Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki
iwonaroma

cierpienie i miłość

Rekomendowane odpowiedzi

tęsknią za sobą

(myśli marzenia sny...)

 

a gdy nastąpi spotkanie

 

błogość zenitu!

 

miłość ulatuje

spełniona

 

cierpienie zanika

 

Edytowane przez iwonaroma

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 47 minut temu, WarszawiAnka napisał:

    Czy wiersz jest na pewno optymistycny? Bo jeśli "miłość ulatuje" - to czy już jej nie ma?

     

    Pozdrawiam

     

     

    Jest jest :) ulatuje od miejsca ZWIĄZANIA z cierpieniem, ale nie znika (nie może, a zresztą - nie chce :)).

    Z drugiej strony - uważam, że miłość, która nie zazna choćby krzty cierpienia jest jakby niepełna...Stąd potrzeba złączenia, nawet z czymś niekoniecznie korzystnym. 

    Zdrówka też

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  •  

    Teraz, wjola napisał:

    nieco zakamuflowany lecz głęboki optymizm zmusił mnie do refleksji :)

     

    z pozdrowieniami :)

     

     

    Dzięki :)

    P.S. Już martwiłam się, że  tak długo Cię nie ma, ale wiadomo, wakacje, wojaże...

    Serdecznie pozdrawiam również :)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 6 godzin temu, Justyna Adamczewska napisał:

    Ale znowu przybywa. To wykres jak sinusoida . U Ciebie zawsze zagadkowo, jadnak i pouczająco. :))

     

     

     

    dzięki :)

    Co do sinusoidy, to się zgadzam, jednak warto ją postawić do pionu ;) wówczas: teza (miłość) i antyteza (cierpienie) daje w wyniku syntezę -- miłość wyższego rzędu. W dół sytuacja ma się odwrotnie, tzn. cierpienie przeważa i w konsekwencji następuje nie synteza ale analiza - rozpad. Nie miałam tego całego teoretyzowania na myśli pisząc wiersz! :) ale dziś "przez przypadek" czytałam fragment z Osho o dialektyce i tak mi zapasowało do interpretacji tego, co napisałam ;)

    Ale faktem jest, gdy miłość pozna cierpienie (np. gdy bardzo zachoruje nam kochana osoba) to kochamy jeszcze więcej! Z drugiej strony, np. podczas wojny - cierpienie się panoszy i rozprzestrzenia...

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 1 godzinę temu, Tomasz_Biela napisał:

    @iwonaroma za dużo 'ę' 'ą' w tym wierszu. minimalizm jest, który budzi szeroką wyobraźnię. nie moją. 

     

    ale wiersz jest. kobiecy taki 

     

    pozdrawiam t. 

     

     

    Masz rację z tym ą ę. Teraz to widzĘ. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że ę jest tylko jedno! :) Coś spróbuję przeredagować, bo fakt - może drażnić. 

    Dzięki za dostrzeżenie mojej tożsamości płciowej ;) a że wyobraźni nie uruchomiło, to muszę się z tym pogodzić :)

    zdrówka też

     

     

     

     

    -------------------------

     

    Dzięki Silver za serce!

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    W dniu 14.09.2019 o 08:53, iwonaroma napisał:

     

    dzięki :)

    Co do sinusoidy, to się zgadzam, jednak warto ją postawić do pionu ;) wówczas: teza (miłość) i antyteza (cierpienie) daje w wyniku syntezę -- miłość wyższego rzędu. W dół sytuacja ma się odwrotnie, tzn. cierpienie przeważa i w konsekwencji następuje nie synteza ale analiza - rozpad. Nie miałam tego całego teoretyzowania na myśli pisząc wiersz! :) ale dziś "przez przypadek" czytałam fragment z Osho o dialektyce i tak mi zapasowało do interpretacji tego, co napisałam ;)

    Ale faktem jest, gdy miłość pozna cierpienie (np. gdy bardzo zachoruje nam kochana osoba) to kochamy jeszcze więcej! Z drugiej strony, np. podczas wojny - cierpienie się panoszy i rozprzestrzenia...

    To ja dziękuję za tak mądre słowa. Akuratne są. 

     

    Dobranoc

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 10 minut temu, Justyna Adamczewska napisał:

    To ja dziękuję za tak mądre słowa. Akuratne są. 

     

    Dobranoc

     

     

    :)

     

    również dobrej nocy

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Ja przeczytałem "tęskniĘ za sobą" co od razu mi się spodobało. Przy drugim czytaniu dostrzegłem swoją pomyłkę. Ale może nie taka znów pomyłka ;)

    Pozdrawiam!

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 2 godziny temu, Kot napisał:

    Ja przeczytałem "tęskniĘ za sobą" co od razu mi się spodobało. Przy drugim czytaniu dostrzegłem swoją pomyłkę. Ale może nie taka znów pomyłka ;)

    Pozdrawiam!

     

    To prawda :) jak już się znajdzie siebie...w całości...to za czym tu tęsknić ? Ale my jeszcze w drodze, co nie? 

    Zdrówka też. 

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Dołącz do dyskusji

    Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

    Gość
    Dodaj odpowiedź do utworu...

    ×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

      Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

    ×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

    ×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

    ×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


    • Zarejestruj się. To bardzo proste!

      Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

    • Ostatnio komentowane

    • Ostatnio dodane

    • Ostatnie komentarze

      • Nie pojmuję chęci bycia innym, za wszelką cenę, prócz potrzeby uwagi. Siada na orgu poziom, jestem od 7 lat, obserwuję. Ale lubię, piszę chyba lepiej. Bije z tekstu frustracja. Czy to o pisanie chodzi? bb
      • Po prawdzie nie wiem chyba z przyzwyczajenia 
      • @Lach Pustelnik Ja też i też jw. :D
      • Lekko się czytało. Tytuł nie jest trudny do rozszyfrowania i zapowiada humor. :)   Pozdrawiam :)
      • Cierpienia Starego Wertera   Opowiadanie (dla młodzieży od lat 18)     Motto: Nadzieja nie umiera nigdy                             Niniejsze opowiadanie dedykuję wszystkim którzy stracili swoich bliskich w podobnych okolicznościach                   Józef Wierzbicki                       - 1 -     Rozdział I   - Dom-     Czwartek- dzień pierwszy   - Sławek Ja umieram - usłyszałem w słuchawce jej głos. Zadzwoniła jak zwykle rano i z niecierpliwością znowu pytała kiedy zrobią mi operację . - Już po operacji odpowiedziałem - ale chyba nie do końca się udała, mogą mnie jeszcze zatrzymać . - Ja umieram, ale Ty ...Ty będziesz żył długo , pochodzisz z długowiecznej rodziny - Znowu usłyszałem przyśpieszony oddech a potem potok słów który przechodził jak echo gdzieś obok mnie i i rozpływał się w oddali. Mówiła coraz szybciej.   - Ja nie chcę bez Pikusia - Usłyszałem w końcu sam siebie. - Jak Mnie jutro nie wypiszą to wyjdę bez wypisu -dodałem.   Przez jakiś czas leżałem na szpitalnej sali wśród ludzi z którymi nie utrzymywałem żadnego kontaktu i próbowałem zebrać myśli. Wiedziałem że muszę zaraz zadzwonić bo inaczej zadzwoni znowu, jeszcze bardziej roztrzęsiona. Wróciłem na korytarz. Upłynął dłuższy czas zanim odebrała telefon . Była już spokojniejsza – w odróżnieniu ode Mnie . - W domu będę jutro - najpóźniej w południe – wszystko będzie dobrze - mówiłem spokojnie jak przystało na głowę rodziny. - Jak będę wyjeżdżał to zadzwonię - wszystko będzie dobrze -powtórzyłem.   Schludne utrzymany szpital urologiczny w Katowicach przyjął mnie kilka dni temu przed terminem . Mile zaskoczył hasłami o prawach pacjenta a nawet instrukcją gdzie mogę składać skargi na personel. O terminie zaś operacji powiadomiono mnie dwa dni wcześniej. Tak pozytywnie nastawiony doszedłem do wniosku że o operacji powiadomię swoją lepszą połowę dopiero po jej wykonaniu . Taka niespodzianka.   Kiedy późnym wieczorem pielęgniarka zgasiła światło wróciłem myślami do rannej rozmowy żoną . Wszystko co mówiła wydało mi się jakąś wielką niedorzecznością spowodowaną zagrożeniem które niósł mój pobyt w szpitalu oraz jej impulsywny charakter. Mimo tak logicznego wytłumaczenia dalej miałem chaos w głowie. Wreszcie dotarło do mnie że mówiła o raku. „Mam raka” słyszałem teraz wyraźnie jej podniecony głos .Ale to również jakiś absurd .Przecież miesiąc temu temu lekarze rozpoznali u niej osteoporozę i na to się leczyła . Zanim poszedłem do szpitala kupiliśmy refundowany gorset a później ”balkonik” do chodzenia . Chociaż szok po rozmowie powoli mijał ja dalej nic nie rozumiałem. Nad ranem litościwy sen odstawił na bok cały wczorajszy dzień.     Piątek - dzień drugi   Panie Sławomirze,pobudka!Ktoś potrząsnął moim ramieniem. Ranny obchód .   - 2 -     Pielęgniarka zaczęła poprawiać pościel przy moim łóżku. W świetle porannego słońca spostrzegłem między łóżkami ordynatora,lekarzy prowadzących oraz towarzyszących im asystentów. Kiedy doszli do mnie- lekarz prowadzący coś mówił do ordynatora przeglądając moją kartę odpię- tą od oparcia łóżka. Dziś badanie kontrolne a jutro wypis - zawyrokował ordynator. Przeszedł do łóżka obok. Mimo woli usłyszałem jego rozmowę z sąsiadem która na moment odwróciła moją uwagę od własnych spraw. U Pana zdiagnozowaliśmy guza na nerce. Dopiero w czasie operacji podejmiemy decyzję czy nerkę będzie można zostawić czy trzeba będzie usunąć. Zaskoczyła mnie reakcja sąsiada - rosłego chłopa - który nagle się rozpłakał. Szybko wróciłem do własnych problemów .Wyszedłem na korytarz żeby zadzwonić do domu.   Powoli wykręciłem numer. Odebrała od razu. Widać czekała na ten telefon. I co ? Przyjedziesz dzisiaj? Nie, przyjadę dopiero w sobotę - odparłem Była tak zawiedziona że moich wyjaśnień w ogóle nie przyjmowała do wiadomości. Przekonał ją dopiero argument że, odejście ze szpitala bez wypisu narazi Nas na zwrot kosztów mojego leczenia. Długo potem rozmawialiśmy jeszcze o dorosłych już synach unikając wczorajszego tematu. Po południu miałem badanie kontrolne które potwierdziło że, operacja się udała. Masz Pan teraz prostatę jak niemowlę - żadnych zastoin – stwierdził urolog. Zamiast ukojenia wiadomość ta przeniosła jedynie moją uwagę ponownie na wczorajszą rozmowę z żoną . Cofając się w czasie zacząłem szukać dowodów na potwierdzenie lub zaprzeczenie sensu tego co mówiła - ale to co w końcu znalazłem nie było pocieszające. Przypomniałem sobie dokładnie przebieg kłótni jaka wybuchła między nami rok a może półtora roku temu. Poszło o moją prostatę a właściwie o uciążliwość noszenia cewnika na co się poskarżyłem. Ponieważ w domu wszyscy mieli prawo chorować oprócz Mnie rozmowa szybko przerodziła się w kłótnie . Nagle usłyszałem jej wrzask „A ty wiesz na co ja jestem chora”. „Powiedzieć ci” . Ton w którym to wypowiedziała był tak dramatyczny że przez dłuższy czas milczałem nie mogąc zebrać myśli .Nie wytrzymałem dopiero kiedy zaczęła tłuc talerze. Zbierając z podłogi skorupy wraz z tym co pozostało z obiadu zacząłem wyzywać ją od „zbuka” i „bździbąka” - to ostatnie określenie sam wymyśliłem bo trafnie oddawało jej charakter. Nie pozostawała mi dłużna . Rozmyślając nad tą małżeńską sielanką zmęczony całym dniem w końcu usnąłem.   Sobota - dzień trzeci   Nie ruszając się z łóżka dzień rozpocząłem od wspomnień. Od epizodów których przedtem nie rozumiałem a które teraz nabierały znaczenia . Cofnąłem się w czasie prawie o rok . Pamiętam jak przez uchylone drzwi tarasu do dużego pokoju wchodziło mroźne powietrze zimowego poranka. . Żona często je uchylała ja zaś zamykałem skarżąc się na zimno. W miarę nowoczesny system okienny zapewniał mikro - wentylację jednak jak twierdziła pokój był mimo tego niedotleniony. Aby uniknąć kłótni dla „świętego spokoju” zamykałem więc uchylone okna lub drzwi kiedy już spała. Uchyl okno - usłyszałem którejś nocy. I tak coraz częściej aż w końcu nie było dnia ani nocy kiedy nie otwierał bym lub nie zamykał okna . Podział ról przy tym bezsensownym „dotlenianiu” uznałem jednak za sprawiedliwy gdyż mając założony cewnik spałem po „zewnętrznej”części wersalki. Wiosną problem sam się rozwiązał .     - 3 -   Zauważyłem też że żona wstaje z coraz większym trudem a kiedy zawitało lato to już nie było wstawanie ale „zwlekanie” . Nie oszczędzała się jednak i jeszcze dwa miesiące temu myła i plewiła chwasty wokół rodzinnego grobowca. Ten coroczny i rodzinny rytuał wiązał się z wyjazdem do sąsiedniego miasta . Mając prawo jazdy nigdy jednak nie prowadziła samochodu . To rezultat mojej niefortunnej kiedyś uwagi aby nie goniła samochodem rowerzysty (na szczęście rowerzyście udało się uciec). Swoje prawo jazdy żeby mnie ukarać dokładnie potargała . Akurat ten okruch wspólnego życia przywołałem z pamięci celowo gdyż mnie uspokajał i utwierdzał w przekonaniu że żona szybciej mówi niż myśli. Na początku czerwca kiedy Mój pogląd że , przyczyną jej kłopotów może być niewielka nadwaga okazał się nietrafny zdecydowaliśmy się pójść do Poradni. Wiesz - w naszym wieku wszyscy mają już reumatyzm a kobiety - „wdowi kark” - pocieszałem ją w drodze do lekarza . Po rutynowym badaniu dostała skierowanie do reumatologa który po tygodniu postawił diagnozę ; osteoporoza. Na początku założony zgodnie z zaleceniami lekarza gorset przez kilka dni przyniósł jej ulgę która jak się później okazało była jedynie efektem placebo. Kiedy środki przeciwbólowe oraz przepisane leki nie przynosiły żadnej poprawy reumatolog zlecił prześwietlenie . Wynik zaskoczył w większym stopniu Nas niż lekarzy. Żona miała pęknięte dwa żebra i uszkodzone kręgi lędźwiowe. O gorsecie oczywiście nie było już mowy natomiast najwidoczniej uznano że spustoszenia w układzie kostnym to efekt postępującego odwapnienia bo nadal kontynuowano dotychczasowe leczenie (ambulatoryjne) na ….osteoporozę . Zwiększono jej jedynie ilość środków przeciwbólowych. Kiedy gorset zastąpił „balkonik do chodzenia” - zrozumiałem że witaminy i leki przeciwbólowe jej nie wyleczą. Myśl że, jedynie tomograf jest w stanie określić stan zdrowia żony szybko przerodziła się w obsesję która towarzyszyła mi już przez cały okres oczekiwania na to badanie. Upalny czerwiec i część lipca spędziłem więc głównie na mozolnych próbach „przyśpieszenia” badań których termin wyznaczono dopiero za cztery miesiące. W promieniu kilkudziesięciu kilometrów od miejsca zamieszkania odwiedziłem wszystkie placówki zdrowia dysponujące tomografem gdzie, prosiłem a właściwie żebrałem o możliwość dokonania wcześniejszych badań. Daremnie. Te największe (uniwersyteckie) akurat były w remoncie pozostałe natomiast podawały termin badań za pół roku a nawet dłużej. Kiedy któregoś upalnego dnia zmęczony wróciłem z kolejnych bezowocnych poszukiwań zadzwonił telefon ze szpitala urologicznego że mam się stawić na operację .I to jeszcze dzisiaj. W pośpiechu zacząłem się golić - zaś uczepiona do balkonika żona pakowała konieczne do pobytu w szpitalu rzeczy. Widząc Mnie już ubranego w końcu nie wytrzymała i wybuchnęła płaczem. Tak się rozstaliśmy.   Z tych niewesołych wspomnień wyrwał mnie głos pielęgniarki. Panie Sławomirze - proszę odebrać wypis. Będąc już w autobusie zacząłem układać plan działania na najbliższe dni i tygodnie . Z autobusu też zadzwoniłem do domu . Kiedy wysiadłem przed Szpitalem Wojewódzkim – rozpoczął się mój wyścig z czasem. Pierwsze kroki skierowałem do „Punktu świątecznej pomocy” - placówki położonej w wewnętrznej części szpitalnego dziedzińca.. Przez wiele lat z tego właśnie miejsca odbierałem żonę z nocnych dyżurów. Okazało się że placówka udziela pomocy tylko w przypadkach osobistych zgłoszeń i doraźnych niedyspozycji. Pracownik placówki zaczął je dokładnie wyliczać: bóle głowy ,żołądka, obstrukcja… ……...nie czekałem aż wymieni „złamanie paznokcia” tym bardziej że wściekle rozdzwonił się telefon. Dzwoniła żona.   - 4 -   Jeszcze jadę , są korki, - kłamałem Żeby dostać się do patomorfologii(tam pobierają wycinki tkanek rakowych) musiałem obejść cały budynek . Na drzwiach przeczytałem że histopatolog przyjmuje do czternastej trzydzieści , - na komórce było już po piętnastej. Jedyną więc możliwością przyjęcia żony na oddział było pogotowie ratunkowe. Z tym przeświadczeniem stanąłem w progu domu który o
    • Najczęściej komentowane

    ×
    ×
    • Dodaj nową pozycję...

    Powiadomienie o plikach cookie

    Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności