Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki
Gość

Projektant broni na celowniku

Rekomendowane odpowiedzi

Gość

 

sensu twoich myśli

koncepcji projektów
nie chcę tłumaczyć
architekcie śmierci
daleko sięgający 
swoim geniuszem
w polowaniu
na człowieka

 

jesteś wnikliwym
anatomem
psychologiem dziecięcym
chemikiem zwycięzcą
wymyślne twoje dzieła
służą panom
grającym w szachy
naszym życiem


w ciągu sekundy 
gasisz oddech laserem
parzysz niewidzialnym

promieniem

zdalnie sterowanym

wynalazkiem 

strzelasz 

szybko i skutecznie


czy czytając dzieciom
książki na dobranoc
widzisz ich strach
podziurawione głowy

zmiażdżone ciała 

jak smakuje

satysfakcja z pracy

odebrany czek

 

ile jeszcze pomysłów
ukryłeś dla ludzkości
 

 

FB_IMG_1570999143626.jpg

FB_IMG_1571460536591.jpg

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dobra myśl.

Widać w tym wierszu emocje w związku z niesprawiedliwością na świecie.

To tak jak kupujesz w sklepie ładnie zapakowane piersi kurczaka,czy oglądasz pięknie przedstawiony w reklamach kawałek steka wołowego i jak je dzieci z apetytem  zjadają.

Czlowiek się odcina od myśli skąd to się wzięło i jaką drogę przeszedł kurczak czy krowa, żeby wyładować jako kawałek pięknego dania na talerzu.

Ten „  projektant śmierci „ tez pewnie nie myśli kogo jego broń będzie zabijać, skupia się na swoim dziele i chce żeby było piękne i idealne. Pasjonat.

Na tym to polega.

Temu tez pewnie służą te wszystkie gry komputerowe, gdzie walisz bez opamiętania we wszystko co się porusza. Potem  taki młodzieniec siada przed ekranem komputera i  przez 8 h pracy  może kierować  śmiercionośnym Donem i patrzeć jak rozbryzguje się krew ludzi, i pewnie też nie robi na nim to najmniejszego wrażenia. 

Edytowane przez Annie_M

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
  • Autor
  • @Alicja_Wysocka @Alicja_Wysocka masz rację Alicja.Nie, wręcz przeciwnie, teraz podniecony sukcesami, w głowie udoskonala przyszłe owoce swej pracy...możliwości do testowania projektów ma i owszem wiele. Siedziałam wczoraj nad planem ogrodu dla osoby na wózku inwalidzkim... moim założeniem było stworzenie jej oazy spokoju.Postawiłam krzesło w swoim ogrodzie...mój punkt wyjścia do pracy. Byłam nią, siedząca, odczuwająca zapachy z bliska. Oddałam się jej zmysłom odczuwania świata.

    Przeczytałam kiedyś artykuł o nowych rodzajach broni i ich autorach....została mi jedna myśl...jak oni uruchamiają taką wyobraźnię....gaz o zapachu jabłek, który ściąga dzieci n ulice.....moja naiwność stawia flagę na  K2 zimą. Dziękuję.za komentarz Alicja. 

    Edytowane przez Gość

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Zacznijmy od Nobla, wynalazcy trójnitrotoluenu - dynamitu, do dziś najpopularniejszego środka wybuchowego, odpowiedzialnego za śmierć miliardów ludzi. W protescie, niech laureaci nagród jego imienia oddadzą je na cele charytatywne. 

    Edytowane przez Marek.zak1

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    @Dag "sensu twoich myśli
    koncepcji projektów
    nie chcę tłumaczyć"

     

    Drażni mnie szyk przestawny,  nie dodaje to treści za to wydaje się mega sztuczne (dalej go zresztą nie stosujesz) 

     

    dałbym po prostu:

     

    Nie chcę tlumaczyć

    sensu twoich myśli

    koncepcji projektów

    architekcie śmierci 

     

    " gasisz laserem oddech" 

    tu chyba lepiej: gasisz oddech laserem

     

    z drugiej strony sporo tam tego - em

     

    laserem,  promieniem, wynalazkiem... to bym jeszcze przemyslał. 

     

    Poza tym ładnie :-)

     

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    Gość
  • Autor
  • @Annie_M @Annie_M kontrolery gier to takie macki broni dalekiego zasięgu, karmiące młode głowy obrazami śmierci...z czasem to już nic takiego nadzwyczajnego....Zgadzam się z Tobą, zachwyt nad skutecznym dziełem zaprzęga projektanta do kolejnego projektu. Dziękuję za odpowiedź. Wydała mi się bardzo bliska.

    @light_2019 dziękuję za sugestię, jedną wcieliłam w sens moich myśli.Ten nieład był celowy...taki mój mały protest na przekór logice...Inne uwagi też słuszne. Pomyślę nad tym. Pozdrawiam

    Edytowane przez Gość

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    Gość
  • Autor
  • @light_2019 a jednak...miało być 'cicho i skutecznie' , ale może słusznie zmieniłam tytuł.... Dziękuję 

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Poruszył mnie Twój wiersz Dag. Mam w głowie te obrazy i myślę o nich z przerażeniem. 
    Właściwie oddałaś klimat.  Bardzo dobry tytuł. Pozdrawiam. 

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Z każdym projektem wynalazku (także broni) można zrobić coś dobrego lub coś złego, i to nie projektant odpowiada za to, do czego ludzie użyją jego wynalazku. Broń służy do tego, żeby się bronić - jak sama nazwa wskazuje. Ale wielu ludzi używa jej do tego, żeby napadać na innych i zabijać dla własnych korzyści. Jednak to nie projektant za to odpowiada.

    Ale wiersz dobry, pełen uczucia, pełen protestu dla wyścigu broni i dla wojen.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    @Oxyvia Dokładnie tak. Podobnie można by oskarżać producenta noży, czy ostrzałek, że przez niego zasztyletowani są ludzie. 

    Podobnie jest wszędzie, bezwodnik octowy służy do produkcji Aspiryny, ale też heroiny. 

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    Gość
  • Autor
  • @tetutak przerażające...nowa broń...gaz, który pachnie slodkimi jabłkami, a zabija w sekundy...a dzieci jak pszczoły do ula...Boże strasznie, ostatni oddech to zapach jabłek.... A efekt przed śmiercią to trzęsące się ciała...ot wyobraźnia.dziękuję za odczytanie mojego...no właśnie czego...lamentu projektanta przestrzeni dla ludzi

    @tetu SYRYJSKI SEN

     

     srebrny krawężnik niczym miękka poduszka

    cieplutka kołderka z wojennego lóżka

    czyjaś nóżka kogoś głowa

    niesłyszalna dla żywych rozmowa

    zapach jabłek roznoszący cierpienie

    w syryjskim słońcu dawnych dzieci cienie

    uśpione na zawsze wydanym rozkazem

    dla świata pozostają chwilowym obrazem

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    Gość
  • Autor
  • @Oxyvia dziękuję za przeczytanie mojego lamentu...przeraża mnie wyobraźnia, którą napędza nowa technologia, a ofiarą, jak często jest ten sam niezmiennie bezbronny człowiek🥀

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    W dniu 14.10.2019 o 12:08, Dag napisał:

    @Oxyvia dziękuję za przeczytanie mojego lamentu...przeraża mnie wyobraźnia, którą napędza nowa technologia, a ofiarą, jak często jest ten sam niezmiennie bezbronny człowiek🥀

    Niestety nie tylko człowiek. Masowo wymierają całe gatunki zwierząt i roślin. Umiera planeta.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    Gość
  • Autor
  • @Oxyvia Zgadza się.Polecam Ci dokument odcinkowy ' One Strange Rock'....zrobiony przez grupę astronautów, zjawiska na ziemi z ich perspektywy, w czasie misji kosmicznej.... myślę, że mogłoby Ci się spodobać.Dziękuję i pozdrawiam 

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    Gość
  • Autor
  • @Ast Voldur strzał w serce, ale oczekiwany..

    taka produkcja chwil na zawołanie, odbijała się mi tandetą...jeżeli się jeszcze ujawnię w Haiku, to nie będzie to szukanie momentu, ale faktycznie trwającą chwila ...  twórcy Haiku , porzucali rodziny, odcinali się od tłumu, a ja profanuje ich styl zza biurka... żenada dziękuję za przebudzenie...

    Edytowane przez Gość

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Dołącz do dyskusji

    Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

    Gość
    Dodaj odpowiedź do utworu...

    ×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

      Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

    ×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

    ×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

    ×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


    • Zarejestruj się. To bardzo proste!

      Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

    • Ostatnio komentowane

    • Ostatnio dodane

    • Ostatnie komentarze

      • Ten Afrykanin z Burkinia Fasa wciąż bezwstydnie sobie hasa przyodziany w gajer bo on to nie frajer żeby latać na golasa.
      • {Prolog}   Za siedmioma górami, za ośmioma rzekami i za jednym fotelem fryzjerskim, leży miasteczko: Lochaluba. Nazwę zmieniono na właśnie taką, z uwagi na wydarzenia, które miały tam miejsce.   *   Mieszkańców budzą nieokreślone odgłosy dobiegające zewsząd. Niektórzy dochodzą do siebie natychmiast, inni zaś etapami, otwierając po jednym oku, by w końcu spojrzeć wszystkimi dwoma. Na domiar złego, całość obudzonych myśli podobnie: co za cholera budzi nas w środku nocy? Co prawda, jest południe i słoneczko już zapomniało, że wykuknęło z pościeli horyzontu, ale dla wnerwionych to wczesna godzina, gdyż lubią dłużej pospać. Okiennice otwierają się prawie równocześnie i z każdej natychmiast wystaje głowa, gdyż ludzie zaspani, też bywają ciekawi. Tym bardziej że pragną powrzeszczeć, na przyczynę ich wstawania o tak wczesnym świcie. Nagle zdają sobie sprawę, że owe dźwięki, to wrzaski rozpaczy a, i szloch między nimi słychać. Wszystkie głowy kierują swe spojrzenie, w jedną stronę, gdzie znajduje się Siedziba Golibrody, Fryzjera Brzytewki. Zakładają odzienie – gdyż bieganie na golasa po kocich łbach, może być niebezpieczne – i pospiesznie udają się do wspomnianego przybytku. Im są bliżej, tym zawodzenie jest głośniejsze i bardziej przyziemne. Niektórzy miarkują, że Brzytewka poślizgnął się na własnych łzach.   *   Jestem miejscową Czarownicą, przydzieloną do tego miasteczka. Utrapienie z tymi mieszkańcami. Wciąż pragną jakichś zaklęć. A ja mam inne zmartwienie na głowie. Zakochałam się we Fryzjerze. Nie zbywa mu na rozumie, ale uczucie nie sługa. Podąża swoją drogą, prosto do jego serca. Tylko że on bezczelnie ma już żonę. Nic nie wie o moim uczuciu, którym do niego pałam, całą sobą. Mam pewien plan. Szkopuł w tym, że Wielki Czarownik jest skąpy. Obdarował mnie tylko jedną możliwością na rok. Chodzi o zamianę, czegoś w coś. Inne lafiryndy dostały więcej. Domyślam się dlaczego. Pielęgnują jego Magiczną Rózgę. Nawet wiem, w jaki sposób, ale nie powiem, bo prawa ze mnie czarownica. Chociaż Fryzjerowi, to ja bym nawet... ech... No właśnie. Wspomniałam o planie. Czas na realizację.   *   Otwierają drzwi. Widok, którego doświadczają, nie napawa optymizmem. Fryzjer siedzi na fotelu (nie na podłodze) i faktycznie szlocha dużymi łzami, co by nie było takie straszne. Tylko że on trzyma brzytwę, z widocznym zacięciem w oczach. Dobrze chociaż, że przy swoim gardle, mamrocząc przez słoną wodę w oczach, że za chwilę się poderżnie. Zakończy to bezsensowne życie? Z tej niedoszłej krwawej przyczyny, dochodzi do początku wymiany zdań:   — Człowieku! Tyś głupi? Brzytwę chcesz stępić, na tępej skórze? Narzędzie pracy. Popatrz na nas, fajnie zarośniętych. Nie pójdziesz na bezrobocie. Twoja rozpacz jest bezzasadna. Oddaj narzędzie zbrodni. — Co ty do niego gadasz? Jakie narzędzie zbrodni? Poczekajmy chwilę... — Nie żartujcie sobie ze mnie – charczy fryzjer – mnie wielkie nieszczęście spotkało. — Przecie piana z ust ci nie wycieka... — Zamknij się. On nie jest wściekły, tylko wewnętrznie struty. Gadaj Brzytewka, o co chodzi. A w ogóle, gdzie masz żonę? Przeważnie tu była. — Uciekła do lasu. Rozumiecie? — Poszła na grzyby? — No dobra. Odkładam ostrze, bo widzę, że się o mnie troszczycie. Posłuchajcie o nieszczęściu. — Twoim? — Przecież mówię. — W porządku. Chcieliśmy się upewnić. — Dajcie mi mówić! — Mordy w kubeł. Słuchamy. — On nie ma kubłów. Zaledwie naczynko na piankę. — Cicho! Wysłuchajmy go wreszcie!   *   Do żabich bobków i pajęczych skrzydeł... może źle zrobiłam. Wiadomo, jędza ze mnie... tylko żeby aż taka. Skoro kocham go przeraźliwie, to dlaczego sprowadziłam na niego nieszczęście. Już nie wspomnę o warunkach, co to wszystko cofnie. Żeby chociaż miał więcej rozumu. A jeżeli zgrywa głupiego? Jeżeli udaje, to jeszcze pół biedy. Chociaż trzeba uczciwie przyznać, że jego brzytwa ma bardziej wyostrzone krawędzie zmysłów. Co ja pierdzielę? To chyba od tej niespełnionej miłości, wiecheć miotły w mózgu miesza. Tak czy siak, wredne ze mnie babsko, choć zakochane, po sam czubek czarów.   *   — Trudno mi o tym gadać. Nadal nie mogę uwierzyć w to, co zobaczyłem. Siedzimy sobie z żoną, ja na fotelu a ona na mnie. Mieszam za nią po omacku pianę, bo mi jej ciało zasłania, aż tu nagle wchodzi nasza Czarownica. Widzę w jej oczach dziwne błyski. Żona zeskakuje z fotela i wali ją po gębie. Jakby coś przeczuwała. Jędza patrzy na mnie i wyznaje miłość. Pytam, czy ta miłość mnie dotyczy, bo jakby co, to ja już mam żonę, o czym przed chwilą miała okazję się przekonać. Potakuje, że mnie dotyczy i że mnie pragnie. Żona znowu ją wali po pysku, ale ona ją unieruchamia na lampie. Teraz wisi i tylko fika nogami ze złości. Czarownica do mnie podchodzi i całuje mnie w usta. Zalatuje sraczką dżdżownicy i czymś jeszcze. Szepce do mnie: ''tyś mój''. Ja odpowiadam: a gówno twój, takiego wała. A ona rzecze: ''skoro tak, to spójrz, co zrobię'' Spojrzałem.   *   Jestem Czarownicą od zarania dziejów, ale na taki zdumiony i smutny wzrok, drugi raz w swoim życiu spozierać nie chcę. Gdy było po sprawie, od razu pożałowałam mego haniebnego czynu. W końcu jego żona nie domaga na zdrowiu, to kto wie... może zostanie i tak wolnym wdowcem na wydaniu. Kurdę, znowu zaczynam myśleć jak egoistycznie pokręcona. Musiałam na poczekaniu ustanowić warunki, co wrócą żonę do poprzedniego stanu. Dlatego wyszło, jak wyszło.   *   Spojrzałem i zobaczyłem. Dziką świnię. Lochę konkretnie. Moją ukochaną żonę. Od razu spadła z lampy, gdyż jej waga dramatycznie wzrosła. Stała na mnie i się patrzyła, a ja siedziałem na fotelu i słowa rzec nie mogłem. Aż w końcu wrzasnąłem:   – Coś ty zrobiła mojej żonie? Odczaruj natychmiast, w te zasrane pędy, bo w gębę brzytwą przywalę, rozcinając w międzyczasie powietrze przed tobą... a co one winne? No co tak patrzysz... o cholera... ty płaczesz. Umiesz? Dlaczego to zrobiłaś? Gadaj! Och ty niedobra! — Kocham ciebie nad życie a skoro tak, to dlaczego cię udręczyłam sowicie? — No właśnie. I czemu rymujesz? Durnowata jesteś? — Głupiś. Czar nie bardzo jeszcze działa. Lepiej otwórzmy drzwi, to ucieknie. Może nas zaatakować, jak już się stanie naprawdę świnią. — To jeszcze nią nie jest? Chyba wiem, co widzę? — Psychicznie jeszcze nie, lecz za chwilę będzie. — Cholera, zaczyna warczeć? — Raczej chrząkać jak już. — To moja ukochana żona. Wcale niepodobna. — Dopiero teraz zauważyłeś? — Rusza się coraz bardziej. Złowrogo spogląda. Otwieram drzwi. — Niepotrzebnie. Uciekła przez okno wystawowe. Szklarz będzie potrzebny. — Szklarz? Raczej psychiatra. I do mnie i dla ciebie.   ~ — Odpocznij sobie. Mniej więcej się orientujemy, co zaszło. Twoja żona uciekła do lasu. — No chyba. Nie chcę odpoczywać. Posłuchajcie, co było dalej. Jest nadzieja. Jak mi pomożecie. Pomożecie? — Pomożemy! ~   — Posłuchaj mnie uważnie. Jam żałuję, tego com zrobiła. Ale istnieje szansa, że twoja żona powróci do stanu poprzedniego. — Byle bez racic. Tego bym nie przeżył. — Jeżeli wszystko pójdzie jak trzeba, to znaczy jak spełnisz warunki, to będzie dokładnie taka, jak poprzednio. — A nie można by ją przy okazji trochę... wyładnić... odmłodzić... ulepszyć... seksualnie pobudzić... — Nie!!! Słuchaj, co powiem.   ~ — No tak. Dać komuś dłoń, to zaraz chce całą rękę. Jak mogłeś? Gdy się ważyły losy twojej luby. — Jego: Lochaluby. — Ale śmieszne. Wiem, dałem plamę. To przez stres. — Przez stres? A może przez co innego? — Zamknijcie się. Teraz będzie najważniejsze. Liczę na waszą pomoc. — Jesteśmy do dyspozycji. ~   — Musisz spełnić dwa warunki, by odzyskać żonę. — Aż dwa? A nie można jednego? — Wtedy do połowy będzie nadal świnią. — Której połowy? Bo tak sobie myślę... — Ty lepiej za dużo nie myśl, tylko słuchaj. — Dobra. Już milczę. — Warunek pierwszy. Musisz ją uczesać na fotelu, na którym siedzisz. — Tu nie ma miejsca. — Jak zejdziesz, to będzie. — Rozumiem. Ale chwila... to, po co daliśmy jej uciec. — Żeby się wyszalała w lesie, a nie tutaj. — A drugi warunek? — W samo południe, lub coś koło tego, musicie stanąć na ulicy, naprzeciwko siebie... — Mam się pojedynkować z dziką świnią. A jak mnie zastrzeli? Albo ja ją? — Głupiś czy co? Gdy ona podejdzie do ciebie, na dwóch łapach... to wtedy odzyska swoje ciało. — Dobre i to. Jak to: podejdzie? Nie widziałem lochy, chodzącej na dwóch. — Wielki czas, żebyś ujrzał.   *   Wielu mieszkańców pospiesza do lasu. Ciągną za sobą znaczny wózek. Na przodzie biegnie Fryzjer Brzytewka. On ją najszybciej rozpozna. To w końcu jego żona. Za pewnie jakieś szczegóły w niej pozostały, tylko jemu znane. Nagle zmartwionemu mężowi się przypomina, że locha miała żółtą kokardkę na głowie. Widocznie czar zadziałał na 99%. Będzie można łatwiej rozpoznać, gdyby się okazało, że jest ich więcej. Faktycznie. Jest łatwiej rozpoznać. Nie ona jedna biega po lesie. Po wielu zawiłościach i nie trafieniach na tą co trzeba, w końcu udaję się ją złapać, narzucając na żonę pokaźną siatkę. Transport przebiega w miarę bez zakłóceń. W końcu osiągają cel.   — Trzymaj ją, do cholery! Wierci się jak dzika świnia. — Spogląda na mnie groźnie. — Kładźmy ją na fotel... a ty Brzytewka, zacznij ją czesać. — Grzebień stępię. — Nie marudź. Chcesz odzyskać żonę, czy nie? — Jak długo mam czesać. Trudno cholernie. Wierci się jak diabli, a szczecina twarda. Smyka się. — Przywiążmy ją. — Czym? — Czym się da. Będzie potrzebna do drugiego warunku... o kuźwa, co się dzieje? — Niech to licho... górna połowa jest... żoną.... a dolna jeszcze... dziką świnią. — Kurdę a ja miałem nadzieję, że będzie odwrotnie. — Ej ty... fryzjer... tobie na łeb padło od tego wszystkiego. O drugim warunku pomyślmy. — Ona nic nie mówi. — Głupiś! W szoku jest. Ale może kapuje, co jest grane. Wytłumacz jej drugi warunek. — Posłuchaj złotko. Wyjdziemy grzecznie na ulicę, ty podejdziesz do mnie na dwóch ła... nogach i sprawa załatwiona. Będziesz taka jak... poprzednio. Pokiwaj ry... głową, że rozumiesz. — O kurdę! Pokiwała... ale coś tam mruczy... jakby... o perłach. — Cholera wiem. Mamy rozwiesić nad nią perły, to wtedy pójdzie na dwóch do przodu, zbierając skrzętnie na naszyjnik. Zawsze o takim marzyła. Ale skąd je wziąć? — Ona nie wieprz, tylko dzik. — Cicho tam. Jedno i drugie prawie to samo. Podaruje sąsiadce swoje. Niech stracę. Tak miło obgaduje innych. Bez złośliwości, jeno z ciekawości. To wyjątkowa sytuacja. Trza pomóc w biedzie.   W samo południe, Dzikożona i Fryzjer stoją na ulicy między szpalerem ciekawskich mieszkańców, pod końcami rozwieszonego sznurka, na którym dyndają perły. Luba do odczarowania trochę bardziej jarzy, o co w tym chodzi, ale nie na tyle, żeby ją martwił widok nóg oraz ich górnego zwieńczenia. Z wielkim wysiłkiem podnosi się do pozycji pionowej i zaczyna zbierać perły, idąc wzdłuż pod linką. Gdy dotyka swym ciałem Fryzjera, zamienia się ponownie w rodowitą żonę. Dokładnie taką samą jak była. Wiwatów nie ma końca. Hulanek i swawoli też. Nie pamięta czegokolwiek z okresu dzikiej świni. A nawet się dziwi, skąd nagle stoi na ulicy. Przecież siedziała mężowi na kolanach, gdy wiercił w pianie, zamiast... nieważne.   *   Mieszkańców budzą nieokreślone odgłosy dobiegające zewsząd. Niektórzy dochodzą do siebie natychmiast, inny zaś etapami, otwierając po jednym oku, by w końcu spojrzeć wszystkimi dwoma. Po jakimś czasie, wielu z nich znajduje się w zakładzie Fryzjera z Lochaluby. Tłumaczy im, że usłyszał głos Wielkiego Czarownika, który zaproponował: kompromis. Stąd te odgłosy rozkoszy, smutku i czegoś tam jeszcze. Tak przynajmniej domniema.   — Teraz nic nie słyszymy. — Bo odłożyłem na bok. — W takim razie, nie rozumiemy, o co chodzi. — To bardzo proste. W.C. zamienił Czarownicę w skórzany pasek do ostrzenia brzytwy, z zachowaniem pełnej świadomości, ego... i tego typu głupot. Gdy pocieram, to słychać... to, co słychać. Jest ze mną. W końcu o tym marzyła. — Jak będziesz za często pocierał, to ci po gołej dupie tym paskiem przywalę - dodaje Luba.
      • Dobro-byt nad byt Istota poprzedza istnienie, a błysk zapałki zapomnienie. Ajfon 12 w posalonowym Nissanie, Wilanów 88 m2 mieszkanie, widziałem u Justyny Święs na Instagramie. W kolejce sztywno tłum, zawczasu do wyczerpania zapasów.
      • Brak zrozumienia to jeszcze nie schizofrenia.  I rzeczywiście bardzo zwięzłe.   Pozdrawiam :)
      • @Franek K Dziękuję za komentarz :-)
    • Najczęściej komentowane

    ×
    ×
    • Dodaj nową pozycję...

    Powiadomienie o plikach cookie

    Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności