D jak widać i ja mogę być surowym zgadywaczem.

     

    Ps. też głównie kreślę w notesie, ale zawsze długopisem i to takim, który nawinie się pod rękę, a później nieraz to wygląda jak plansza do gry w statki ;)

     

    Pan Ropuch

    Edytowane przez Pan Ropuch (wyświetl historię edycji)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • @Sekret Może jestem trochę staroświecki z tym ołówkiem /ołówkami/ ale prawda nas wyzwoli, tak właśnie tworzę, mam okazję szybko poprawić, skorygować, nanieść poprawki. Można to wszystko robić oczywiście elektronicznie, ale przywykłem do tradycji.
    Resztę argumentów przyjąłem z biciem serca.

    Miłego dnia.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    Gość
    7 godzin temu, [email protected] napisał:

    Słowo tęskni, płacze, tuli się do duszy,
    krzyczy, wydobywa, iskry Bożej łaski.

    Piękny wiersz z prawdziwym przekazem. :)

     

    7 godzin temu, [email protected] napisał:

    Chyba sto ołówków zdarte na ogarek,
    nożyk, temperówka i szpalty papieru.

    Te wersy skojarzyłam z Nikiforem, który zawsze nosił przy sobie kawałki kartek, ołówki. Pozdrawiam :)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    Gość

    Grzesiu, wiem, ze rysował.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Dołącz do dyskusji

    Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

    Gość
    Dodaj odpowiedź do utworu...

    ×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

      Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

    ×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

    ×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

    ×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


    • Zarejestruj się. To bardzo proste!

      Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

    • Ostatnio dodane

    • Ostatnie komentarze

      • @Pan Ropuch lubię SDM ☺  Moją  najkochańszą piosenką jest "Dla Małej". Miałam chłopaka z gitarą☺ to wiele tłumaczy☺
      • @Gosława zauważyłem ten wspólny mianownik :D   to może dla natchnienia chlebowa nuta       Pan Ropuch
      • Znowu ten cholerny świat budzi się przede mną. No nie. To raczej ja wstaje ponownie o takim samym poranku. Każdy podobny do poprzedniego, chociaż zupełnie inny. Ciągle w głowie kołaczą te same wiązki pytań. Na dodatek splątane w dołujący warkocz. Mam jednak nadzieję. Chcę w to wierzyć, lecz czasami nerwy nie wytrzymują. Wątpię, żeby dzisiaj było inaczej. Wiem, jestem pielęgniarką. Powinnam być do rany przyłóż. No cóż... nie zawsze potrafię, będąc często myślami gdzie indziej. Tym bardziej gdy człowiek ma do czynienia, z upierdliwym babskiem, które ciągle czegoś chce. Wiem, że jest ciężko chora i musi cały czas leżeć, ale ile można wytrzymać. Że też taką musieli na oddział przyjąć. Mam już doprawdy dosyć pokoju 22.   *   – Pani Helenko. Chce mi się siku. – Znowu? Kobieto! Ty już nade mną litości nie masz. Co dopiero sikałaś. – Alę muszę. – Gówno musisz. Przestań mnie denerwować i wciąż wołać. Siedź cicho, bo dostaniesz klapsa przez dupę. Ocipieć można z tobą. Ciągle myślisz o sikaniu. Pomyśl o kwiatkach. Upierdliwa z ciebie starucha. Rzygać mi się chce, gdy patrzę na twoje pomarszczone ciało. A to mi daj, a to mi zrób. Nie jestem twoją służącą. Ile razy można. Cholera by wzięła.   – Helenko, słonko,  mnie się naprawdę chcę. Mam zrobić w łóżko? Kupę uwalę przy okazji. – Ani mi się waż, stara jędzo. – Żartowałam. Ze sikaniem też. Przewróć mnie na prawo. Niewygodnie jak zaraza. Kości mi trzeszczą. – Rozum tobie trzeszczy, którego nie masz. Czy ty pomyślałaś, że też mam problem. – To twoja praca w mordę psia mać! – Ale kochać cię nie muszę. I niańczyć ponad miarę… i wąchać twoje starcze smrody. Znowu się ośliniłaś. Chyba zwymiotuję.   – Helenko. Co z tobą? Mam zawołać inną. Aż taka nieznośna nigdy nie byłaś. Dobrze, że drzwi zamknięte. – Kto tu jest nieznośny? Ciągle trzeszczysz pyskiem jak opętana. Nie mogę się skupić na swoich myślach… pani jaśnie Mario Ocipiała. – Masz się skupiać na mnie. Za to ci płacą. – Zamknij gębę, bo przywalę. Łyknij wreszcie te cholerne tabletki, to będę mogła sobie pójść. Chociaż przez jakiś czas, nie oglądać wrednego pyska. A najlepiej się udław!   – Kochana Helenko. Chcesz cukierka. Leżą na stoliku. Poczęstuj się złotko. – Chcesz mnie udusić cwana starucho? Przyznaj się. Żeby ci inną przyznali. – No coś ty. Proszę weź. Czuję, że coś cię trapi. Dlatego takaś nerwowa? – Żebyś wiedziała, że trapi. Nie wiem, czy już będę miała okazję. – A skąd mam wiedzieć, czy będziesz miała, durna dziewucho. No chyba, że posiadam szósty zmysł? – Tylko bez takich wyrażeń. Szósty. Dobre sobie. To byś musiała mieć najpierw poprzednie. – Uczę się słówek od mistrzyni – Znowu zaczynasz mi dogadywać. Po co ja tu z tobą siedzę. Na łeb mi padło, czy co?   – A wiesz Helenko… też mam problem. Kosmicznej miłości. – No nie! Bo się zesram z uciechy. Czego? Z tobą rzeczywiście coś nie tak, a przecież sufit równy. I przestań ciągle powtarzać: Helenko. Obrzydziłaś mi moje własne imię! – Patrzyłam za bardzo… w gwiazdy miłości… a właściwie w jedną... i zgubiłam jakby. Nie wiem, czy zdążę odnaleźć. Spróbować przeprosić. Usłyszeć słowa przebaczenia. – Mario! Co ty mi tu chrzanisz o jakiś… kosmitach… przebaczeniach. Jesteś doprawdy pokręconym babskiem. Tylko w cyrku pokazywać takie dziwadło z tabliczką: „Nie karmić zwierząt” – A ciebie Helenko co trapi? – Gówno tobie do tego! Daj mi święty spokój.   – No powiedz wrednej babie. – No… też chciałabym odnaleźć. Przebaczyć nawet. Porozmawiać. – Co z tobą? Dziwnie mówisz. – Przestań. Jesteś dla mnie za dobra. Dlaczego? – Sama nie wiem. Nie potrafię wytłumaczyć. – Widzę, że tabletki połknęłaś tą swoją brudną, pogniecioną gębą. Wreszcie mogę iść. Odpocząć od ciebie. Najlepiej na zawsze. – Życzę ci, żebyś odnalazła. – Tego samego ci życzę, Helenko.   *   Siedzę w domu. Dzisiaj początek urlopu. Będą mogła czas poświęcić na dalsze szukanie. Chociaż pomału tracę nadzieję. Domyślam się, że były jakieś powody. Zawsze jakieś są. Ale to nic. Wszystko wybaczę. Nawet jak nie usłyszę słowa przepraszam. Jestem strzępkiem nerwów. Właściwie dlaczego. Powinnam mieć to wszystko w dupie. Odpłacić tym samym. Jeszcze to wredne babsko. Ile krwi mi napsuło. Chociaż w sumie, co ona winna, że na niej wyładowuje swoje pokręcone emocje. No ale nic. Będę mieć dłuższą przerwę od jej towarzystwa. Słyszę dzwonek. To cholerny telefon. No tak. Za szpitala. Zaraz się dowiem, że z urlopu dupa lub coś w tym guście.   – Taa… słucham. – Mamy dla pani dobrą i złą wiadomość. – Nie rozumiem. Proszę jaśniej. – Pani nas prosiła o pomoc w odnalezieniu. Tak? – Tak… chce pan powiedzieć… ojej… kurde… strasznie się cieszę. Natychmiast chce porozmawiać. Kiedy to będzie możliwe? – Niestety… mam jeszcze bardzo złą wiadomość… z ostatniej chwili. – To niemożliwe. Żartujesz ze mnie pojebańcu. Powiedz, że tak!  – Przykro mi. Z tego co nam powiedziano, rozmawiała pani z matką często. A zatem nie rozumiem... – Jak mogłam rozmawiać, skoro jej nie odnalazłam? Niby kiedy? Gdzie? – W pokoju 22.  
      • O widzisz ☺  Napisałam jeszcze nie czytałam☺  To brudnopis  Dziękuję poprawię  Myśl może coś jeszcze podpowiesz☺ Wiesz Panie Ropuchu to nie jest wiersz tylko migawki  Wspólnym mianownikiem ma być chleb Pomyśle na razie trzymam w brudnopisie☺
    • Najczęściej komentowane

    ×
    ×
    • Dodaj nową pozycję...

    Powiadomienie o plikach cookie

    Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności