Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki
Lach Pustelnik

Elegia o Chłopcu Niezłomnym Cz 5

Rekomendowane odpowiedzi

Narrator:

 

- Po mszy świętej, w pięknej sali,

Wszyscy goście się zebrali

Księża, burmistrz, urzędnicy

Dwóch strażaków, trzej leśnicy

Oraz chłopcy, ministranci

Do ołtarzy aplikanci.

 

W szczycie stołu ustawiono

I kwiatami obstawiono

Tron przecudny,  pozłacany

Z kunsztem wielkim wykonany

Cudnie w świetle lśnią diamenty

W kolorowe ornamenty

Ręcznie w drewnie wystrugane

Z kunsztem wielkim powstawiane.

 

Na nim Gościa posadzono

A po bokach ustawiono

Młodych ślicznych ministrantów

Do ołtarza aplikantów.

 

Lecz, co dziwne się zdawało,

Jedno krzesło puste stało

Tuż przy tronie ustawione

Patrzą nań oczy zdziwione.

 

Prędko rzecz się wyjaśniła

Gdy siostra przyprowadziła

Chłopca. Geodety Syna,

Odtąd dramat się zaczyna.

 

Ale, najpierw powitanie,

Przemówienia, podchlebianie

Mówcy z siebie wychodzili

By Gościowi się przymilić.

 

Figlarz:

 

- Przy tronie Prezydent stoi

Rozgląda się, miny stroi

Widać z lica szlachetnego

Nie obce mu coś takiego.

 

Przemowa Prezydenta:

 

Zwraca się do siedzącego w tronie Biskupa:

 

- Eminencjo Ekscelencjo

Mędrcu Światły, sługo Boży

Mój lud się przed Tobą korzy!

Za wyjątkiem wszystkich zdrajców

Tych Kodziarzy. Tych padalców

Co biegają do Brukseli

Jakby nigdy nie wiedzieli

Że to jest jak srać w swe gniazdo!

Niechby wszystko im przepadło!

Oni są sortu drugiego!

Co ja mówię! Nie drugiego

Ale raczej już czwartego

Lub piątego. Lub szóstego!

Ba! Im sortu nijakiego

Liczba jest nieprzydzielona!

Tak też twierdzi moja żona!

 

Czy  po polsku, czy niemiecku

Przy mnie, starym, czy przy dziecku

Zawsze twierdzi to, odważnie

Godnie, śmiało i poważnie!

 

No i tańczy. No i czyta!

Ona bardzo jest obyta

Świetne szkoły ukończyła

I w szkole średniej uczyła!

To na tajnych tam zebraniach

 Uczył nas hostii łapania

Mąż, co w tronie tutaj siedzi

I jest bogiem dla gawiedzi!

 

(nachylając się, zwraca się do biskupa)

 

Póki mogę jeszcze gadać

- zaraz pójdę się spowiadać –

To chcę dodać Eminencjo

Wasza święta Ekscelencjo

Kilka słów o mojej żonie

Bo w niej miłość dla Was płonie

Bez niej byłbym nikim przecie

Dobrze wszyscy o tym wiecie!

Przy tym, liczy się we świecie!

W każdej gminie i powiecie!

Ją za wielką damę mają

I pomniki stawiać mają!

A wśród pierwszych dam na świecie

Ona prymat wiedzie przecie!

Ona tańczy na ulicy

Tam gdzie nasi przeciwnicy

Hasła podłe pokazują

I haniebnie pokrzykują!

Piękne odstawiła tany!

Dumny mój lud z Pierwszej Damy!

Poskromiła zadymiarzy

Z KODu! I alimenciarzy!

Wdzięcznie się z nich naśmiewając

Drwiąc radośnie i skakając!

Ona moim wsparciem jest, jak Zocha!

Za to Suweren ją kocha!

Tak jak kocham ja Ruchadło

Co mi w lesie gdzieś przepadło!

Lecz nadzieja jest  w jesieni!

Wszystko się na lepsze zmieni!

 

Biskup mruczy pod nosem:

 

- Jest nadzieja? Czy obawa???

Na kpinę mi to zakrawa!

Bo już ludzi gada kupa

Żeś nie duda jest, lecz….. (tak cicho, że nie słychać)

 

Prezydent, jakby nie dosłyszał:

- Dla mnie żadna to pociecha…

Wódz się do mnie nie uśmiecha!

A ja przecież nic nie psuję!

Co on każe, podpisuję!

Może biskup by w tej sprawie….?

 

Biskup, krótko ucina:

- Ja w tej sprawie się nie wstawię!

Prezydent:

- Czemu, czemu mężu święty?

Biskup:

- Boś zanadto jest nadęty!

I co nienależne tobie

Przypisujesz swej osobie!

 

Prezydent, rozpacza i rwie sobie włosy:

 

Czemu, czemu ojcze drogi

Jesteś dla mnie taki srogi?

Coś takiego, coś takiego

Nie rozumiem ja nic z tego!

Wszak przy Trumpie to ja stałem

Gdy on siedział, ja cierpiałem!

Ale dumnie. Z czołem nisko

Pochylonym! Bo panisko

Kazało mi coś podpisać

Podpisałem. Chociaż czytać

Nie potrafię po angielsku.

Tłumacz zaś po izraelsku

Tylko mi do ucha gadał

Jakby z czegoś się spowiadał! 

Ja to wszystko tam czyniłem

Dla dobra Ojczyzny miłej!

 

Potem, ani w tefałenie

Ani nigdzie na antenie

Tego nie pokazywali!

Jak mi stołek podsuwali!

Z drewna. Nie pomalowany

Jeszcze nieoheblowany

Drzazgi z niego wystawały

W dudy gościom się wbijały!

Zwłaszcza jedna, wielka była

I ta drzazga, rzecz niemiła

W dudę mi się mocno wbiła!

 

Dla Ojczyzny ja cierpiałem

Której kiedyś przysięgałem

Na niedobrą konstytucję

Co ja mówię! Prostytucję!

 

                               Figlarz, wskazując palcem na Biskupa:

 

Biskup wolno z tronu wstaje

Lecz mu ręki nie podaje  

Widać, że się czemuś wzbrania

Dać swą dłoń do pocałowania 

W tym nam Wodza przypomina,

I ta sama kwaśna mina!  

Chyba trochę zniesmaczony

Może te korne pokłony

Nie były zanadto niskie…?

Lecz Prezydent błyskawicznie

Schyla się, dłoń świętą chwyta

Tak jak niegdyś hostię schwytał                  

I ratował przed zhańbieniem

Za co zyskał uwielbienie

Wieczne w oczach suwerena!

Teraz jednak inna scena

Będzie mu zapamiętana

Bo już klęczy na kolanach!!

                Usta do dłoni przywiera,

(Biskup się już nie opiera)

                I  dłoń pulchną już całuje!

Ślini ją i pokazuje

Aby poszło w świat przesłanie

Jak jest wielkie w nim oddanie

Wiernego. I Prezydenta!

Niechaj każdy to pamięta!

Dla Biskupa, dla kościoła,

Dzięki! Dzięki ! - głośno woła.

 

Prezydent woła:

 

- Dzięki jego Eminencji

Jego Świętej Ekscelencji

Dzięki, że nas nawiedziłeś!

Że mszę świętą odprawiłeś!

Dzięki Mężu Światły, Prawy

Teraz możem bez obawy

Pokazać wrażej Brukseli

Że nic tu nas nie podzieli!

I że całe plemię Polan

Dzięki mnie powstało z kolan!

Ja komunę pognębiłem!

Ja od dziecka z nią walczyłem!

 

 

Figlarz:

 

- Tu się zmarszczył biskup trochę

Widać, rzec coś miał ochotę,

Ale pierw do swego brzucha

Przygarnął go, jak malucha,

Tuląc do swego podbrzusza

Tak po cichu mu wyłuszcza:

 

Biskup:

 

- Radzę się ci opamiętać!

Lepiej tego nie pamiętać!

I już więcej nie powtarzać

Bo to jak Wodza obrażać!

A on, kiedy obrażony

Lubi zagrać z podłej strony

Fochy stroi, bo uważa

Że tak twierdząc go obrażasz!

 

Narrator:

- Nasz Prezydent zna głupotę

Wie, że strzelił sobie w stopę

Głową kiwa, przytakuje

I żarliwie obejmuje

Grubą kibić Wielebnego

Tuli się mocno do niego

I trzęsąc  się jak osika

głosem cienkim tak pomyka:

 

Prezydent:

 

- Nie wiem, jak do tego doszło

Chyba wszystko mnie przerosło!

To są jakieś zniekształcenia

I błędne przeinaczenia

Bo jak mogłem takie głupie

rzeczy gadać w takiej grupie?!

Jasne, nieraz się zdarzało

Rzec mi coś, co źle zabrzmiało

Że palnąłem coś od rzeczy

Ale  przecie nie zaprzeczy

Nawet kodziarz sortu złego

Że ja lepiej od każdego

Podpisuję co mi każą

Nawet gdy w nocy przyłażą

Zawszem jest do dyspozycji

Choć totalnej opozycji

Nie chcę słuchać, nie przyjmuję

Bo to dla mnie zwykłe….uje!

Rozpacza:

Czemu on mnie tak nie lubi?

A zaś innych tak hołubi?

Nic nie czytam, nic nie psuję

Tylko siedzę, podpisuję

Rano, we dnie, wieczór, w nocy

Zawsze jestem ku pomocy

Kiedy tylko Wódz nakaże

Podpis złożyć mi rozkaże

Ja nigdy nie protestuję

Jak nakaże – podpisuję!

 

Narrator:

- Goście jedzą, popijają,

Klaszcząc głowami kiwają,

Przemówienie się podoba,

Wszak Prezydent to ozdoba

Jest formatu najwyższego,

Śród grona zgromadzonego.

 

Figlarz:

- W pewnej chwili – to ta chwila –

Biskup trochę się wychyla

Niby sięga po swe danie

Lecz dłoń jego na kolanie

Chłopca ostrożnie ląduje

I wnet wyżej się kieruje.

 

Chłopiec spięty, oniemiały

Zrywa się jak oszalały

Krzesło w tył z furkotem leci

Tam, gdzie stoją katecheci.

 

Mieli chłopca nadzorować

By spokojnie się zachował,

Gdyby coś się wydarzyło

Lecz ich trochę rozproszyło

Piękne, długie przemówienie,

I to nagłe poruszenie

Stało się - kiedy klaskali

I mówcy wiwatowali!

 

Tak więc Chłopiec dał drapaka!

 

Narrator:

 

- Za nim rusza cała paka!

 

 

 

 

 

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
28 minut temu, Lach Pustelnik napisał:

Figlarz:

- W pewnej chwili – to ta chwila –

Biskup trochę się wychyla

Niby sięga po swe danie

Lecz dłoń jego na kolanie

Chłopca ostrożnie ląduje

I wnet wyżej się kieruje.

 

Chłopiec spięty, oniemiały

Zrywa się jak oszalały

Krzesło w tył z furkotem leci

Tam, gdzie stoją katecheci.

 

Mieli chłopca nadzorować

By spokojnie się zachował,

Gdyby coś się wydarzyło

Lecz ich trochę rozproszyło

Piękne, długie przemówienie,

I to nagłe poruszenie

Stało się - kiedy klaskali

I mówcy wiwatowali!

 

Tak więc Chłopiec dał drapaka!

 

Narrator:

 

- Za nim rusza cała paka!

 

Cały utwór czytałem z zaciekawieniem, zaś cytowany fragment darzę szczególną sympatią ze względu na jego humorystyczny charakter (to zasługa Figlarza musi być! ;^) ) oraz za to że kojarzy mi się z pewnym wydarzeniem z mojego życia. 5/5 bravissimo!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do utworu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności