Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki
Karina Westfall

to nie miłość

Rekomendowane odpowiedzi

@Karina Westfall Podoba mi się :-)

inne podejście do tematu miłości, od tej drugiej strony, bo to nie zawsze "to". Ważne, żeby w porę się zorientować i nie brnąć na siłę.

 

Kropka na końcu mi trochę nie pasuje. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • @Sylwester_Lasota Dzięki za komentarz. Niestety nie znam, jednak posłuchałam. 

    Fajny kawałek.

    Ja piszę o własnych, dzięki Bogu, przeszłych doświadczeniach przemocy domowej. 

    Nikomu nie życzę tego, co sama przeszłam.

    W pewnym momencie zdajesz sobie sprawę, że zabija Cię Twoja własna litość i naiwność.

     

    Pozdrawiam serdecznie :) 

    Edytowane przez Karina Westfall (wyświetl historię edycji)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    10 godzin temu, Karina Westfall napisał:

    @Sylwester_Lasota Dzięki za komentarz. Niestety nie znam, jednak posłuchałam. 

    Fajny kawałek.

    Ja piszę o własnych, dzięki Bogu, przeszłych doświadczeniach przemocy domowej. 

    Nikomu nie życzę tego, co sama przeszłam.

    W pewnym momencie zdajesz sobie sprawę, że zabija Cię Twoja własna litość i naiwność.

     

    Pozdrawiam serdecznie :) 

    Każdy z nas jest jak pisana księga, czasem bardziej otwarta, czasem bardziej zamknięta... albo jak spakowany plecak, w którym niesiemy nasz bagaż, najczęściej nie do końca zdając sobie sprawę dokąd.

    Miłego wieczoru :)

    Edytowane przez Sylwester_Lasota (wyświetl historię edycji)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    20 minut temu, Lach Pustelnik napisał:

    A jednak to miłość. I taki tytuł nadałbym temu utworowi. "A Jednak To Miłość". Pozdrawiam.

    Wiem o czym pisze Autorka i choć w treści są pewne wtręty sytuacyjne, które nie przekreślają możliwości prawdziwości uczucia, to w ogólnym zarysie tytuł uważam za jak najbardziej właściwy. No cóż, ten kij ma dwa końce, niestety, a z reguły w konkurencji jego przeciągania przegrywa strona bardziej wrażliwa, bardziej kochająca.

    Mnie nieco razi forma tego utworu, ale to już moje takie tam :)

    Edytowane przez Sylwester_Lasota (wyświetl historię edycji)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    44 minuty temu, Karina Westfall napisał:

    @Sylwester_Lasota Mógłbyś proszę wytłumaczyć o co chodzi z tą formą?

    Bardzo chętnie wysłucham a raczej poczytam.

    Pozdrawiam serdecznie.

     

    Okey, ale to jest tylko mój punkt widzenia i nie musisz się z nim zgadzać. Dobrze? :)

    Napisałaś to wierszem białym/wolnym. Nie chcę rozpoczynać dyskusji gdzie zaczyna się wiersz (czasami nawet bardzo niepoetycki), a gdzie proza (czasami nawet bardzo poetycka). Przyjmijmy jednak, że tu mamy ciągle do czynienia  z wierszem, chociaż, moim zdaniem, balansującym na granicy z prozą. To pierwsza uwaga. Druga - jest trochę zbyt wyliczankowo i ta wyliczanka cięgnie się nieco zbyt długo, chociaż rozumiem potrzebę wyrażenia bólu, rozczarowania i zawodu, to  troszeczkę zaczyna w czytaniu robić się monotonne. I trzecia sprawa, nie mam nic przeciwko białym wierszom, ale oczekuje od nich jakichś wibracji, użycia wyrafinowanych środków wyrazu, zaskakujących zwrotów czy przerzutni. Kilka metafor i porównań nie czyni, niestety, jeszcze wiersza, moim zdaniem.

    Po przeczytaniu Twoich pozostałych publikacji, wiem, że potrafisz pisać bardzo dobrze, tutaj, pomimo odczuwalnej szczerości bijącej z tekstu, technicznie, wyszło raczej średnio, powiedziałbym.

    Sorry za marudzenie, ale na Twoją własną prośbę ;)

     

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • @Sylwester_Lasota Dziękuję za pomoc i szczerą opinię. 

    Tak się zastanawiałam, czy idę w dobrą stronę, czy też nie. 

    Gdzieś tam po drodze pojawił się krytyczny komentarz zarzucający mi infantylność i chyba za bardzo się nimi przejęłam.

    Jak to początkujący :) 

    Pozdrawiam serdecznie. 

     

    Edytowane przez Karina Westfall (wyświetl historię edycji)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    6 minut temu, Karina Westfall napisał:

    @Sylwester_Lasota Dziękuję za pomoc i szczerą opinię. 

    Tak się zastanawiałam, czy idę w dobrą stronę, czy też nie. 

    Gdzieś tam po drodze pojawił się krytyczny komentarz zarzucający mi infantylność i chyba za bardzo się nimi przejęłam.

    Jak to początkujący :) 

    Pozdrawiam serdecznie. 

     

    Po tym co czytałem, to w tę "początkującość" za bardzo nie wierzę :))))

    A poza tym... słuchajmy dobrych rad, ale róbmy swoje ;)

    Dobrej nocy :)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    @Sylwester_Lasota

     

    Raczej nie. 

     

    P. S. 

     

    Jeśli o sobie, to taka wola peela i autorki. 

    Współczuję serdecznie tak zagmatwanego życia. 

     

    Z tym, że miłość nie szkaluje,

    i w życiu pozagrobowym + nawet świeczkę zapali. 

    Umarł - więc oczyszczony. 

    Sza. 

    A jeśli ktoś rozwodzi się z jedną miłością, rządzi drugą i urabia trzecią, bo już upatrzył sobie kolejną szansę? 

    A na koniec dowie się od lekarza, że rządzi nim prostata? 

    Uważam, że ten utwór na biurko do psychologa, albo na Warsztat. 

     

    Edytowane przez _Marianna_ (wyświetl historię edycji)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    To prawda, że to nie miłość bije po twarzy. 

    Niemniej miłość nie jest racjonalna. To zbyt łatwe powiedzieć, że jej nigdy nie było.

    Drugie - bardzo częstym moim zdaniem błędem jest podejmowanie prób wymazywania czegoś z pamięci, zaprzeczanie - to jest tak naprawdę gwałt, który robimy na swojej psychice.

    Tzn. także zaprzeczanie chwilom, które jednak przynosiły coś pozytywnego - często rozwodzący się chcą lekką ręką przekreślić ileś tam lat wspólnego życia, a więc i własnego życia, tak nie można.

    7 godzin temu, Karina Westfall napisał:

    dobrze wiesz
    że to nigdy
    nie była żadna miłość

    To tak jakby powiedzieć: nigdy nie kochałaś, tylko wydawało ci się. Przecież to czysta paranoja.

     

    Tak ja to widzę przez pryzmat własnych doświadczeń i obserwacji. Pozdrawiam :-)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    9 godzin temu, Karina Westfall napisał:

    Jak to początkujący :) 

     

    Pisanie wierszy w internecie jest rodzajem uzależnienia. Mi tego nikt nie powiedział, wszyscy gratulowali.

    Wydaje mi się, że haiku jest bezpieczniejszą formą, dlatego ja np. w pewnym momencie zaczęłam próbować pisać haiku, widziałam, że też próbujesz.

    ...

    Życzę wszystkiego dobrego.

     

     

     

    Edytowane przez łucja z chebu
    zbyt obszernie (wyświetl historię edycji)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • @łucja z chebu bardzo Ci dziękuję :)

     

    Nie czuję się słabsza podpisując się pod swoimi tekstami. Myślę, że to wymaga sporo odwagi. Nad unoszeniem ciężaru krytyki pracuję :)

    Od parunastu lat mieszkam na emigracji.

    Tutaj otwarcie rozmawia się na takie tematy.

    To są wydarzenia sprzed 10- 20 lat, więc to nie jest już nic świeżego. 

     

    Dzisiaj mam zupełnie inne życie i jestem szczęśliwą kobietą. Zawsze potrafiłam kochać, ale przemoc to nie miłość. Na początku może się wydawać, to żadna paranoja.

     

    To nie jest także przekreślanie wspólnego życia. Przemoc to nie jest "wspólne życie".

    To wprowadzanie traumy wielopokoleniowej w geny dzieci, to niszczenie życia nie tylko sobie, ale i swoim dzieciom. Największy problem w tym, że tego nie da się zapomnieć, czy zepchnąć gdzieś w głąb psychiki. Co przynosi ulgę, to rozmowa i otwarte poruszanie tematu, na przestrogę innym. Prawie każdy z nas ma w swoim otoczeniu kogoś, kto się znajduje w takiej sytuacji. Zastanawiasz się, dlaczego? Albo jesteś dzieckiem z takiego związku. Połowę życia spędzisz nie wiedząc, kim tak naprawdę jesteś, często powielając błędy rodziców, nie wiedząc dlaczego tak się dzieje.

     

    Jeśli chociaż jedna osoba (mężczyzna lub kobieta), która jest w takim związku lub zaczyna dopiero życie i spotyka na swojej drodze kogoś takiego, przeczyta ten tekst i zmusi ją to do przemyśleń, to takie pisanie i publikacja miała dla mnie sens.

     

    A haiku bardzo lubię i Twoje, i swoje.

    Od dziecka uwielbiam obserwować naturę i wyobrażać sobie jak to by było być, na przykład, ślimakiem :))

    Gaduła jestem i ciężko się zmieścić w 5-7-5, więc traktuję haiku jako wyzwanie.

     

     

    Pozdrawiam serdecznie i życzę Ci dobrej nocy :) 

     

     

    Edytowane przez Karina Westfall (wyświetl historię edycji)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    Gość

    @Karina Westfall dałbym tam straszy zamiast zastrasza 

                                    i na koniec czytam to tak 

     

    dobrze wiesz
    że to nigdy
    nie była miłość

    od samego początku

     

     

                                   a tak po za tym spokojnie dobrnęłem do końca

     

    pzdr

     

     

     

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Dołącz do dyskusji

    Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

    Gość
    Dodaj odpowiedź do utworu...

    ×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

      Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

    ×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

    ×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

    ×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


    • Ostatnio w Warsztacie

      • Jak mogłam.  Czekała daremnie na radość w moich oczach. 
        Szklane oczy bardzo drogiej lali patrzyły  z niechęcią ze szpitalnej półki. 
        Jak mogłam wymienić ją na  tanie plastikowe kare koniki ciągnące malutką karete??
        Wypisali Cię laleczko razem z zielonooką dziewczynką wielce zadowoloną z wymiany. 
        Przepraszam. Twoje niewidzące oczy zasnute mgłą alzheimerowskiej niepamięci patrzą na
        z zaświatów z takim wyrzutem. Przebacz mi mamo.   

         

        Zegar w przedpokoju wybił trzecią . 
         -  może jeszcze zasnę, pomyślałam rozcierając skronie.

         

        Zimny wiatr podrywający z 
        leśnej ścieżki tumany kurzu z kawałkami liści. 
        Pora wracać. Przesiąknięty pokarmem biustonosz domaga się wymiany. 
        Otrzepałam ze spodni sosnowe igiełki,  kilka przypadkowych mrówek, podążyłam w stronę domu.
        Niemowlę słodko spało  nieświadome dramatu, który rozegrał  się nad nim 
        niespełna godzine wcześniej. Mężczyzna  
        nie podniósł wzroku znad szachownicy, grał sam ze sobą, obserwując  uważnie zbliżający się  szach mat.
        Opanowany, spokojny. 
        Odwróciłam głowę i spojrzałam na syna. Z mlaśnięciem przyssał się do nabrzmiałej piersi ssąc łapczywie
        życiodajne  mleko...


         
        Zegar wybił czwartą. Przytulam sie do poduszki.  

        Zasypiam.

         

        Szczupły zaniedbany czterdziestoloatek pochyla się nade mną. Chodź malutka 
        ze mną, duża już jesteś, w starszakach, zobacz dam Ci te słodkie cukierki z dużej szarej torby, tylko 
        zejdź ze mną do piwnicy. Pochyla się nade mną w piwnicznej komórce, miękki      
        spocony penis przytula się do moich ud,  nudno,  ale wytrzymam, wkrótce   
        popatrzy na mnie zadowolony i poprawiejąc spodnie powtórzy jak zawsze 
        - Pamiętaj, to nasza tajemnica moja mała. Zdobędę dla Ciebie więcej takich smacznych cukierków, 
        ale nie mów mamie... 


        Piąta. 

         

        Ciemny zimowy wieczór, po co ja z Nim rozmawiam? Uśmiecha  się szeroko, 
        pokaże Ci coś, chodź ze mną. Moje trzynastoletnie jestestwo słucha uważnie, a On nawija ciekawie
        o zagranicznych wojażach, 
        idziemy słabo oświetlona ulicą, skąd ten paraliż, nic nie odpowiadam
        oniesmielona daję się prowadzić, po drodze grzecznie mówie dzień drobnemu pijaczkowi, dobremu znajomemu Ojca. 
        Matka mówi na niego czerwony nosek, nie lubi go,a Ojciec lubi czasem z nim wypić.   
        Ciemna brama,   mała jesteś jeszcze dziewicą? Jego kciuk penetrujący w poszukiwaniu oporu, 
        wreszcie moje cichutkie wołanie o pomoc, żałosne, niezauważalne. Nagle zrywa się i ucieka... Nic się nie stało, raptem 
        parę kropli krwi na majteczkach w żółte grochy. Nic nikomu nie powiem, to moja wina, po co z popaprańcem gadałam? 
         

        Szósta. Robi się chłodno, naciągam kołdrę. 

         

        Odgonić te wspomnienia, po co mi one. 
        Żyję przecież jak Bóg przykazał, ogarniam życiowy wiatr w oczy, prostuje  ścieżki swoje i bliskich, 
        borykam  się z codziennością. 
        Troje wspaniałych dzieci, zazdrość w oczach koleżanek, takie dobre małżeństwo.   
        Życzliwy uśmiech proboszcza. 

        Tylko ten do znudzenia powtarzany schemat. 


        Nie radzi sobie ze swoim nadmiernym  seksualnym napięciem. 
        Zobacz, zrobimy to tak. Wskazuje palcem zdjęcie w porno pisemku.  
        Nie odmawiam,  ale i tak  nie uniknę irytacji - 
        jak mogę nie chcieć, nie pragnąć, czemu się nie otwieram?

         

        Napięcie stale  narasta aż po nieuchronne krótkie, 
        niespecjalnie głośne burze. 
        Kilka małych siniaków, drobiazg przecież. Potem jego spokojny sen i moja bezsenna noc. 
        Nic się nie zdarzyło, rano ciche powtórzone  kilka razy pytanie 
        - zjesz Kochanie, przygotowałem kanapki, może zrobić Ci  jajecznicę? 


         
        Przechodząc do łazienki patrze w  lustro na  twarz pogodnej, 
        zadbanej  pięćdziesięciolatki z niewielką nadwagą. 
        Pora wstawać, zrobię herbatę i wyjdę z przeciagającą się 
        radośnie na mój widok suczką. 
        Jej zakochane we mnie oczy, merdający ogon, słoneczny  poranek. 
        Wystarczy. Nic więcej mi nie trzeba.  


             

         
         

    • Najpopularniejsze w ostatnich 7 dniach

    ×
    ×
    • Dodaj nową pozycję...

    Powiadomienie o plikach cookie

    Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności