Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

@Tomasz Kucina Melduję się naprędce, jako czytelnik. Wszystko ma ręce i nogi z tym że dwukrotne użycie słowa subtelny dla takiego mistrza słowa jak Pan to się raczej nie godzi. Zamiast zaproponowałbym spokojny bądź tantryczny, ale intuicja mi podpowiada, że Pan znajdzie najlepsze rozwiązanie tego dylematu bo najbliższe autorowi.

 

A.G.

Edytowane przez Aleksander Głowacki

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 12 minut temu, Aleksander Głowacki napisał:

    @Tomasz Kucina Melduję się naprędce, jako czytelnik. Wszystko ma ręce i nogi z tym że dwukrotne użycie słowa subtelny dla takiego mistrza słowa jak Pan to się raczej nie godzi. Zamiast zaproponowałbym spokojny bądź tantryczny, ale intuicja mi podpowiada, że Pan znajdzie najlepsze rozwiązanie tego dylematu bo najbliższe autorowi.

     

    A.G.

    Anafory czyli powtórzenia zwłaszcza ważnych fraz w poezji nie są zakazane, są często stosowanym środkiem stylistycznym, ale uważam, że w tym wypadku nie ma takiego obowiązku i masz oczywiście rację. Dlatego podpowiedź uważam za sumienną i przydatną. Może zmienię na "nieważki" - to będzie taki przymiotnik tu dobrze wpasowany. Ok?

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 16 minut temu, Aleksander Głowacki napisał:

    @Tomasz Kucina Jak najbardziej - dobrze wpasowany. Co do anafor, to w tej materii akurat mam ugruntowaną wiedzę ba i praktykę. Z tego co widzę na tym portalu praktycznie nie mają one racji bytu, a szkoda. 

     

    A.G.

    Może nie wszyscy mają takie potrzeby? ;)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 46 minut temu, MIROSŁAW C. napisał:

    @Tomasz Kucina Syte w swej treści, dziękuję. 

    Tak, wiersz ma cechy drastyczne. Ale starałem się utrzymać go w ryzach pokory. Również dziękuję za słówko, pozdrawiam.

    29 minut temu, CafeLatte napisał:

    @Tomasz Kucina  Przeczytałam i zrobiłam rachunek sumienia... I również dziękuję ze ten wiersz... ;)

     

    Pozdrawiam Cafe, człowiek człowiekowi bliżej, dobre słowo przez internet - teraz doceniamy że to - BEZCENNE. 

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Przypomniał mi się wiersz, który opublikowałeś za czasów Laktris. Tamten był drastyczny w porównaniach i ostro kanciasty w przejściach. Terapia szoku, tak wtedy zareagowałam. Tematyka podobna, chociaż tym razem wysubtelniałeś :)

    Dwa wilki: czarny i biały.

    Dwa światy: zła i dobra

    Ciemność kontra Jasność

     

    Uważaj którego karmisz...albo czym  :)

     

    Najlepsze wiersze powstają pod wpływem emocji. Najlepsze i autentyczne...jak ten

    Nie, no będę musiała potrząsać tobą regularnie i zadziwisz nas na nowo.

     

    Do zobaczenia pod następnymi...z tej serii ;)

     

    Edytowane przez Kama Nagrodzka

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    nie cierpię białych form, ale dobre to, to:))

     

    gdy słowa kształt tafli przybiorą od nowa

    lub płynąc spokój wezmą od stoików

    może rytmem i rymem  nadasz nowy powab

    możliwości jak zawsze jest chyba bez liku

     

    pozdrawiam

    ps. bzdurą jest, że rymy cokolwiek lub kogokolwiek ograniczają

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 14 minut temu, Kama Nagrodzka napisał:

    Przypomniał mi się wiersz, który opublikowałeś za czasów Laktris. Tamten był drastyczny w porównaniach i ostro kanciasty w przejściach. Terapia szoku, tak wtedy zareagowałam. Tematyka podobna, chociaż tym razem wysuptelniałeś :)

    Dwa wilki: czarny i biały.

    Dwa światy: zła i dobra

    Ciemność kontra Jasność

     

    Uważaj którego karmisz...albo czym  :)

     

    Najlepsze wiersze powstają pod wpływem emocji. Najlepsze i autentyczne...jak ten

    Nie, no będę musiała potrząsać tobą regularnie i zadziwisz nas na nowo.

     

    Do zobaczenia pod następnymi...z tej serii ;)

     

    Ponieważ ja jestem fanem Lao Che i Luxtorpedy, oraz z reguły cięższej muzy, to dla ciebie: "Wilki dwa", ale u mnie zawsze idzie przez słuchawki, no chyba że na wzmaczniacz i kolumny - bezprzewodowo.

     

    https://www.youtube.com/watch?v=pHyu1yH1kgs&list=RDpHyu1yH1kgs&start_radio=1

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 39 minut temu, Jacek_Suchowicz napisał:

    nie cierpię białych form, ale dobre to, to:))

     

    gdy słowa kształt tafli przybiorą od nowa

    lub płynąc spokój wezmą od stoików

    może rytmem i rymem  nadasz nowy powab

    możliwości jak zawsze jest chyba bez liku

     

    pozdrawiam

    ps. bzdurą jest, że rymy cokolwiek lub kogokolwiek ograniczają

    Oczywiście Jacku, co prawda ostatnio skłaniam się do form wiersza białego, ale rymu nigdy się nie wyrzekałem i nie zamierzam. Dla potwierdzenia faktu mój ostatni trzynastozgłoskowiec, nieco infantylny, ale da się przełknąć bo ze średniówką po siódmej. ;)

    Tu jestem Z TOBĄ W PEŁNI SOLIDARNY - czyli "podrymowany" sumiennie.

     

    autor: Tomasz Kucina

    Trzynasta zgłoska żalu

    Trzynaście zgłosek mamy, a kto by pisał tak?
    już dawno żadne dramy i tylko wokół fałsz
    namierzą cię harpunem by rymu zwalczyć szyk
    i narodowej dumy zasypać cały szyb

     

    Monady tu nieliczne starają jeszcze wspak
    ogarniać życie ślicznie bez absurdalnych rad
    bo na cóż nam nihilizm, z wariatów kpiny kult
    absurdów liczne wiry, na rzece silny nurt

     

    Już sam czasami wątpię, ten ironiczny czas
    porusza świata mątwą – mam nieustanny żal
    bo wiara jest dla ludzi wciąż chcą dotykać gwiazd
    a inni niech się budzą jak chcą, to prawo mas

     

    Czy chcemy im zabraniać dotykać swoich blizn?
    codziennie im się kłaniam, ten sam na głowie liść
    jesienią spada z drzewa i dewastuje fryz
    ich glist mi nie potrzeba – ja z nimi pragnę żyć

     

    Latają tez nad ziemią, bo mają w sobie coś
    choć inne nurty cenią, to dla mnie żaden koszt
    lecz oni nie chcą z nami bo obciachowy rym
    codziennie jakieś dramy  – to permanentny klincz


    21.09.2019r, godz. 5.56

     

     

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    trzynaście zgłosek w wersie – nie modne takie cóś

    końcówka z rymem męskim – sprężyłeś się i już

    czy wyszło dość kulawo już oceniłeś sam

    lecz w sumie ta zabawa sens głębszy jakiś ma

     

    bo chyba przyznać musisz czy tego chcesz czy nie

    że wers i jego długość środkiem wyrazu jest

    do wersu jeszcze dorzuć na przykład męski rym

    wskazany jest w piosence tu stuka jako klin

     

    a teraz gdy połączysz temat klimat i treść

    pomyślisz wszystko złożysz i wiersz już piękny jest

    tekst wolny lapidarny sens najwznioślejszy ma

    kobieta najpiękniejsza lecz goła - taki fakt

     

     

     

     

    pozdrawiam

    Edytowane przez Jacek_Suchowicz

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 5 godzin temu, Jacek_Suchowicz napisał:

    trzynaście zgłosek w wersie – nie modne takie cóś

     

    końcówka z rymem męskim – sprężyłeś się i już

     

    czy wyszło dość kulawo już oceniłeś sam

     

    lecz w sumie ta zabawa sens głębszy jakiś ma

     

     

     

    bo chyba przyznać musisz czy tego chcesz czy nie

     

    że wers i jego długość środkiem wyrazu jest

     

    do wersu jeszcze dorzuć na przykład męski rym

     

    wskazany jest w piosence tu stuka jako klin

     

     

     

    a teraz gdy połączysz temat klimat i treść

     

    pomyślisz wszystko złożysz i wiersz już piękny jest

     

    tekst wolny lapidarny sens najwznioślejszy ma

     

    kobieta najpiękniejsza lecz goła - taki fakt

     

     

     

     

     

    pozdrawiam

    No bardzo ślicznie zrymowałeś, taki wierszyk - manifest trzynastozgłoskowy. Super. 

     

    To może jeszcze jeden mój - sonet z trzynastą zgłoską, dawno, dawno napisany, ma kilka lat:

     

    Tomasz Kucina

    Sonet

    (do wyspy Wolin)

     

    W przymierzach wyspy Wolin hula wiatr po buziach

    gdzieś na łąkach bagiennych zakwitły storczyki

    w osobliwych zaroślach – wierzba wić unurza

    szara – obok – uszata – zlękły się osiki

     

    Spójrz – w dąb bezszypułkowy gromy rzuca burza

    zaś zimorodka gniazdko w trelu ptasiej kliki

    orzeł bielik nad plażą krąży niczym luzak

    i mew słychać z oddali rzewne ptasie krzyki

     

    Tutaj – ja się oplatam w żłobik koralowy

    białe dzwonki potrącił zimoziół północny

    i zagląda w me oczy kwiatkiem doborowym

     

    A ja czuję się błogo, jestem paziem wiosny

    wśród przyrody wolińskiej – nadbałtyckiej sosny

    a ma dusza uchodzi w wolińskie dąbrowy

    --

    Również pozdrawiam Jacku. 

    Edytowane przez Tomasz Kucina

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • Godzinę temu, Kama Nagrodzka napisał:

     

     

     

     

    Jakaś pustka po katastrofie. Dość depresyjny tekst: wycie wiatru, betonowe drzewa, modlitwa i na kolanach, oj okrutny jest ten świat jak jest w refrenie,  i tytule  Kamo. 

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Tomku może ustalmy jest to twór sonetopodobny

    definicja sonetu:

    Sonet jest to utwór poetycki składający się z czternastu wersów podzielonych na dwie strofy czterowierszowe oraz dwie trójwierszowe (tercyny) o określonym rozkładzie rymów. Zazwyczaj pierwszych osiem wersów zawiera część opisową lub narracyjną, zaś sześć ostatnich jest częścią refleksyjną

    jakoś mi brak części refleksyjnej a o układzie rymów nie wspomnę

    Pozdrawiam :))

    ps kiedyś na tym portalu tego rodzaju kawałki nazwano zoned i był konkurs na najlepszy

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 3 godziny temu, Jacek_Suchowicz napisał:

    Tomku może ustalmy jest to twór sonetopodobny

    definicja sonetu:

    Sonet jest to utwór poetycki składający się z czternastu wersów podzielonych na dwie strofy czterowierszowe oraz dwie trójwierszowe (tercyny) o określonym rozkładzie rymów. Zazwyczaj pierwszych osiem wersów zawiera część opisową lub narracyjną, zaś sześć ostatnich jest częścią refleksyjną

    jakoś mi brak części refleksyjnej a o układzie rymów nie wspomnę

    Pozdrawiam :))

    ps kiedyś na tym portalu tego rodzaju kawałki nazwano zoned i był konkurs na najlepszy

    Nie żartuj, Jacku ;)

     

    Budowa tego wiersza: Są dwa tetrastychy i dwie tercyny. (cztery wersy i trzywersowe zwrotki). Spójrz na rymy:

     

    A - buziach

    B - storczyki

    A - unurza

    B - osiki

     

    A - burza

    B - kliki

    A - luzak

    B - krzyki

     

    C - koralowy

    D - północny

    C - doborowym

     

     

    D - wiosny

    D - sosny

    C - dąbrowy

     

    Jeżeli cenisz sztywne formy, możesz sobie zamienić ostatni wers wiersza z przedostatnim i i będzie klasyczny układ – odwrócony, nie zaburzy to szczególnie treści sonetu:

     

    C - D

    D - C

    C – D

    Wtedy będzie w tercynach:

     

    Tutaj – ja się oplatam w żłobik koralowy C

    białe dzwonki potrącił zimoziół północny D

    i zagląda w me oczy kwiatkiem doborowym C

     

    A ja czuję się błogo, jestem paziem wiosny D

    a ma dusza uchodzi w wolińskie dąbrowy C

    wśród przyrody wolińskiej – nadbałtyckiej sosny D

    ale.... nie ma żadnego przymusu co do układu rymów w sonecie, przyjmuje się tylko zależności w grupach cztero - i trzywersowych, (tetrastychach i tercynach) - raczej powinien obowiązywać ten wymóg, ten wiersz bezwzględnie spełnia to kryterium – więc jest sonetem. ponadto w wierszu wersy pierwszej i drugiej zwrotki są dokładne tzn. jest to tu układ: ABAB – ABAB , a nie np. ABAB – EFEF, a mogłoby też tak być.

     

    ZATEM TO SONET DOŚĆ PRECYZYJNY, Jacku.

     

    Układ rymów zależny jest od odmiany sonetu, można bowiem wyróżnić sonet włoski i francuski.

     

    W odmianie włoskiej (najstarszej) układ rymów w tetrastychach jest zazwyczaj okalający (ABBA ABBA), zazwyczaj czyli dopuszcza się inne układy, a w tercynach zazwyczaj podwójny (CDD- CDC, CDC-DCD, CDC-DCD, CDC-DDC), - wytłuszczony układ w tercynach ma zastosowanie w tym akurat wierszu.

     

    Teraz kwestia tej nieszczęśliwie wskazanej części opisowej i narracyjnej mojego sonetu:

     

    Piszesz:

     

    „Zazwyczaj pierwszych osiem wersów zawiera część opisową lub narracyjną, zaś sześć ostatnich jest częścią refleksyjną”..

     

    spójrz na wiersz:

     

    W pierwszej i drugiej zwrotce jest TYPOWY – KLASYCZNY OPIS wyspy o której mowa, są łąki, bagna, storczyki, wierzba, osiki, dalej... dąb bezszypułkowy, gniazdo zimorodka, orzeł bielik w locie, mewy, burza, gromy.

     

    Za mało tego na raptem osiem wersów?, chyba nawet Petrarka w tym do Laury - nie zmieściłby więcej? ;)

     

    Spójrz na dwie ostatnie zwrotki (tercyny):

     

    Czy to nie czasem KLASYCZNY OPIS REFLEKSYJNY? Tu już nie tylko przyroda Pojawiam się - ja, czyli człowiek – i snuję rozważania, zimoiół zagląda mi w oczy, ten ulubiony od Linneusza - a ja tym się zachwycam, snuje refleksyjne porównania, do pazia, który może być synonimem doznania szlachetnego przepychu tym obrazem wyspy, albo paralelą do motyla (paź królowej), jest tu też dusza – najbardziej syntetyczna monada uduchowienia i refleksji, dusza to – Psyche? Sama etymologia duszy jest refleksyjna, ta dusza się zachwyca, uchodzi w wolińskie dąbrowy. Więc stanów i bytów refleksyjnych tutaj od groma. To nie jest sonet epicki czy naukowy, to sonet z szczegółowym opisem przyrody i refleksyjnych doznań nad obrazem.

     

    Nie wiem, z jakiej przyczyny Jacku próbujesz podpiąć ten wiersz pod substytut? I uznać że to... jakiś zonet. Dziwne.

    Jeżeli jesteś entuzjastą archaicznych precyzyjnych form sonetu, łatwo mogę ci zamienić wersy i przemianować w klasyk, ale ten sonet ma taką budowę jak wyżej – i jest sonetem na pewno.

     

    Zmieniona wersja klasyczna:

     

    W osobliwych zaroślach wierzba wić unurza - A

    szara – obok – uszata – zlękły się osiki - B

    gdzieś na łąkach bagiennych zakwitły storczyki - B

    W przymierzach wyspy Wolin hula wiatr po buziach - A

     

    Orzeł bielik nad plażą krąży niczym luzak - A

    zaś zimorodka gniazdko w trelu ptasiej kliki - B

    i mew słychać z oddali rzewne ptasie krzyki -B

    spójrz – w dąb bezszypułkowy gromy rzuca burza - A


     

    Tutaj – ja się oplatam w żłobik koralowy - C

    białe dzwonki potrącił zimoziół północny - D

    i zagląda w me oczy kwiatkiem doborowym - C

     

    A ja czuję się błogo, jestem paziem wiosny - D

    a ma dusza uchodzi w wolińskie dąbrowy - C

    wśród przyrody wolińskiej – nadbałtyckiej sosny -D

     

    Jak widzisz nie ma o co się spierać – oto wersja dla Ciebie czyli klasyka.

    Edytowane przez Tomasz Kucina

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    super to lubię dzięki poprzestawiałeś i ok

    a co z częścią refleksyjną

    27 minut temu, Tomasz Kucina napisał:

    Tutaj – ja się oplatam w żłobik koralowy - C

    białe dzwonki potrącił zimoziół północny - D

    i zagląda w me oczy kwiatkiem doborowym - C

     

    A ja czuję się błogo, jestem paziem wiosny - D

    a ma dusza uchodzi w wolińskie dąbrowy - C

    wśród przyrody wolińskiej – nadbałtyckiej sosny -D

    A ja czuję się błogo, jestem paziem wiosny

    to zdanie zmusza do głębokiej refleksji :)))

     

    Pozdrawiam

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 17 minut temu, Jacek_Suchowicz napisał:

    super to lubię dzięki poprzestawiałeś i ok

    a co z częścią refleksyjną

    A ja czuję się błogo, jestem paziem wiosny

    to zdanie zmusza do głębokiej refleksji :)))

     

    Pozdrawiam

    A niby jakiej refleksji oczekujesz od człowieka spoglądającego na krajobraz wyspy? Fiolozofii eleatów, którzy wierzyli w jednorodność materii, że odrzucali istnienie czasu i ruchu, i że co? - miałbym napisać, że ta przyroda, która mnie otacza jest jednym wielkim fraktalem, układem heretycznym i introwertycznym stanem podniecenia? Albo, że to co zobaczyłem na wyspie to Demokrytowski zbiór atomów, który kuruje moje zmysły? Nie przesadzajmy Jacku? To opis tego co podmiot liryczny widzi, i jego refleksja nad tym pięknem, trudno uznać, że symboliczna ucieczka duszy człowieka ku lasom, podświadome przecież - a nie dosłowne oplatanie się człowieka w żłobik koralowy, nie jest refleksją? Jest, i do tego ubraną w metaforę. Przecież to tylko sześć wersów tercyny?, trudno z tego uczynić referat refleksyjny? Ochłońmy ciut ;D

    Edytowane przez Tomasz Kucina

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Dołącz do dyskusji

    Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

    Gość
    Dodaj odpowiedź do utworu...

    ×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

      Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

    ×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

    ×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

    ×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


    • Zarejestruj się. To bardzo proste!

      Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

    • Ostatnio komentowane

    • Ostatnio dodane

    • Ostatnie komentarze

      • Pomysł na tekst nie jest mojego autorstwa.   <> Ciało i ubranie, nieustannie zmniejszało wielkość. Nie bardzo wiedział, o co w tym wszystkim chodzi. Jakby się zapadał w samego siebie. Wszystko wokół zniknęło. Na miejsce tego co było, powstały półprzezroczyste ściany. Oddalały swoją obecność. Od czasu do czasu, zauważał jakieś białe, wirujące fragmenty. Nie zdawał sobie sprawy, jaki mogą mieć rozmiar i co to w ogóle jest. Ściany nadal odpływały, ale trochę wolniej, zapraszając do siebie. Dopiero teraz zaczął odczuwać, że coś go uwiera w plecy. Nadal leżał, gdyż jakiś dziwny lęk, nie pozwalał zobaczyć dokładnie  świata, w którym przebywał. Rozedrgane myśli krążyły na podobieństwo tych białych, niekształtnych okruchów. Umysł nie chciał zaakceptować, takiego stanu rzeczy. Czy rzeczywiście przebywa w tej dziwnej krainie?   Jeszcze jedno odczucie bardzo go przytłaczało: coś w rodzaju klaustrofobii, mimo, że ów świat był ogromny.Widział nad sobą coś w rodzaju nieba, zakrzywionego po ogromnym łuku w dół, ale na tyle małym, żeby dokładnie dostrzec to zjawisko. Nie widział żadnych chmur na prześwitującym tle. Z lekka zamglone, błyszczące i gładkie, sprawiało wrażenie ogromnej dłoni, wiszącej nad nim. Natomiast mógł zauważyć, jakby przez ściany nieba coś przenikało. Jakieś zamazane obrazy, którym towarzyszyły refleksy świetlne. Co jakiś czas, promienie tuliły roziskrzonym blaskiem, te kryształowe malutkie strzępki. Migotały raz po raz, to tu, to tam, szczególnie te większe i bardziej białe.   Nagle poczuł, że świat się poruszył, by po chwili powrócić do całkowitej stagnacji. Może z wyjątkiem tych migotliwych cząstek, które nie ustawały w swoim spowolnionym tańcu. Posłanie na którym leżał, straciło stabilność. Kleiste i wilgotne, zanikało od ciepłoty ciała.    <> Postanowił wstać. Gdy to uczynił, świat wokół niego, wydał się jeszcze dziwniejszym. Gdziekolwiek spojrzał, widział koliste odbicia. Były pokaźnych rozmiarów. Wisiały nad nim, niczym zdeformowane, wydłużone łuki. W tych ogromnych obrazach, rozpoznawał swoją sylwetkę, lecz nie zbyt dokładnie. Wszystko zlewało się w jedno. Zadziwiające było to, że ściany nie były lustrzane, ale dawały podobny efekt. Poza tym nie cała kraina się w nich odbijała. Najbardziej on sam. Na dodatek,  przenikał tu widok zewnętrznego świata.   Nie bardzo wiedział, gdzie jest i po co. Zapomniał nawet swoje człowieczeństwo. Jakby część jego świadomości, wyleciała na zewnątrz, by wirować we wspólnym tańcu, z otaczającą go białością. Niektóre fragmenty, przyklejone do ścian, trwały w bezruchu. Tylko od czasu do czasu, jakaś cząstka spływała po ścianie, pozostawiając znacznych rozmiarów, mokrą smugę. Świat za nią nie był widoczny.   <>  Zaczął podążać przed siebie. Te białe cosia, nazwał w myślach: śniegiem. Jakieś fragmenty j umysłu, działały jak trzeba, w sensie dawnych skojarzeń. Ów świat, nie wchłonął ich jeszcze całkowicie. Pozostały wewnątrz niego, schowane w bezpiecznej enklawie jaźni. Buty grały na podłożu skrzypiącą muzykę. Po jakimś czasie miał wrażenie, że wchodzi na płaską górę. Czuł się bezpiecznie przylepiony do podłoża. Szedł nadal. Wciąż w tym samym kierunku.   W pewnym momencie spojrzał w górę lub dół. Trudno było określić. Poprzez wirujący śnieg, ujrzał wysoko nad lub pod sobą ślad, jaki pozostawiło jego ciało. Znajdował się dokładnie nad lub pod tym miejscem. Nie miał wrażenia, że idzie do góry nogami lub z czegoś zwisa. Zobaczył przed sobą pęknięcie. Przemieszczało się szybko i wysoko nad jego głowę. Miał nadzieję, że wydostanie się przez nie do zewnętrznego świata. Nadzieja prysła jak kryształ lodu. Zasklepiło się momentalnie. Nawet ślad nie pozostał.   <> Nagle stanął jak oniemiały. Zobaczył małą chatkę. Nie dużą, ale ładną. Dlaczego jej nie widział, gdy leżał daleko w dole pod nią. Może akurat w tym miejscu, więcej śniegu wirowało. Z wielkim trudem otworzył drzwi. Były przymarznięte do podłoża. Wszedł do środka. Kolejny widok go zdziwił. A nawet bardzo. Stał w swoim mieszkaniu. A konkretnie w pokoju. Wszystko pokrywał lód i kompletna cisza. Jakby jakaś siła zamroziła nawet dźwięki. Poszedł do kuchni. Doznał prawdziwego szoku. Ujrzał samego siebie, siedzącego przy stole. Dotknął ręki trupa. Odłamała się i z łoskotem spadła na podłogę. Dlaczego? Przecież postać była bardzo zamrożona. Ujrzał ogień w kominku. Chciał ogrzać ręce. Nic z tego. Płomień był zimny, jak zlodowaciałe zwłoki sobowtóra.   <> Wtem poczuł drgania. Ściany skrzypiały, a na zamrożonych szybach pojawiły tańczyły pęknięcia. Musiał uciekać. Opuścić to miejsce. Wyszedł z chatki. Na zewnątrz wszystko wirowało. Wrócił dźwięk. Hałas był przeraźliwy. Dobiegał zewsząd. Ściany śniegu gięły się i wyginały na wszystkie możliwe strony. Już go nic nie trzymało. Nie był przyklejony. Szybował razem z tym zamieszaniem. Oddalał się od chatki. Widział jej rozpad. Lecące fragmenty ścian, na szczęście przelatywały obok.   Stracił kontrolę nad szybowaniem. Jakby ktoś marionetce odciął sznurki i rzucił ją w przepaść. Ujrzał tamto ciało. Siebie. Leciało prosto na niego. W ostatniej chwili zrobił unik. Na ułamek sekundy, widział zamrożone oczy. Patrzyły na niego. A może oskarżały, lub przeciwnie, przebaczyły. Trup obijał się o ściany z głośnym stukotem, spotęgowanym wielokrotnym echem, coraz mniejszy w swoim oddalaniu. Nagle zniknął zupełnie. Jakby został wchłonięty przez ściany.   Różne myśli atakowały umysł. Czyżby kiedyś już tu był? Wszystko się powtarza, tylko rodzaj śmierci jest inny? Cały świat wirował, a on razem z nim. Słyszał głośny szeleszczący szum. To gęsty śnieg, ocierał się o kołyszący ogrom ścian. Świat pod nim mknął do tyłu, a nad nim, do przodu. Rozbłyski światła, wpadającego z zewnątrz, rozszarpywały kryształy białości, w szyderczej harmonii z otoczeniem. Krążyły wszędzie. Migotanie sprawiało im radość, a jemu ból w oczach. Nie było góry ani dołu. Zresztą teraz to nie miało znaczenia. Nie spadał, nie leciał w żadną przepaść, lecz życie wisiało na cienkim – jak włos – soplu lodu.   <>  Uderzył w mokrą ścianę. Odbił się i poleciał do tyłu. Za granicą tego świata, dostrzegł długie szare cienie. Z tego co zdążył zauważyć, było ich pięć. Cztery dłuższe i jedna krótsza. To one ruszały tym światem. Po chwili ujrzał: dwa wielkie zielonkawe koła z czarnym mniejszym w środku. Coś je ciągle odsłaniało i zasłaniało. Kolory nie były intensywne, przysłonięte ściekającą wodą i wirującą białością. Raczej się ich domyślał, z tego co zdołał dostrzec, w tej całej zamieci śnieżnej. Przez zamglone ściany widział dwa rzędy niby prostokątów. Były jedne nad drugim, w nieustannym pionowym ruchu. Nie miał gdzie uciec, by chociaż się ukryć. Musiał tańczyć, swój łabędzi śpiew.   Nic innego nie mógł zrobić. Tylko czekać. Nagle białe iskrzące cząstki, zaczęły łączyć swoje wirowanie. Dolepiały błyskawicznie jedną do drugiej. Uformowały białą bestię, której wyglądu nie potrafił określić. Zresztą zabrakło czasu, na podziwianie widoków. Nie miał co walczyć, skazany z góry na przegraną. Wchłonęła go w swoje ciało. Zimne i pozbawione wszelkich uczuć. W lodowatej bieli, poprzez którą dostrzegał skrawki zewnętrznego świata, wirował w dalszym ciągu, także w pomieszaniu umysłu. Można by rzec, że był tu bezpieczny. Niestety. To tylko pozory. Słyszał dziwne trzaski. Ściany stwora zaczęły dusić jego szaleństwo, jeszcze większym szaleństwem. Zimnym i pozbawionym wszelkich uczuć. Był cały przemoczony, a one coraz bardziej zamrażały oddech.     <><><><><><><><><><>   Ciało i ubranie, nieustannie zmniejszało wielkość. Z lekka przezroczyste ściany, były coraz większe. Nie chciało mu się leżeć. Wstał. Znalazł się w dziwnym świecie. Jakby w ogromnej, półprzezroczystej kuli. Zobaczył na ścianie jakiś podłużny, nieokreślony kształt. Jakby coś od wewnątrz prześwitywało. Dostrzegł ich więcej, wokół siebie. Dużo więcej. Wszędzie. Niektóre były bardzo małe, ze względu na odległość. Nie przenikało przez nie światło. Podszedł do jednego z nich. Było jego wielkości. Rozmazane i szare. Zaczął iść przed siebie. Białe cząstki wirowały wokół niego. Zwiększały swoją obecność. Czepiały się twarzy. Badały obiekt, by wiedzieć, jak pokierować lub zmienić, istotę czasu...      
      • No, Kazi lipy tip top i pot. PIT-y!!! Pili zakon.
      • Ewo i demokrata Kamil u żuli ma katar. Komediowe?
      • jak głęboka może być lewatywa wie niejaki wojak Szwejk co ukradł psa ciekawe tylko czy alternatywa w płukaniu żołądka jakiś sens też ma.
      • zakwitła wisteria na fasadzie domu girlandami liliowych kwiatów zmierzch nad moją głową chwilowo przesunął się w czasie przechodzień patrząc na mnie z przestrachem skwitował cóż to za dziwna osobliwość spoza czarnej dziury słodka trucizna mieni się feerią barw jak wiosna której kontury modnie jest oglądać z domu za okna przybył do nas z zaświatów ekspata i zapytał o drogę panie którędy iść by dotrzeć do vilcabamba doliny długowieczności
    • Najczęściej komentowane

    ×
    ×
    • Dodaj nową pozycję...

    Powiadomienie o plikach cookie

    Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności