Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki
Bogumił

Chrzest - najlepsza rzecz która przytrafiła się Polsce

Rekomendowane odpowiedzi

Korzyści jakie odnieśli Polacy dzięki przyjęciu chrześcijaństwa naszym zdaniem są niewymierne. Niewątpliwie pierwszym widocznym, zupełnie nieoczekiwanym skutkiem przyjęcia przez Polskę w 966 roku chrztu było upodmiotowienie naszego kraju na arenie międzynarodowej.

 

Chrześcijaństwo dało słowiańskim ludom, zamieszkującym ziemie między Odrą i Bugiem, trwały fundament umożliwiający budowę silnego państwa. Na bazie wspólnych wartości opartych na cywilizacji chrześcijańskiej, w ciągu kilku wieków, na terenach polskich ukształtował się jednolity naród. Powstanie polskiej wspólnoty narodowej jest więc bez wątpienia drugą fundamentalną korzyścią związaną z rozpowszechnieniem chrześcijaństwa w Polsce.

 

Pierwsi biskupi i księża na ziemiach polskich nie byli Polakami. Przybywali do nas przeważnie z Czech, Niemiec, Włoch, czy Francji, a więc z państw, w których chrześcijaństwo istniało już od stuleci. Podobnie było z zakonami, np. cystersi wywodzili się z Francji, benedyktyni z Włoch, a słynni z obrony Jasnej Góry paulini z Węgier. Czas spowodował, że zarówno duchowieństwo parafialne, jak i zakonne uległo polonizacji.

 

Od początku polskiej państwowości duchowieństwo było najlepiej wykształconą warstwą społeczną w Polsce. Stan taki trwał przez wiele kolejnych wieków, dlatego, obok obowiązków typowo sakralnych, duchowni pełnili również obowiązki administracyjne związane z funkcjonowaniem państwa. Prawie do końca osiemnastego wieku to na Kościele katolickim spoczywał obowiązek kształcenia młodego pokolenia Polaków. Rolę tę dopiero po wielu wiekach przejęło państwo. Przez prawie osiemset lat większość istniejących szkół powstawało przy parafiach lub klasztorach i zarządzanych było przez osoby duchowne.

 

Ze względu na specyficzne położenie geograficzne naszego kraju, z upływem czasu polski Kościół katolicki będący częścią Kościoła powszechnego uległ pewnemu rodzajowi specyficznej autonomizacji. Wynikało to z faktu, że prawie ze wszystkich stron otaczały nas kraje niekatolickie. Na wschodzie była to prawosławna Rosja, na południowym – wschodzie islamska Turcja, na północy i zachodzie protestanckie kraje niemieckojęzyczne, a na południu husyckie Czechy. Wśród nich, jedynie Polska pozostała bezwarunkowo wierna papiestwu. Wielowiekowa, nieustępliwa walka z ekspansją islamskiej Turcji spowodowała, że my sami zaczęliśmy uważać się za jedyny bastion cywilizacji chrześcijańskiej na wschodzie Europy.

 

Naród polski nigdy w swojej ponad tysiącletniej historii nie wyrzekł się ani swojej wiary, ani nie zwrócił się przeciw instytucji Kościoła. Były jednak narody w Europie, które z przyczyn często merkantylnych, z dnia na dzień porzucały wiarę przodków przechodząc na przykład na protestantyzm (jak Prusy Książęce).

 

Kościół polski nigdy nie był uważany za instytucję obcą, zewnętrzną. Jak to zwięźle ujął prymas tysiąclecia kardynał Stefan Wyszyński: polski Kościół zawsze był z narodem, w najtrudniejszych jego chwilach, i nigdy tego narodu nie zawiódł. Ta postawa była widoczna w momentach szczególnie dla narodu trudnych, czy nawet tragicznych. 

 

Mało kto już dzisiaj pamięta, że obiekty sakralne oprócz funkcji religijnych spełniały także często funkcje obronne. W obliczu najazdów mongolskich, tatarskich, czy tureckich ludność cywilna chroniła się w nich przed niebezpieczeństwem.

Chociaż kościoły i klasztory nie były zamkami, ani bastionami wojskowymi, to wznoszono je z myślą, by mogły pełnić funkcje obronne. Świadczy o tym sama etymologia słowa „kościół” wywodząca się od łacińskiego słowa „castellum”, czyli zamek.

 

Możliwości obronne zapewniała specjalna architektura, odpowiednio ukształtowane wieże, grube mury, ganki i okna strzelnicze. Kościoły i klasztory w średniowiecznej Polsce stanowiły bądź to samodzielne placówki oporu, (np. kolegiata w Tumie pod Łęczycą, klasztor ojców paulinów w Częstochowie), bądź były elementami fortyfikacji średniowiecznych miast (np. zespół katedralny we Fromborku).

 

Przez wieki nie było jednolitego stanowiska Kościoła katolickiego na temat wojny, możliwości udziału w niej chrześcijan, czy osób duchownych. Choć co do zasady wszyscy zgadzali się, że wojna to zło, jednak rozumieli, że konflikty zbrojne są immanentnie związane z ludzką cywilizacją. Pomimo różnorodnych wysiłków do dziś wojen nie udało się wyeliminować.

 

Jedna z najbardziej znanych opinii teologicznych na temat wojny pochodzi z traktatu „Państwo Boże” napisanego przez żyjącego na przełomie trzeciego i czwartego wieku biskupa Hippony świętego Augustyna (354 – 430). Był on zdecydowanym przeciwnikiem wszelkich wojen, uważając je za źródło zła, nieszczęść i śmierci. Rozumiał, że chrześcijanie muszą zająć wobec tego problemu jasne stanowisko.

 

To on po raz pierwszy użył pojęcia „wojny sprawiedliwej”, w której według niego chrześcijanie mogą walczyć pod pewnymi warunkami, na przykład w obronie własnego państwa przed agresją. Wykluczony jest natomiast udział w wojnie łupieżczej, agresywnej, niesprawiedliwej. Wykładnię tę potwierdził ostatni Sobór Watykański, wprowadzając do teologii pojęcie „prawa do obrony”. Uczestnicy soboru opierali się m.in. na pismach świętego Tomasza z Akwinu, według którego uprawniona obrona społeczeństw i jednostek na wojnie nie wyklucza nawet zabójstwa agresora, a prawo do obrony mają nawet katolicy co do zasady potępiający przemoc.

 

Według współcześnie obowiązującego Kodeksu Prawa Kanonicznego zawodowa służba wojskowa nie da się pogodzić ze stanem duchownym. Prawo kościelne zabrania osobom duchownym, kandydatom na kleryków oraz alumnom dobrowolnego zaciągania się do wojska. Jednakże odbyta wcześniej służba wojskowa nie stanowi jakiejkolwiek przeszkody w przyjęciu do stanu kapłańskiego. Duchowni mogą pełnić w wojsku jedynie funkcje kapelanów, udzielając żołnierzom sakramentów oraz porad duchowych.

 

Kapelani zawsze w polskiej historii byli integralną częścią naszej armii. Dopóki spełniali swoją zwyczajną posługę, nigdy nie budziło to sprzeciwu. Kontrowersyjny jednak stał się udział osób konsekrowanych w roli żołnierzy lub dowódców oddziałów wojskowych. Wiadomo, że udział taki był zabroniony, jako niezgodny z Dekalogiem, powołaniem kapłańskim, czy głoszonymi przez Kościół zasadami.

 

Były jednak czasy szczególnie dla Ojczyzny trudne, kiedy to kapłani przyłączali się do walczących nie tylko w charakterze kapelanów, ale także żołnierzy, czy konspiratorów. Przykładem takim jest ksiądz Stanisław Brzóska, który w Powstaniu Styczniowym zorganizował i samodzielnie dowodził oddziałem powstańczym, czy ojciec Marek Jandowicz, który był jednym z głównych inspiratorów antycarskiej rebelii zwanej Konfederacją Barską.

 

Tekst jest wstępem do przygotowywanej przez nas książki pt. „Krzyż i miecz”, której treścią jest udział duchowieństwa katolickiego w obronie Rzeczypospolitej. Zaangażowanie to było szczególnie widoczne, gdy Polska znajdowała się pod zaborami, w czasie wojen światowych, wojny polsko – bolszewickiej, czy późniejszej niewoli komunistycznej. Wielu księży katolickich, zakonników i zakonnic pomagało polskim konspiratorom, powstańcom i żołnierzom w różny sposób. Byli również tacy, którzy oprócz funkcji kapelanów pełnili i inne role. Walczyli z bronią w ręku, organizowali szpitale, kryjówki, punkty kontaktowe lub wspomagali konspirację.

 

Książka ma być hołdem złożonym wszystkim polskim duchownym zaangażowanym w walkę o niepodległość Polski, ale także całemu polskiemu Kościołowi, który na przestrzeni wieków nigdy nie porzucił narodu polskiego, lecz stał u jego boku.

Edytowane przez Bogumił

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niech Pan tą książkę zadedykuje wszystkim molestowanym dzieciom, prześladowanym uczonym, filozofom i reformatorom(patrz.Jan Hus),muzułmanom, poganom i heretykom(patrz.wyprawy krzyżowe).Moja nienawiść do tej zepsutej do cna, wyuzdanej i chciwej instytucji jest równie wielka jak jej struktury.To "czarna" mafia, która poprzez globalny sponsoring społeczny(czytaj.datki)stała się legalną organizacją przestępczą.Kościół nigdy nie stał i stać nie będzie po stronie ludzi szkodzących ich interesom i odsłaniających na światło dzienne ich zbrodnicze występki.Że odniosę się tutaj chociażby do kolaborowania z Adolfem Hitlerem papieża Piusa XII.To samo tyczy się Kościoła katolickiego w Polsce.Przecież polskie duchowieństwo w dzisiejszej odsłonie to nowy zawód a nie powołanie.I przecież to właśnie nikt inny jak księża doprowadzają teraz do podziału naszego państwa na lepszy i gorszy "sort".Kapłani nauczający przygotowania do życia w rodzinie.A to dobre :).W sumie czemu nie.Przecież wielu z nich ma anonimowe rodziny.Wszak żyją w celibacie.Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • Spokojnie, odrzuć swoje wszystkie uprzedzenia, i przeczytaj. 

     

    Odniosę się tylko do wypraw krzyżowych, skoro uważasz je za takie strasznie złe.

     

    Za takową (wyprawę krzyżową) można uznać też bitwę pod Warną z Turkami, dowodzoną przez polskiego króla, niestety przegraną przez Europejczyków, czy też bitwę pod Wiedniem i udział w niej Polaków, tym razem wygraną przez Sobieskiego. Czy zatem według Ciebie należy je potępić? Wolałbyś, żeby Twoja jakaś tam prapraprababka stała się muzułmańską branką? Ja rozumiem, że na temat wypraw krzyżowych masz słabą wiedzę, ale bitwa pod Warną, czy pod Wiedniem, a choćby pod Chocimiem, jako Polakowi są ci znane, przynajmniej hasłowo. Do obrony Europy wzywał papież, owszem, ale kto wówczas miał wzywać? I do czego miał wzywać, do wydania europejskich kobiet i dzieci do islamskich haremów? Żart. Wyprawy krzyżowe odsunęły na wiele wieków islamski podbój Europy.

     

    Oczywiście, że w bitwach tych nasze rycerstwo na sztandarach oprócz znaków rodowych, czy królewskich miało także znaki i hasła religijne, bo oprócz obrony ojczyzny, czy nawet Europy przed zalewem islamu broniło też wyznawanych przez narody tu zamieszkałe wartości. Czyżbyś uważał, że nie powinniśmy się przed tym bronić? A taki cel miały wyprawy krzyżowe.

     

    Podobnie w Prusach. Jeszcze kilkadziesiąt lat w podboju Prus oprócz krzyżaków brały udział kontyngenty polskich rycerzy z różnych stron kraju. Polacy, obok krzyżaków podbijający Prusy.

     

    Ale czy to byłoby potrzebne, gdyby nie wcześniejsze wypady Prus na ziemie Mazowsza, pustoszenie wsi i miast. Tym bardziej, że tam było wówczas tyle plemion pruskich, że pokojowo nie było się z kim politycznie dogadać. Czy Konrad Mazowiecki sprowadziłby krzyżaków, gdyby Prusowie zachowywali się pokojowo. Wcześniej słane były pokojowe misje do Prus, święty Wojciech, zabity, i wielu innych. Dlatego tak się to później dla rdzennych Prusaków skończyło, że ich państewka przestały istnieć. 

     

    Edytowane przez Bogumił

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    1 minutę temu, Bogumił napisał:

    Spokojnie, odrzuć swoje wszystkie uprzedzenia, i przeczytaj. 

     

    Odniosę się tylko do wypraw krzyżowych, skoro uważasz je za takie strasznie złe.

     

    Za takową (wyprawę krzyżową) można uznać też bitwę pod Warną z Turkami, dowodzoną przez polskiego króla, niestety przegraną przez Europejczyków, czy też bitwę pod Wiedniem i udział w niej Polaków, tym razem wygraną przez Sobieskiego. Czy zatem według Ciebie należy je potępić? Wolałbyś, żeby Twoja jakaś tam prapraprababka stała się muzułmańską branką? Ja rozumiem, że na temat wypraw krzyżowych masz słabą wiedzę, ale bitwa pod Warną, czy pod Wiedniem, a choćby pod Chocimiem, jako Polakowi są ci znane, przynajmniej hasłowo. Do obrony Europy wzywał papież, owszem, ale kto wówczas miał wzywać?

     

    Oczywiście, że w bitwach tych nasze rycerstwo miało na sztandarach oprócz znaków rodowych, czy królewskich miało także znaki i hasła religijne, bo oprócz obrony ojczyzny, czy nawet Europy przed zalewem islamu broniło też wyznawanych przez narody tu zamieszkałe wartości. Czyżbyś uważał, że nie powinniśmy się przed tym bronić? A taki cel miały wyprawy krzyżowe.

     

    Podobnie w Prusach. Jeszcze kilkadziesiąt lat w podboju Prus oprócz krzyżaków brały udział kontyngenty polskich rycerzy z różnych stron kraju. Ale czy to byłoby potrzebne, gdyby nie wcześniejsze wypady Prus na ziemie Mazowsza, pustoszenie wsi i miast. Tym bardziej, że tam było wówczas tyle plemion pruskich, że pokojowo nie było się z kim politycznie dogadać.

     

     

    Przecież wyprawy krzyżowe były niczym innym jak krucjatami po łupy a nie celem krzewienia nowej wiary.Zresztą wszystko to odbyło za zgodą ówczesnego papieża Urbana II.O czym my tutaj w ogóle dywagujemy?Wypady krzyżowców na islamskie ziemie to wymysł żądnych bogactw zwierzchników Kościoła a nie wola rycerstwa biorącego w nim udział.Proponuję Panu przeczytać "Kryminalną Historię Kościoła" Karlheinza Deschnera.Szybko zweryfikuje Pan swoje poglądy.Choć przyznaję chcąc być obiektywnym.Z tym - chrześcijanie dla lwów - ma Pan rację.Tak rzeczywiście było.I tego nic ani nikt nie zmieni.Pozdrawiam ponownie :)

    Miło się z Panem rozmawia.Gdyż posiada Pan niewątpliwie ogromną wiedzę w tym zakresie.Chylę czoła.Tak jeszcze tytułem dygresji.Chyba tutaj przyzna mi Pan rację choć czy ja wiem? :).Zakon Templariuszy został powołany do życia przez Kościół katolicki i przez tenże sam Kościół zlikwidowany gdy zaczął zagrażać jego interesom.Do zobaczenia.Życzę ukończenia książki.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • @Ast Voldur @Ast Voldur Szanowny Panie, tereny o których pan mówi, od wielu wieków należały do cesarstwa rzymskiego. Na wschodzie sięgało po Eufrat, tam były dwie wielkie rzymskie twierdze Dura Europos i jeszcze jedna, nie pamiętam teraz nazwy. Cesarstwo rzymskie obejmowało tereny dzisiejszego Libanu, Syrii, Turcji, część Arabii, Egipt, całe północne wybrzeże Afryki, Krym, północne wybrzeża morza Czarnego,  a nawet Armenia była terytorium zależnym od Rzymu.

    Później tymi ziemiami po podziale cesarstwa władało cesarstwo bizantyjskie, prawosławne co prawda, ale chrześcijańskie. 

     

    Islam powstał sześćset lat po Chrystusie i rozpoczął gwałtowną ekspansję. Ogniem i mieczem, dokładnie tak, powtórzę ogniem i mieczem. To islam był stroną agresywną, przez wiele wieków. Cesarstwo bizantyjskie zaczęło się gwałtownie kurczyć, aż do zupełnego upadku właśnie pod naporem najazdów islamskich. 

     

    Podsumowując, chrześcijaństwo było na tamtych terenach 1400 lat, islam jest dopiero od sześciuset, więc trochę mu jeszcze brakuje, nawet według tzw. prawa zasiedzenia.

     

    Gdy islam zaczął zagrażać centrum Europy, i samej Italii, z której korsarze islamscy porywali ludzi z wybrzeży oraz urządzali rajdy po łupy, dopiero wówczas dostrzeżono niebezpieczeństwo i wezwano do obrony Europy. W imię kogo miano tej Europy bronić. W imię obrony chrześcijaństwa. 

     

    Szkoda tylko, że tak późno, i że pozwolono na taką ekspansję islamu.

     

     

    Chrześcijaństwo było główną religią na tamtych terenach zarówno w cesarstwie rzymski, a później w Bizancjum, nie żaden islam, który jeszcze nawet nie istniał. Proszę zerknąć na mapę i dopiero później mówić. 

     

    Wyprawy krzyżowe były zwykłą reakcją na barbarzyństwa i gwałty islamu. A jakiś Karlheinz Deschner pisze o wypadach krzyżowców na islamskie ziemie. Chyba raczy żartować bo jest pewny, że jego czytelnicy nie znają historii, i będą łykać jego rzekome prawdy objawione, jak kaczka proso.

     

     

    Edytowane przez Bogumił

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    A czy ja napisałem, że islam był główną religią na tamtych terenach? Proszę mi to wskazać w moim komentarzu.Jeśli chodzi o te wypady to moje spostrzeżenie a nie tego Pana.I tutaj akurat pozostanę przy swoim.Chyba Pan nie sądzi, że ktoś kto napisał IV tomy dotyczące tematu nie miał o nim bladego pojęcia.Czekam na pańską odpowiedź odnośnie Templariuszy.Popiera Pan mój osąd czy nie? I tyle.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • @Ast Voldur pojęcie może i miał, ale dużą chęć do manipulacji. Myślałem, że to wspomniany autor pisał o wypadach na ziemie islamu, skoro te ziemie przez setki lat należały do Bizancjum, i były mu stopniowo wyrywane przez islam. 

     

    Co do Templariuszy, zgodzę się, że był założony przez Kościół, ale likwidacji dokonał bodajże król Francji Filip IV Piękny, bodajże ze względu na ich legendarne majątki.

     

    Z tego co wiem, to Templariusze zaczęli sprzyjać mniej lub bardziej otwarcie sekcie Albigensów (Katarów) szerzącej swoje wpływy na terytorium północnych Włoch i południowej Francji. Zostali więc uznani za heretyków, i Filip miał wolną rękę do likwidacji tego zakonu.  

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Jest Pan dla mnie nieocenioną skarbnicą w tym zakresie.Podziwiam wiedzę i jestem zachwycony.Jeszcze tylko małe pytanko i nie zawracam gitary.Czy Filip IV Piękny przedyskutował ich likwidację z Kościołem czy nie? Przecież on również dobrał się do ich skarbca a więc musiał po cichu dać zezwolenie na takie posunięcie.

    Rzecz jasna mojego pierwszego komentarza nie wyprę się nawet gdyby mnie łamano kołem :).Gdyż napisałem prawdę.Przecież historii nie da się zakłamać.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • Nie wiem, gdzie ta Twoja prawda, czyżby w tym zdaniu "kapłani nauczający przygotowania do życia w rodzinie". To absurdalny odlot. Przedmiot istnieje bodajże już od czasów komunizmu, nie wiem czy nie pod lekko zmodyfikowaną nazwą, i nigdy nie nauczali go duchowni. Nawet religii w wielu miejscach nie uczą duchowni, tylko katecheci świeccy. I reszta takich samych prawd jak z tym co powyżej:)))

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    @Bogumił Wikipedia:

    "Pierwszą historycznie potwierdzoną datą opisującą dzieje Polski jest rok 966, gdy książę Mieszko I, władca obszarów mieszczących się współcześnie w większości w granicach Polski, przyjął chrzest. W 1025 powstało Królestwo Polskie, którego pierwszym królem był syn Mieszka I, Bolesław I Chrobry."...

     

    Z powyższego wynika, że Polska, jako kraj, nigdy chrztu nie przyjęła. Wciąż czeka, aby ją ochrzczono. Ta wiadomość to może być niezła gratka dla biskupów. Aż trudno mi sobie wyobrazić co by się działo...

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • @Lach Pustelnik gdzie tu widzisz jakąś sprzeczność Lachu, Mieszko był formalnie księciem, bo bez chrztu nie byłby formalnie uznany przez cesarza rzymskiego de facto niemieckiego i papieża. Pozareligijną konsekwencją chrztu było wejście Polski, czy tam jak to nazywasz obszaru będącego w posiadaniu Piastów, była właśnie możliwość powstania samodzielnego politycznie odrębnego królestwa. To jedna z konsekwencji chrztu. 

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Zgadzam się, konsekwencje ochrzczenia Mieszka były takie, jak to wyłożyłeś powyżej. Wciąż jednak obstaję przy swoim: Polska, jak podmiot, rzecz czy cokolwiek innego, ochrzczona nie została. Używanie zatem określenia "Chrzest Polski" jest błędem, chyba że się przy tym zaznaczy, że takie określenie nie powinno być rozumiane dosłownie. Wiem,  że liczni kapłani lali i leją wodę święconą strumieniami na przeróżne rzeczy, czołgi, samochody, zwierzaki... Ale zdaje się, że to nie jest chrzczenie. Dzięki za odpowiedź,  ale moje wątpliwości pozostają nie rozwiane...). Przez kilkadziesiąt lat sądziłem, że w jakiś sposób to Polska, jako państwo, została ochrzczona. 

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • @Lach Pustelnik Takie "lanie wody" to poświęcenie, albo błogosławieństwo, ja ostatnio w ten sposób sobie poświęciłem ryngraf z wizerunkiem Cudownej Madonny w Gietrzwałdzie. Takie kropienie różnych rzeczy, ludzi, czy nawet inwestycji, różnych wytworów człowieka to bardzo popularny obyczaj. Dodaje wiarygodności i mocy. W sumie jeśli traktuje się to tylko w kategoriach staropolskiego fajnego obyczaju. Ci, którzy w to nie wierzą, też korzystają przecież z różnych amuletów, zamawiają rzeczywistość, czy wkładają choćby czerwone majtki na maturę, i nikt się temu nie dziwi, nie wracają do domu po zapomnianą rzecz przed udaniem się w podróż, albo zawracają, gdy czarny kot przebiegnie im drogę. Co kto lubi. Ja tam niczemu się nie dziwię. Ostatnio, jakieś dwa miesiące tum, poprzedzający mnie samochód zatrzymał się na poboczu, gdy czarny kot przebiegł mu drogę. Ja przejechałem, a kierowca tegoż samochodu ruszył dopiero za mną, cwaniaczek, co nie:)))

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    @Bogumił A ja sądzę, że czasu nie cofniesz i proszę nie wplatać w mordobicie Boga bo ten kto zabija w jego imię jest po prostu innowiercą. Są wyjątki ten wyjątek nazywał się drugą wojną światową bo od faszyzmu tylko fanatyzm jest gorszy :) 

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Oj tam oj tam życie wieczne może poczekać :P I chyba nie zaplusujesz wklejajać "chwalebne" treści :) 

    Tz "Tym u góry" nie zaplusujesz. Podejrzewam, że tam nie ma Wi-Fi ;) 

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Dołącz do dyskusji

    Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

    Gość
    Dodaj odpowiedź do utworu...

    ×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

      Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

    ×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

    ×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

    ×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


    • Ostatnio w Warsztacie

      • List IV

         

        Powiada Pan dzisiaj, że sprawa jest prosta;

        Że jest we mnie upór. Większy niż osła,

        Bo starczy bym zmienił swe  gusta - i nowa

        Pojawi się we mnie istota. Już zdrowa,

        Co bez wysiłku wszystko pojmuje

        I niczym już więcej się nie przejmuje.

        I wtedy -  Pan twierdzi - ta owa Ona

        Istota -  stanie się:  Oświecona!

         

        A ja się w nocy biję z myślami,

        I w dzień,  i w południe, i porankami,

        Gdy tylko zwlokę z wyrka swe ciało

        I ćwiczę, by ruchem się trochę rozgrzało.

         

        Nie mogę pojąć… Wręcz nic nie pojmuję!

        Dlaczego jestem? I pragnę? I czuję?

        Dlaczego trapią mnie wątpliwości?

        A Pan odpowiada, że to są ości,

        Nie zrozumienia.

        Nie oświecenia.

        Żem sobie umysłu jak trzeba nie zmieniał!

        Żem się w tym względzie za bardzo lenił

        I stąd te upiory w mózgu mego sieni.

         

        Tak twierdzi buddyzm.

         Taoizm tak knuje.

        Ale ja nadal nic nie pojmuję.

        A Pan wciąż twierdzi - i twierdzi uparcie,

        Że ja, gdybym tylko miał w sobie zaparcie

        Do zdobywania wiedzy, mądrości,

        To bym bez trudu zagościł wśród gości

        Którzy mędrcami się mienią wielkimi,

        I którzy zowią się -  Oświeconymi!

        I twierdzi Pan dalej, że łatwo przychodzi

        Człekowi z niewoli się oswobodzić,

        Z niewoli myśli, odczuć i chuci

        Jeżeli tylko człek siebie porzuci;

        Jeżeli tylko zmieni myślenie,

        I jeśli zrozumie,  czym jest - Zrozumienie.

         

        A może choć trochę pana zaskoczy,

        Fakt, że gdym raz pierwszy przejrzał na oczy,

        Kiedy pojąłem,  że patrzę i widzę,

        Że czuję, że kocham i nienawidzę,

        To takie przyszło z tym zrozumienie,

        Iż z tego wynika - moje istnienie!

         

        Lecz wiem już, że Pan temu zaprzeczy

        Bo według Pana nie ma tych rzeczy,

        Gdyż rzecz sama w sobie po prostu znika

        Jeśli się tylko przyjrzeć jej z bliska;

        I nic nie istnieje. Niczego nie ma.

        A wszystko inne to zwykła ściema.

         

        Więc ja nie istnieję?!  To kogo Pan pyta??

        I gdzie odpowiedź jest na to ukryta?

         

        „Kim jesteś?”, pytał Pan nie-istniejącego?

        Doprawdy, trudno zrozumieć coś z tego….

         

        A czas? Istnieje? Czy nie  istnieje?

        Wszak wszystko przecież w czasie się dzieje;

        Lecz… Wszystko znika,  nim się objawi!

        Ja ufam, że wiedza może wybawić

        Z rozterek, tyczących istoty rzeczy,

        Bo zrozumienie -  jak lek -  też leczy.

        Z tej wiedzy wynika, że to, co widzimy,

        To wszystko, za czym uparcie gonimy,

        Owszem, istnieje, ale w przeszłości,

        A przyszłość w przeszłości nigdy nie gości,

        Ni w teraźniejszości, która, jak wiemy,

        Jest niczym innym jak połączeniem

        Między, co było i co zaraz będzie.

         

        I tak, w tym powszechnym,  ludzkim obłędzie,

        Niewielu to pojmie, choć bardzo się stara;

        Bo większość poleci… Lotem Ikara.

    • Najpopularniejsze w ostatnich 7 dniach

    ×
    ×
    • Dodaj nową pozycję...

    Powiadomienie o plikach cookie

    Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności