Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki
Dekaos Dondi

Metalowy Pręt

Rekomendowane odpowiedzi

Chłopiec nie wiedział, czy się bać i uciekać, czy zostać i być ciekawym.

Obrzydlistwo było rzeczywiście – obrzydliwe.

Gdyby tylko to brał pod uwagę, to już dawno by go tutaj nie było.

Jednak jakaś myśl, nie dawała mu spokoju.

Miał wrażenie, że widzi nie wszystko tak jak naprawdę wygląda.

Jego dziecięcy umysł, nie mógł tego pojąć.

Z jednej strony chciałby jak najszybciej stąd uciec, a z drugiej czuł, że powinien tu zostać.

 

Maszkara była tak dziwaczna, że nawet jego dziecięca wyobraźnia,

miała trudności, z określeniem jej wyglądu.

 

Chłopiec wszedł do starego opuszczonego domu, do którego właściwie nikt nie zaglądał.

Ale on odwiedzał to miejsce dość często. Tylko po to, żeby połazić, popatrzeć po kątach i wyjść.

Coś go tutaj pchało. Lubił atmosferę tego miejsca.

Jakby ktoś rozlał jakąś tajemnicę i zapomniał wytrzeć.

Brudne skrawki szyb i rdza na wszelkiej maści metalowych rupieciach,

dodawała temu miejscu jeszcze większej niesamowitości.

Czasami jakiś zabłąkany gołąb wlatywał do środka, ale nie fruwał tu długo.

Tylko echo trzepotu jego skrzydeł, zostawało tutaj przez chwilę.

 

Kiedyś widział, jak ów ptak chciał odpocząć na zardzewiałym pręcie,

ale w ostatniej chwili – zrezygnował. Jakby się czegoś bał.

 

Nie zdarzyło się, żeby chłopiec spotkał tu kogokolwiek.

Aż do dzisiaj.

 

Zauważył TO, jak tylko wszedł. Siedziało przy stercie powyginanych drutów.

W pierwszej chwili, od razu chciał uciekać. Ale coś go zastanowiło.

Obrzydlistwo miało jakby... oczy. I te oczy były smutne. Tak przynajmniej się jemu wydawało.

Zupełnie nie pasowały do całej reszty, która była wstrętna i paskudna.

Pomyślał sobie, że gdyby go zaatakowało,

to jego dziecięce ciało, zostało by wchłonięte i przeżute.

Może jedynie kupka niestrawionych kości by z niego została.

A jednak siedział na kawałku cegły i nie mógł się ruszyć.

Obrzydlistwo obserwowało go nieustannie.

Czasami chłopiec schylał głowę, żeby na to nie patrzeć.

Ale ciągle czuł świdrujący wzrok na sobie. Jakby się -To - zastanawiało, co z nim zrobić.

Gdy tylko spojrzał przed siebie, widział jego nieruchome oczy.

 

– Pamiętasz swoją matkę?

 

Chłopiec w pierwszej chwili nie wiedział, kto zadał to pytanie. Usłyszał je w swojej głowie.

Dopiero po chwili się zorientował, że tylko z Nim tutaj siedzi. Tylko On, mógł je tak zadać.

 

– Mało mamę pamiętam. Umarła jak byłem zupełnie małym. Tylko zdjęcie czasami oglądam.

– A wiesz w jaki sposób umarła?

– Nie. Nikt mi nie powiedział.

– A chcesz wiedzieć?

– A muszę?

– Nie...Ale wolałbym, żeby… tak.

– Czy mnie… straszysz?

– Nie. Jeżeli naprawdę nie chcesz, to ci nie powiem.

 

Chłopiec zaczyna się zastanawiać, o co w tym wszystkim chodzi.

Czyżby jego mama umarła jakoś dziwnie. Nie tak normalnie jak wszyscy.

A może dobrze by było, żebym wiedział.

 

– No i co. Chcesz wiedzieć ?

– No dobrze. Chcę.

– Ale to nie będzie dla ciebie przyjemne.

– Chyba się domyśliłem, że raczej nie.

– Twoja mama została tu strasznie pobita i… zresztą mniejsza z tym.

Bili ją metalowymi prętami. Było ich czterech. Teraz siedzą za kratkami.

Twojej matki, nie zdołano uratować…

– To straszne co mówisz. Nie mogę nawet płakać.

Może dlatego, że mamę mało pamiętam… ale życzę tym paskudnym ludziom...

no wie pan… wszystkich najgorszych rzeczy na świecie.

Jak oni mogli pomyśleć, żeby zrobić coś takiego.

– No właśnie. Myśleli w tym czasie. Niestety.

– Po co mi to mówisz? Tyle to sam wiem. Ja bym im głowy poucinał...

– Dlaczego nie pytasz, kim jestem?

– Nie chce mi się teraz pytać. Myślę o tym co mi powiedziałeś.

Dobrze, że znałem ją tak mało, bo bym teraz… no sam nie wiem.

– Możesz mi pomóc, jeżeli zechcesz?

– Pomóc? Takiej szkaradzie. Ja przecież nie wiem kim jesteś.

Może do końca nie przeżyje tej rozmowy. A jeśli kłamiesz? A właściwie... jakie z ciebie… coś?

Po prostu obrzydlistwo i tyle. Rzygać się mi się chce na twój widok.

– Nie dziwię się tobie.

– To dobrze.

– Jestem ich myślami. Tylko oczy są moje.

 

Chłopiec nie wie, co ma powiedzieć. Przecież może w każdej chwili odejść.

Szkarada ma takie ciało, że na pewno go nie dogoni. Dlaczego tu z nim siedzi.

Po co? Jest ich myślami? Co za głupota! Gada jak wygląda.

 

– Wiem, że trudno to zrozumieć. Ale to prawda. Jestem zlepkiem ich myśli.

Tych, które mieli w głowie, kiedy bili twoją matkę. To były naprawdę paskudne myśli.

Dlatego wyglądam tak jak wyglądam. Moje ciało jest takie jakie jest. Obrzydliwe.

Na dodatek bardzo męczące. Codziennie przeżywam ten sam koszmar.

Siedziałem długo w ukryciu. Widziałem, że przychodzisz. Ale nie chciałem ciebie straszyć.

Jednak nie mogłem już dłużej wytrzymać. Powiedziałem sobie – może ten chłopiec mi pomoże?

 

– Pomoże? Teraz już wierzę, że bardzo cierpisz. Przepraszam, za niektóre słowa.

Ale jak mógłbym tobie pomóc? No jak?

– Odpowiedź jest bardzo prosta, ale też… wiele wymaga od ciebie.

– Wymaga? Nie rozumiem.

– Nie w sensie fizycznym.

– A w jakim?

– W sensie twojego umysłu, uczuć, duszy...jak zwał tak zwał.

– Nadal nie rozumiem. Proszę powiedzieć… tak po prostu… co musiałbym zrobić?

– Nie domyślasz się?

– Nie.

– Wybaczyć.

– Wybaczyć? Niby komu?

– Im.

– Co… im?

– Wybaczyć, że zabili twoją matkę.

– Co?!

– Wiem, że to trudne...ale tylko dzięki temu przestanę cierpieć. Na zawsze. Rozumiesz?

-- A moja mama im wybaczyła?

-- Nie jestem myślami twojej mamy. A nawet gdyby, to jej myśli odeszły razem z nią.

– Czego ty ode mnie żądasz? Żebym wybaczył mordercom? Odbiło ci!?

– Nie żądam, tylko proszę. Tylko tak mi pomożesz, ale musisz to zrobić naprawdę.

Decyzja należy do ciebie.

– Zrobić...naprawdę?

-- Jeżeli to uczynisz - sobą, a nie całym sobą, to próżny trud. Rozumiesz?

-- Chyba tak... no... raczej...

– No i…?

– Co?

– Wybaczysz?

 

Jeszcze wiele razy w swoim życiu, chłopiec odwiedzał to dziwne miejsce.

Nawet wtedy, kiedy był już dorosłym człowiekiem.

Lecz nigdy więcej nie zobaczył – Obrzydlistwa.

 

A gdy pewnego razu, wszedł do tego pomieszczenia, ujrzał białego gołębia,

który fruwał jakiś czas, by po chwili długo odpoczywać… na metalowym pręcie.

Przestał się bać.

 
 

 

 
Edytowane przez Dekaos Dondi

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

@Dekaos Dondi  Dla mnie wybaczenie to odcinanie się od złej energii, uwalnianie się od niej... Jak również w pewnym stopniu uwalnianie od niej oprawców... Ciekawie to opisałeś :)

Dobrego dnia :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • @CafeLatte

    CafeLatte→Masz w sumie racje.

    Gdyby wybaczenie sobie, przyrównać do podcięcia gałęzi, na której się siedzi,

    to od strony pnia, byłoby trudniej. Tak jakoś by kusiło, żeby z drugiej strony odciąć.

    Metaforycznie rzecz jasna.

    Pozdrawiam:)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    Gość

    @Dekaos Dondi  W sumie to tylko od nas zależy, z której strony odetniemy i czy w ogóle... ;) Metaforycznie oczywiście :)

    Dziękuję i również pozdrawiam :)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Dołącz do dyskusji

    Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

    Gość
    Dodaj odpowiedź do utworu...

    ×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

      Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

    ×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

    ×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

    ×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


    ×
    ×
    • Dodaj nową pozycję...

    Powiadomienie o plikach cookie

    Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności