Skocz do zawarto艣ci
Polski Portal Literacki
Dekaos Dondi

Frywolne 馃搻Przybory 馃枈Szkolne

Rekomendowane odpowiedzi

co robi膮, gdy zostaj膮 same

oraz jakie podmioty

bior膮 z nich przyk艂ad

聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽聽 馃搻馃枊聽聽聽

pani cyrkiel ju偶 rozwar艂a

swoje l艣ni膮ce g艂adkie boki

a偶 si臋 cena gdzie艣 przedar艂a

gdy p臋dzelek wetkn膮艂 loki

wieczne pi贸ro wytrysn臋艂o

atramentem na o艂贸wka

wnet b艂臋kitem pop艂yn臋艂o

przemoczona ca艂a g艂贸wka

dziurka sama jest w linijce

o艂贸weczek pnie si臋 w g贸r臋

jego koniec jest w owijce

smyrn膮艂 偶wawo zatka艂 dziur臋

le偶y z boku temper贸wka

co si臋 z inn膮 wda艂a w sprzeczk臋

oddaj zaraz mi o艂贸wka

niech za艂o偶y wnet gumeczk臋

pan ka艂amarz jest p臋katy

i tak jako艣 mu si臋 nie chce

ja to tylko tak na raty

mym nadrukiem ci臋 po艂echc臋

stary zeszyt ledwo zipie

bo owijka na nim siedzi

zawiedziony pi贸rnik 艂ypie

dzi艣 go cyrkiel nie odwiedzi

gumka le偶y nie spe艂niona

niech mnie rysik dziabnie w szyj臋

a pan spinacz skok wykona

w m膮 spr臋偶ysto艣膰 niech si臋 wbije

ju偶 o艂贸wek rysik 艣ciska

popatruj膮c na ekierk臋

na tr贸jk膮cik patrzy z bliska

no zacznijmy wst臋pn膮 gierk臋

pan tornister pobudliwy

swoim zamkiem kartk臋 kusi

pobudzony niecierpliwy

kiedy wreszcie j膮 przydusi

聽 聽聽聽聽聽聽聽聽聽聽聽聽聽聽 馃搻馃枊聽聽聽

cyrkiel gumka i linijka

pi贸rnik spinacz i stal贸wka

pan tornister i owijka

i o艂贸wka mokra g艂贸wka

wszyscy razem tu wiruj膮

szyba p臋ka od ha艂asu

one ch臋ci nie marnuj膮

umawiaj膮 si臋 zawczasu

聽聽聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 馃搻馃枊聽聽聽聽聽聽聽聽聽聽聽聽聽聽聽聽

bior膮c przyk艂ad z tych igraszek

zegar 艣cienny bimba ostro

a偶 wyskoczy艂 z dziurki ptaszek

do przybor贸w leci prosto

przy 艂贸偶eczku na stoliku

lampka stoi z 偶贸艂tym paskiem

chod藕 ty do mnie m贸j budziku

i go kusi swoim blaskiem

偶al jest tylko mikrofali

nie chce sama zosta膰 biedna

ju偶 si臋 grzejnik do niej pali

b臋dzie jemu wnet potrzebna

a za oknem wietrzyk s艂ucha

widz膮c 艣liczn膮 chor膮giewk臋

gdy pozwoli j膮 podmucha

jej trzepotu s艂ysz膮c 艣piewk臋

pi贸rnik patrzy sw膮 d艂ugo艣ci膮

na stal贸wk臋 co tam cz艂apie

my艣li sobie on z lubo艣ci膮

atramentem mnie ochlapie

聽聽聽聽聽聽聽聽聽聽聽聽聽聽聽聽 馃搻馃枊

tak przybory szkolne maj膮

kiedy le偶膮 na biureczku

偶e gdy same tu zostaj膮

to figluj膮 po troszeczku

Udost臋pnij t臋 odpowied藕


Odno艣nik do odpowiedzi
Udost臋pnij na innych stronach

Witaj - u艣miecham si臋 i to szczerze聽 - fajny pomys艂 - lekki w czytaniu.

Wiersz聽 udany jak nic..

Plusik za wytrwa艂o艣膰 w pisaniu.

聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 Pozd.

Udost臋pnij t臋 odpowied藕


Odno艣nik do odpowiedzi
Udost臋pnij na innych stronach

Do艂膮cz do dyskusji

Mo偶esz doda膰 zawarto艣膰 ju偶 teraz a zarejestrowa膰 si臋 p贸藕niej. Je艣li posiadasz ju偶 konto, zaloguj si臋 aby doda膰 zawarto艣膰 za jego pomoc膮.

Go艣膰
Dodaj odpowied藕 do utworu...

×   Wklejono zawarto艣膰 z formatowaniem.   Usu艅 formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odno艣nik zosta艂 automatycznie osadzony.   Przywr贸膰 wy艣wietlanie jako odno艣nik

×   Przywr贸cono poprzedni膮 zawarto艣膰.   Wyczy艣膰 edytor

×   Nie mo偶esz bezpo艣rednio wklei膰 grafiki. Dodaj lub za艂膮cz grafiki z adresu URL.


  • Ostatnio w Warsztacie

    • ELEGIA O DZIEWCE NIETKNI臉TEJ

      Akt II.

      Prezentacja:

      image.png.0abc325a64c37e3caf52739d7eefd6f0.png

      Sta艅czyk:

      - Staj膮 rz臋dem zakonnice

      艢liczne usta, krase lice

      Przemowa Przeory:

      - Zaraz ON si臋 tutaj zjawi!

      Ka偶dej z Was pob艂ogos艂awi

      Osobi艣cie! On na艂o偶y

      R臋ce na was! On po艂o偶y

      Swoje 艣wi臋te, boskie d艂onie

      Na te g艂adkie, cudne skronie

      Gdy przed Krzy偶em ukl臋kniecie

      I przysi臋g臋 wypowiecie.

      Wiem, 偶e ka偶da z was gotowa

      Jest powt贸rzy膰 wszystkie s艂owa

      Kt贸re, szczerze wyg艂oszone

      W 偶ycie, w czyny wprowadzone,

      Otworz膮 wrota przed wami

      Za kt贸rymi, z anio艂ami

      Po艣r贸d barwnych 艂膮k niebia艅skich

      Dost膮picie do st贸p Pa艅skich!

      Znajdziecie si臋 w Domu Pana!

      Ka偶da czysta! Nieskalana!

      Przekroczycie z艂ote progi

      Zostawiaj膮c ten 艣wiat wrogi

      Kt贸ry 偶adnej z Was nie zbrudzi艂

      Dla grzesznik贸w! Grzesznych ludzi!

      Przechadza si臋 przed stoj膮cymi w rz臋dzie mniszkami, kt贸re ulegle pochylaj膮 si臋 przed ni膮:

      - M膮k czy艣cowych unikniecie

      Bo艣cie s膮 jak polne kwiecie

      Czyste, niczym nie ska偶one

      Panu Bogu po艣lubione

      I m膮偶 偶aden nie dotyka艂

      Waszych skarb贸w. Ni nie widzia艂!

      Za to spotka Was nagroda!

      Jakiej 偶adna ludzka g艂owa

      Nigdy by nie wymy艣li艂a

      Cho膰by nawet si臋 sili艂a

      Przez kosmiczne wieki ca艂e!

      Gdy偶 to, co jest doskona艂e

      Panu tylko przynale偶y

      I od Niego te偶 zale偶y

      Komu przyzna t臋 nagrod臋!

      Kto uzyska Jego zgod臋

      By w niebia艅skie, cudne bramy

      Na wieczno艣膰 by艂 wpuszczany!

      Milknie na chwil臋, czeka a偶 dziewki pojm膮 znaczenie jej s艂贸w. Po czym kontynuuje z naciskiem:

      - A do tego, tu, typuje

      Jego S艂uga! A kieruje

      I prowadzi Go Duch 艢wi臋ty!

      Ten sam, w kt贸rym Syn pocz臋ty

      Zosta艂 z Najczystszej Panienki

      By nas od wszelkiej udr臋ki

      Uwolni膰 na wieczno艣膰 ca艂膮!

      Zatem do roboty! 艢mia艂o!

      I pos艂usznie w tym zaszczycie

      Co wam ka偶e, to spe艂nicie!

      Naraz co艣 si臋 dzieje z dziewcz臋tami. Jedna zaczyna chichota膰, potem druga, zaczynaj膮 trz膮艣膰 si臋 ze 艣miechu zas艂aniaj膮c szczelnie usta d艂o艅mi, wida膰, 偶e drwi膮 ze s艂贸w Matki. Ta wpada we w艣ciek艂o艣膰.

      Sta艅czyk podchodzi do Przeory, wskazuje na ni膮 r臋k膮 i t艂umaczy:

      Sta艅czyk:

      - Czy Mateczka ju偶 poj臋艂a

      呕e z przemow膮 t膮 przegi臋艂a?

      呕e dziewcz臋ta durne nie s膮

      Na jej brednie nie polec膮?

      Patrzcie! Teraz si臋 wydziera!

      I w swych s艂owach nie przebiera:

      Matka Prze艂o偶ona, ca艂a czerwona ze z艂o艣ci, staje przed dziewcz臋tami wygra偶aj膮c im palcem:

      - Co wy tutaj, kurwy macie,

      Sobie dzi艣 wyobra偶acie?

      Jak si臋, kt贸rej nie podoba,

      Won do domu! Wolna droga!

      Ale czeka was od Boga

      Wielka kara, czy nie wiecie?!

      W piekle sma偶y膰 si臋 b臋dziecie!

      Tam was szatan, s艂uga Bo偶y,

      W 艂o偶u madejowym z艂o偶y

      I ognisty ogon wci艣nie

      W wasze krocza, a偶 wypry艣nie

      Krew z was ca艂a. Lecz nie liczcie

      呕e sw贸j 偶ywot tak sko艅czycie!

      Bowiem dusze b臋d膮 偶y艂y

      I przez wieczno艣膰 si臋 m臋czy艂y

      W kot艂ach, nape艂nionych smo艂膮,

      Pod kt贸rymi diabli smol膮!

      Milknie na chwil臋, wpatruje si臋 w dziewcz臋ta z nag艂ym zdziwieniem i kontynuuje:

      - Czy wy, kurwy, uwa偶acie,

      呕e darmo to wszystko macie?

      呕e wasze wieczne zbawienie

      Z grzech贸w wszystkich wybawienie,

      Bez zap艂aty tak przychodzi??

      Wy! Musicie wynagrodzi膰!

      W jaki艣 spos贸b swego pana

      Kt贸remu ta 艂aska dana

      Jest od Boga, by rozgrzesza膰

      I tak diab艂u szyki miesza膰!

      Bowiem dusze rozgrzeszone

      Dla艅 na zawsze s膮 stracone!

      Ociera pot z czo艂a, uspakaja si臋

      - A co macie wy do dania?

      Pr贸cz swych cipek do ruchania?

      Wasze cia艂a, 艣liczne, zdrowe

      Maj膮 zawsze by膰 gotowe

      Gdy przyjedzie s艂uga Pana

      I zapragnie poruchania!

      Ju偶 ca艂kiem spokojnie, m贸wi dalej, z naciskiem

      -Bogu 偶e艣cie 艣lubowa艂y

      呕e pokornie wype艂nia艂y

      Ka偶de z g贸ry polecenie

      Tu b臋dziecie. Na zlecenie

      Czy biskupa eminencji

      Kardyna艂a ekscelencji

      Macie zawsze by膰 gotowe

      W razie czego nawet g艂ow臋

      Sw膮 po艣wi臋ci膰 dla Ko艣cio艂a

      Gdy g艂os Jego was zawo艂a.

      Zatem kt贸ra? Ja nie widz臋!

      艢wietnie! Ju偶 si臋 was nie wstydz臋!

      Dziewcz膮t swych b艂ogos艂awionych

      Panu Bogu za艣lubionych!

      Zatem dzi艣 si臋 nale偶ycie

      Przygotujcie. K膮piel d艂uga!

      Jednej niech pomaga druga.

      I dok艂adnie! Zw艂aszcza krocze!

      No i macie by膰 urocze!

      U艣miechni臋te, wniebowzi臋te!

      A te, kt贸re s膮 nietkni臋te

      Do spowiedzi si臋 zg艂aszaj膮

      I 偶e czyste s膮 - nie taj膮!

      Niech si臋 dowie Ekscelencja

      Jego 艣wi臋ta Eminencja

      呕e艣cie wszystkie nowicjuszki

      呕e nigdy w 艂贸偶ku poduszki

      Z 偶adnym ch艂opem nie dzieli艂a

      Ani nigdzie si臋 nie gzi艂a!

      Ju偶 u艣miechni臋ta, dorzuca rado艣nie:

      - A co wi臋cej, to na koniec,

      Niech to b臋dzie wam wiadome:

      Biskup ziele dzi艣 przywiezie!

      Poczujecie si臋 jak w niebie!

      Zakonnice

      - Ziele! Ziele! - kt贸ra艣 wo艂a.

      - Ty艣 najlepsza jest Przeora!

      Przeora:

      - I perfumy dostaniecie

      Najlepsze co s膮 na 艣wiecie

      Wypachnijcie si臋 wi臋c ca艂e

      Szyj臋, piersi i te ma艂e

      Wasze cipuszeczki 艣liczne

      Czyste, ciasne i przepyszne!

      No a teraz - gro藕nie wo艂a -

      Dalej, id藕cie do ko艣cio艂a,

      Tam Panu podzi臋kujecie

      呕e艣cie s膮 jak polne kwiecie

      艢liczne, zdrowe, powo艂ane

      Wierne s艂u偶ki Mu oddane!

      Chwil臋 milczy, przypatruje si臋 z mi艂o艣ci膮 dziewcz臋tom, po czym dodaje:

      - Pami臋tajcie! Za murami

      Czai si臋 z艂o! Ono mami!

      Tutaj o nic si臋 nie b贸jcie

      A jak trzeba, pokutujcie鈥

      Zamy艣la si臋鈥

      鈥. 鈥 tam by ka偶da z was musia艂a

      Da膰 dost臋p do swego cia艂a

      Ch艂opu, co brudny przychodzi,

      I chce sobie w was dogodzi膰鈥

      Tutaj - macie wielebnego!

      Pachn膮cego i czystego

      A co si臋 najbardziej liczy

      Je艣li kt贸r膮艣 z was zaliczy

      Bez grzechu to policzone

      B臋dzie w niebie! Ucieszone??!

      Milknie. Spogl膮da na wrota, te otwieraj膮 si臋 powoli. Ka偶de odrzwia otwiera m艂ody ministrant, pojawia si臋 w nich dostojna posta膰 Biskupa. Odziany w przepyszne szaty wkracza do kaplicy z uniesion膮 dumnie g艂ow膮. Obrzuca spojrzeniem zakonnice, kt贸re padaj膮 na kolana, sk艂adaj膮c d艂onie jak do pacierza opuszczaj膮 g艂owy jakby nie 艣mia艂y patrze膰 wyprost na dostojnego go艣cia.

      Sta艅czyk:

      - Drzwi si臋 z wolna uchylaj膮

      Wi臋c na now膮 nie zwracaj膮

      Swej uwagi. A ta blednie!

      Zdaje si臋, 偶e wnet wybiegnie

      Bo nerwowo si臋 porusza

      Wida膰, cierpi dziewki dusza.

      Ale nim cokolwiek zrobi

      Ju偶 za p贸藕no dla niebogi

      Oto bowiem wyczekana

      Pojawia si臋 posta膰 鈥 Pana!

      Sta艅czyk rusza do wr贸t i kontynuuje:

      - On nie wchodzi, tylko wkracza!

      Dostoje艅stwo go otacza

      Aura Ojca niebieskiego

      Dziedzica Ducha 艢wi臋tego!

      Miast i wiosek nie odwiedza

      On je, w chwale swej, nawiedza!

      Nie rozmawia, on wyg艂asza,

      I nigdy si臋 nie rozprasza.

      Kto go widzi, wnet wnioskuje

      呕e Duch 艢wi臋ty nim kieruje!

      呕e przed chwil膮, tu偶 przed progiem

      Rozmawia艂 by艂 z samym Bogiem!

      Ka偶dy gest jest doskona艂y

      Nie ma miejsca na bana艂y!

      Ka偶de s艂owo i spojrzenie

      Podlega sta艂ej ocenie.

      Jego bosko艣膰 karki zgina

      I napawa l臋kiem mina

      Cho膰 zaledwie oczy zmru偶y

      Ju偶 gotowa jest mu s艂u偶y膰

      Ka偶da z dziewcz膮t tutaj czystych

      Z przyczyn, zda si臋, oczywistych!

      Sta艅czyk pod膮偶a tu偶 obok Biskupa, kt贸ry trzymaj膮c prosto g艂ow臋 zda si臋 nie dostrzega膰 nikogo, lecz wodzi oczami z prawa na lewo, przygl膮daj膮c si臋 pochylonym postaciom zakonnic:

      Sta艅czyk, gdy Biskup zajmuje miejsce w tronie, ci膮gnie:

      - Gdy usiada, to zasiada!

      Wida膰, z Bogiem w my艣lach gada!

      Lico w trosce zadumane,

      Bo w jego r臋ce oddane

      Losyowiec i baran贸w

      Co pragn膮 偶y膰 wiecznie w Panu!

      Narrator:

      - Pan - dzia艂ania jego wspiera!

      A kiedy biskup umiera -

      Nie umiera! On odchodzi!

      I do Domu Pana wchodzi!

      Ba! Nie wchodzi! On wst臋puje!

      Pan ze 艣wit膮 go przyjmuje!

      Anio艂y nad nim lataj膮,

      Wieczne 偶ycie umilaj膮!

      Pan go wita, jak sw贸j swego

      I nie szcz臋dzi dla艅 niczego

      Niebia艅skie ch贸ry zamawia

      I jak mo偶e Go zabawia!

      Sta艅czyk:

      Ci za艣, co poumierali

      I do nieba si臋 dostali

      Jako zwykli 艣miertelnicy,

      Co si臋 z nimi nikt nie liczy艂,

      Siedz膮 skromnie gdzie艣 w oddali

      Po k膮tach si臋 pochowali,

      Trzeba im wiek贸w czekania

      By podej艣膰 do tronu Pana!

      A On przy nim se zasiada

      Tam nie ko艅czy si臋 biesiada!

      A przy sto艂ach us艂uguj膮

      I rado艣ci膮 promieniuj膮

      艢liczne s艂u偶ki, u艣miechni臋te!

      Do tej roli w niebo wzi臋te

      Gdy偶 swych przysi膮g nie z艂ama艂y

      Gdy swe cia艂a oddawa艂y

      Wielebnym, na bo偶膮 chwal臋,

      Gdy im Pan podnosi艂 pa艂臋

      I w ten spos贸b, bez ich wiedzy,

      Ich cipeczki chcia艂 nawiedzi膰!

      Narrator: wskazuje na kl臋cz膮ce zakonnice-

      - Taka czeka je nagroda!

      I panuje w艣r贸d nich zgoda 鈥

      Oraz mocne przekonanie

      呕e za wierno艣膰 i oddanie,

      Za cia艂 ch臋tne u偶yczenie,

      Czeka Wieczne, tam, Zbawienie!

  • Najpopularniejsze w ostatnich 7 dniach

  • Zarejestruj si臋. To bardzo proste!

    Dzi臋ki rejestracji zyskasz mo偶liwo艣膰 komentowania i dodawania w艂asnych utwor贸w.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • 10:41 a co tam pewnie 偶e tak. aco tam pewnie 偶e nie. brzydka pogoda i sport. grzanki ze starego chleba woda kawa . siedzenie. dzie艅 bez planu (z偶arta kropka) 聽
    • Klimatyczny, minimalistyczny, obrazowy. 聽
    • @Jan Pawe艂 D. (Krakelura) 艢wietne!!!
    • ELEGIA O DZIEWCE NIETKNI臉TEJ Akt II. 聽 Prezentacja: 聽 聽 Sta艅czyk: 聽 - Staj膮 rz臋dem zakonnice 艢liczne usta, krase lice 聽 Przemowa Przeory: 聽 - Zaraz ON si臋 tutaj zjawi! Ka偶dej z Was pob艂ogos艂awi Osobi艣cie! On na艂o偶y R臋ce na was! On po艂o偶y Swoje 艣wi臋te, boskie d艂onie Na te g艂adkie, cudne skronie Gdy przed Krzy偶em ukl臋kniecie I przysi臋g臋 wypowiecie. Wiem, 偶e ka偶da z was gotowa Jest powt贸rzy膰 wszystkie s艂owa Kt贸re, szczerze wyg艂oszone W 偶ycie, w czyny wprowadzone, Otworz膮 wrota przed wami Za kt贸rymi, z anio艂ami Po艣r贸d barwnych 艂膮k niebia艅skich Dost膮picie do st贸p Pa艅skich! Znajdziecie si臋 w Domu Pana! Ka偶da czysta! Nieskalana! Przekroczycie z艂ote progi Zostawiaj膮c ten 艣wiat wrogi Kt贸ry 偶adnej z Was nie zbrudzi艂 Dla grzesznik贸w! Grzesznych ludzi! 聽 Przechadza si臋 przed stoj膮cymi w rz臋dzie mniszkami, kt贸re ulegle pochylaj膮 si臋 przed ni膮: 聽 - M膮k czy艣cowych unikniecie Bo艣cie s膮 jak polne kwiecie Czyste, niczym nie ska偶one Panu Bogu po艣lubione I m膮偶 偶aden nie dotyka艂 Waszych skarb贸w. Ni nie widzia艂! 聽 Za to spotka Was nagroda! Jakiej 偶adna ludzka g艂owa Nigdy by nie wymy艣li艂a Cho膰by nawet si臋 sili艂a Przez kosmiczne wieki ca艂e! Gdy偶 to, co jest doskona艂e Panu tylko przynale偶y I od Niego te偶 zale偶y Komu przyzna t臋 nagrod臋! Kto uzyska Jego zgod臋 By w niebia艅skie, cudne bramy Na wieczno艣膰 by艂 wpuszczany! 聽 Milknie na chwil臋, czeka a偶 dziewki pojm膮 znaczenie jej s艂贸w. Po czym kontynuuje z naciskiem: 聽 - A do tego, tu, typuje Jego 聽S艂uga! A kieruje I prowadzi Go Duch 艢wi臋ty! Ten sam, w kt贸rym Syn pocz臋ty Zosta艂 z Najczystszej Panienki By nas od wszelkiej udr臋ki Uwolni膰 na wieczno艣膰 ca艂膮! Zatem do roboty! 艢mia艂o! I pos艂usznie w tym zaszczycie Co wam ka偶e, to spe艂nicie! 聽 Naraz co艣 si臋 dzieje z dziewcz臋tami. Jedna zaczyna chichota膰, potem druga, zaczynaj膮 trz膮艣膰 si臋 ze 艣miechu zas艂aniaj膮c szczelnie usta d艂o艅mi, wida膰, 偶e drwi膮 ze s艂贸w Matki. Ta wpada we w艣ciek艂o艣膰. 聽 Sta艅czyk podchodzi do Przeory, wskazuje na ni膮 r臋k膮 i t艂umaczy: 聽 Sta艅czyk: 聽 - Czy Mateczka ju偶 poj臋艂a 呕e z przemow膮 t膮 przegi臋艂a? 呕e dziewcz臋ta durne nie s膮 Na jej brednie nie polec膮? Patrzcie! Teraz si臋 wydziera! I w swych s艂owach nie przebiera: 聽 Matka Prze艂o偶ona, ca艂a czerwona ze z艂o艣ci, staje przed dziewcz臋tami wygra偶aj膮c im palcem: 聽 - Co wy tutaj, kurwy macie, Sobie dzi艣 wyobra偶acie? Jak si臋, kt贸rej nie podoba, Won do domu! Wolna droga! Ale czeka was od Boga Wielka kara, czy nie wiecie?! W piekle sma偶y膰 si臋 b臋dziecie! Tam was szatan, s艂uga Bo偶y, W 艂o偶u madejowym z艂o偶y I ognisty ogon wci艣nie W wasze krocza, a偶 wypry艣nie Krew z was ca艂a. Lecz nie liczcie 呕e sw贸j 偶ywot tak sko艅czycie! Bowiem dusze b臋d膮 偶y艂y I przez wieczno艣膰 si臋 m臋czy艂y W kot艂ach, nape艂nionych smo艂膮, Pod kt贸rymi diabli smol膮! 聽 Milknie na chwil臋, wpatruje si臋 w dziewcz臋ta z nag艂ym zdziwieniem i kontynuuje: 聽 - Czy wy, kurwy, uwa偶acie, 呕e darmo to wszystko macie? 呕e wasze wieczne zbawienie Z grzech贸w wszystkich wybawienie, Bez zap艂aty tak przychodzi?? Wy! Musicie wynagrodzi膰! W jaki艣 spos贸b swego pana Kt贸remu ta 艂aska dana Jest od Boga, by rozgrzesza膰 I tak diab艂u szyki miesza膰! Bowiem dusze rozgrzeszone Dla艅 na zawsze s膮 stracone! 聽 Ociera pot z czo艂a, uspakaja si臋 聽 - A co macie wy do dania? Pr贸cz swych cipek do ruchania? Wasze cia艂a, 艣liczne, zdrowe Maj膮 zawsze by膰 gotowe Gdy przyjedzie s艂uga Pana I zapragnie poruchania! 聽 Ju偶 ca艂kiem spokojnie, m贸wi dalej, z naciskiem 聽 -Bogu 偶e艣cie 艣lubowa艂y 呕e pokornie wype艂nia艂y Ka偶de z g贸ry polecenie Tu b臋dziecie. Na zlecenie Czy biskupa eminencji Kardyna艂a ekscelencji Macie zawsze by膰 gotowe W razie czego nawet g艂ow臋 Sw膮 po艣wi臋ci膰 dla Ko艣cio艂a Gdy g艂os Jego was zawo艂a. Zatem kt贸ra? Ja nie widz臋! 聽艢wietnie! Ju偶 si臋 was nie wstydz臋! Dziewcz膮t swych b艂ogos艂awionych Panu Bogu za艣lubionych! Zatem dzi艣 si臋 nale偶ycie Przygotujcie. K膮piel d艂uga! Jednej niech pomaga druga. I dok艂adnie! Zw艂aszcza krocze! No i macie by膰 urocze! 聽U艣miechni臋te, wniebowzi臋te! A te, kt贸re s膮 nietkni臋te Do spowiedzi si臋 zg艂aszaj膮 I 偶e czyste s膮 - nie taj膮! Niech si臋 dowie Ekscelencja Jego 艣wi臋ta Eminencja 呕e艣cie wszystkie nowicjuszki 呕e nigdy w 艂贸偶ku poduszki Z 偶adnym ch艂opem nie dzieli艂a Ani nigdzie si臋 nie gzi艂a! 聽 Ju偶 u艣miechni臋ta, dorzuca rado艣nie: 聽 - A co wi臋cej, to na koniec, Niech to b臋dzie wam wiadome: Biskup ziele dzi艣 przywiezie! Poczujecie si臋 jak w niebie! 聽 Zakonnice - Ziele! Ziele! - kt贸ra艣 wo艂a. - Ty艣 najlepsza jest Przeora! 聽 聽Przeora: 聽 - I perfumy dostaniecie Najlepsze co s膮 na 艣wiecie Wypachnijcie si臋 wi臋c ca艂e Szyj臋, piersi i te ma艂e Wasze cipuszeczki 艣liczne Czyste, ciasne i przepyszne! No a teraz - gro藕nie wo艂a - Dalej, id藕cie do ko艣cio艂a, Tam Panu podzi臋kujecie 呕e艣cie s膮 jak polne kwiecie 艢liczne, zdrowe, powo艂ane Wierne s艂u偶ki Mu oddane! 聽 Chwil臋 milczy, przypatruje si臋 z mi艂o艣ci膮 dziewcz臋tom, po czym dodaje: 聽 - Pami臋tajcie! Za murami Czai si臋 z艂o! Ono mami! Tutaj o nic si臋 nie b贸jcie A jak trzeba, pokutujcie鈥 聽 Zamy艣la si臋鈥 聽 鈥. 鈥 tam by ka偶da z was musia艂a Da膰 dost臋p do swego cia艂a Ch艂opu, co brudny przychodzi, I chce sobie w was dogodzi膰鈥 Tutaj - macie wielebnego! Pachn膮cego i czystego A co si臋 najbardziej liczy Je艣li kt贸r膮艣 z was zaliczy Bez grzechu to policzone B臋dzie w niebie! 聽Ucieszone??! 聽 聽 Milknie. Spogl膮da na wrota, te otwieraj膮 si臋 powoli. Ka偶de odrzwia otwiera m艂ody ministrant, pojawia si臋 w nich dostojna posta膰 Biskupa. Odziany w przepyszne szaty wkracza do kaplicy z uniesion膮 dumnie g艂ow膮. Obrzuca spojrzeniem zakonnice, kt贸re padaj膮 na kolana, sk艂adaj膮c d艂onie jak do pacierza opuszczaj膮 g艂owy jakby nie 艣mia艂y patrze膰 wyprost na dostojnego go艣cia. 聽 Sta艅czyk: 聽 - Drzwi si臋 z wolna uchylaj膮 Wi臋c na now膮 nie zwracaj膮 Swej uwagi. A ta blednie! Zdaje si臋, 偶e wnet wybiegnie Bo nerwowo si臋 porusza Wida膰, cierpi dziewki dusza. Ale nim cokolwiek zrobi Ju偶 za p贸藕no dla niebogi Oto bowiem wyczekana Pojawia si臋 posta膰 鈥 Pana! 聽 Sta艅czyk rusza do wr贸t i kontynuuje: 聽 - On nie wchodzi, tylko wkracza! Dostoje艅stwo go otacza Aura Ojca niebieskiego Dziedzica Ducha 艢wi臋tego! Miast i wiosek nie odwiedza On je, w chwale swej, nawiedza! Nie rozmawia, on wyg艂asza, I nigdy si臋 nie rozprasza. 聽 Kto go widzi, wnet wnioskuje 呕e Duch 艢wi臋ty nim kieruje! 呕e przed chwil膮, tu偶 przed progiem Rozmawia艂 by艂 z samym Bogiem! Ka偶dy gest jest doskona艂y Nie ma miejsca na bana艂y! Ka偶de s艂owo i spojrzenie Podlega sta艂ej ocenie. Jego bosko艣膰 karki zgina I napawa l臋kiem mina Cho膰 zaledwie oczy zmru偶y Ju偶 gotowa jest mu s艂u偶y膰 Ka偶da z dziewcz膮t tutaj czystych Z przyczyn, zda si臋, oczywistych! 聽 Sta艅czyk pod膮偶a tu偶 obok Biskupa, kt贸ry trzymaj膮c prosto g艂ow臋 zda si臋 nie dostrzega膰 nikogo, lecz wodzi oczami z prawa na lewo, przygl膮daj膮c si臋 pochylonym postaciom zakonnic: 聽 Sta艅czyk, gdy Biskup zajmuje miejsce w tronie, ci膮gnie: 聽 - Gdy usiada, to zasiada! Wida膰, z Bogiem w my艣lach gada! Lico w trosce zadumane, Bo w jego r臋ce oddane Losy聽 owiec i baran贸w Co pragn膮 偶y膰 wiecznie w Panu! Narrator: 聽 - Pan - dzia艂ania jego wspiera! A kiedy biskup umiera - Nie umiera! On odchodzi! I do Domu Pana wchodzi! Ba! Nie wchodzi! On wst臋puje! Pan ze 艣wit膮 go przyjmuje! Anio艂y nad nim lataj膮, Wieczne 偶ycie umilaj膮! Pan go wita, jak sw贸j swego I nie szcz臋dzi dla艅 niczego Niebia艅skie ch贸ry zamawia I jak mo偶e Go zabawia! 聽 Sta艅czyk: 聽 Ci za艣, co poumierali I do nieba si臋 dostali Jako zwykli 艣miertelnicy, Co si臋 z nimi nikt nie liczy艂, Siedz膮 skromnie gdzie艣 w oddali Po k膮tach si臋 pochowali, Trzeba im wiek贸w czekania By podej艣膰 do tronu Pana! A On przy nim se zasiada Tam nie ko艅czy si臋 biesiada! A przy sto艂ach us艂uguj膮 I rado艣ci膮 promieniuj膮 艢liczne s艂u偶ki, u艣miechni臋te! Do tej roli w niebo wzi臋te Gdy偶 swych przysi膮g nie z艂ama艂y Gdy swe cia艂a oddawa艂y Wielebnym, na bo偶膮 chwal臋, Gdy im Pan podnosi艂 pa艂臋 I w ten spos贸b, bez ich wiedzy, Ich cipeczki chcia艂 nawiedzi膰! 聽 Narrator: wskazuje na kl臋cz膮ce zakonnice- 聽 - Taka czeka je nagroda! I panuje w艣r贸d nich zgoda 鈥 Oraz mocne przekonanie 呕e za wierno艣膰 i oddanie, Za cia艂 ch臋tne u偶yczenie, Czeka Wieczne, tam, Zbawienie!
  • Najcz臋艣ciej komentowane

  • Dodaj now膮 pozycj臋...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plik贸w COOKIES (鈥瀋iasteczka鈥). Dowiedz si臋 wi臋cej o COOKIES z naszej Polityki Prywatno艣ci Polityka prywatno艣ci