Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki


Rekomendowane odpowiedzi



  • Autor
  • 13 minut temu, Marlett napisał:

    lepiej krasnala wygoń z chałupy

    dasz czekoladę to zechce zupy

    super rym do... zupy :))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))

     

    Lepiej z krasnalem nie zadzierać,

    bo ma olbrzyma przyjaciela.

    Edytowane przez Sylwester_Lasota

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • Lepiej z krasnalem się znaleźć w dolinie,

    niźli z Wysockim jechać przez pustynię.

     

    Lepiej z krasnalem na bezludnej wyspie,

    niźli z olbrzymem, co wyspy zna wszystkie.

     

    Lepiej krasnala nie budzić z wieczora,

    bo potem noc całą będzie harcował.

     

    Lepiej z krasnalem nie igrać nad ranem,

    bo potem może być przekichane.

     

    Lepiej nie igrać z krasnalem za dnia,

    bo może zaboleć potem część zadnia.

     

    Lepiej z niedźwiedziem mieć już na pieńku,

    niźli z krasnalem z maczugą w ręku.

     

    Lepiej nie drażnić krasnala w nocy,

    bo potem pluje prosto w oczy.

     

    Lepiej z krasnalem bawić się w parku,

    niźli pod kołdrą czytać z latarką.

     

    Lepiej krasnala zostawić w spokoju,

    jak się rozbryka, nie ustanie w boju.

     

    Wystarczy? :))))))))))))))))))))))))

    Edytowane przez Sylwester_Lasota

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • Godzinę temu, Marlett napisał:

    Marysia sierotka 

    to przecie bigotka

    :))

    Nic mi o tym nie wiadomo,

    Śnieżka więcej wie coś, ponoć.

     

    A co do krasnali, to myślę, że szacunek im się należy, bo to przecież chyba jedyne z naszych mitologicznych stworzeń, które przebiły się do światowej kultury i masowej świadomości, chociaż chyba rzeczywiście nieco zdeformowane.

    Edytowane przez Sylwester_Lasota

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Dołącz do dyskusji

    Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

    Gość
    Dodaj odpowiedź do utworu...

    ×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

      Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

    ×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

    ×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

    ×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


    • Ostatnio w Warsztacie

      • Kruszeją ściany, łaszą się ściany
        Do stóp, w bluszcze się odziewając,
        Ciemnieje Księżyc, w słońce przybrany,
        Obłoki z niebios spełzają
        I śliskie od deszczu, od płaczu śliskie
        Ich poszarzałe kończyny,
        Jakby opary nad uroczyskiem, 
        Nie dar dla ludzkiej rodziny.
         Bukiecą się gwiazdy niedopłakane
        Gotowe zsiąść z firmamentu,
        Czyż to nie smutek, odległy Panie,
        Szloch zduszony w ręku?
        Czy to nie źrenic ślepych, złowróżbnych
        Toń czarna, chociaż nie wroga,
        Klnie skrzydła aniołów na wieki posłusznych
        Milczącym rozkazom Boga?
         

        Westchnieniem pieścim podnóża tronu
        Nie odnajdziem już domu
        Posoka spływa spomiędzy szponów
        Niemilim naprawdę nikomu
         

        Gdybyś, o Antaresie szalony
        Jak siostra Twa, Sol, nabrzmiał lśnieniem
        I chwałą swą oblał ziemskie kaniony
        I wyrwał z rąk starczych marzenie
        Szaleńca, co wszystko przećmiewa
        Sam przezrocza skrywając
        Dłonią, której nie znam
         

        Jednością wyście, skłóceni
        By krew spijać, co w gleby wsiąka
        Ty, strzegąc strwożonych źrenic,
        I Ty, co się po ziemi błąkasz 
        Ten ledwie robactwem mnie nazwał,
        Już wysławia motyle,
        Ten ledwie kobiece dał łono,
        Już pyta prześmiewczo: Ile?
        Ten łka, aż się czerń zazieleni,
        Choć pewno nie ze smutku,
        Ten w sierpie księżyca utkwił swe zęby,
        Omgli mię pomalutku.
        Kimżeś był, z pyłów gwiezdnych
        Zrodzon, artysto światła?
        Enigmo, kto Twemu łonu
        Pocałunki skradał?
        Dlaczego, otworzywszy powieki,
        Zamknąłem się w Tobie na wieki?
        Ja, niewolnica, ja, w zastaw oddany
        Ja, gorszy od bomb, rozdygotany
        Ja, klątwa i błogosławieństwo zarazem
        Ja, źródło podłości, co niesie ekstazę
        Ja, który widzi tak wiele, że wcale
        Ja, tak samotny, że szepcę stale
        Ja, z cieniem walczę, przed blaskiem uciekam
        Ja, określ inaczej niźli człowieka.
         

        Na próżno wsparty rozumem,
        Ja, Boże, cię kochać nie umiem.

        Edytowane przez Immortelle
    • Najpopularniejsze w ostatnich 7 dniach

    • Zarejestruj się. To bardzo proste!

      Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

    • Ostatnio komentowane

    • Ostatnio dodane

    • Ostatnie komentarze

      • Kruszeją ściany, łaszą się ściany Do stóp, w bluszcze się odziewając, Ciemnieje Księżyc, w słońce przybrany, Obłoki z niebios spełzają I śliskie od deszczu, od płaczu śliskie Ich poszarzałe kończyny, Jakby opary nad uroczyskiem,  Nie dar dla ludzkiej rodziny.  Bukiecą się gwiazdy niedopłakane Gotowe zsiąść z firmamentu, Czyż to nie smutek, odległy Panie, Szloch zduszony w ręku? Czy to nie źrenic ślepych, złowróżbnych Toń czarna, chociaż nie wroga, Klnie skrzydła aniołów na wieki posłusznych Milczącym rozkazom Boga?   Westchnieniem pieścim podnóża tronu Nie odnajdziem już domu Posoka spływa spomiędzy szponów Niemilim naprawdę nikomu   Gdybyś, o Antaresie szalony Jak siostra Twa, Sol, nabrzmiał lśnieniem I chwałą swą oblał ziemskie kaniony I wyrwał z rąk starczych marzenie Szaleńca, co wszystko przećmiewa Sam przezrocza skrywając Dłonią, której nie znam   Jednością wyście, skłóceni By krew spijać, co w gleby wsiąka Ty, strzegąc strwożonych źrenic, I Ty, co się po ziemi błąkasz  Ten ledwie robactwem mnie nazwał, Już wysławia motyle, Ten ledwie kobiece dał łono, Już pyta prześmiewczo: Ile? Ten łka, aż się czerń zazieleni, Choć pewno nie ze smutku, Ten w sierpie księżyca utkwił swe zęby, Omgli mię pomalutku. Kimżeś był, z pyłów gwiezdnych Zrodzon, artysto światła? Enigmo, kto Twemu łonu Pocałunki skradał? Dlaczego, otworzywszy powieki, Zamknąłem się w Tobie na wieki? Ja, niewolnica, ja, w zastaw oddany Ja, gorszy od bomb, rozdygotany Ja, klątwa i błogosławieństwo zarazem Ja, źródło podłości, co niesie ekstazę Ja, który widzi tak wiele, że wcale Ja, tak samotny, że szepcę stale Ja, z cieniem walczę, przed blaskiem uciekam Ja, określ inaczej niźli człowieka.   Na próżno wsparty rozumem, Ja, Boże, cię kochać nie umiem.
      • Żyjemy w czasie teraz do tego potrzebne było wczoraj a jutro gdy dożyjemy znowu stanie się teraz :))) PozdrawiaM.
      • @Marlett to nie jest za mało, w drugim wersie wszystko jest przecież wypisane 
      • Żyję jakby jutra nie było a ono uparcie nadchodzi wbrew logice doświadczeniom z głowy mi nie schodzi. Było wczoraj było dzisiaj jutro się rumieni: "przecież byłem nawet zimą a ty czekasz do jesieni?" Inni żyją tylko jutrem chwalą się i szczycą to ich zawał bywa trzaśnie plany się posypią. Czy jest morał? Każdy sobie po cichu dopowie (w jakim czasie żyje) jeden w tyle drugi w przodzie wieki albo chwilę.
      • wrzeszczy rym dzieci - świeci jak bez rymów to bez rymów Pozdrawiam
    • Najczęściej komentowane

    ×
    ×
    • Dodaj nową pozycję...

    Powiadomienie o plikach cookie

    Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności