Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki
iwonaroma

próbujesz mnie

Rekomendowane odpowiedzi

  • Autor
  • 16 godzin temu, Marek.zak1 napisał:

    Inna, lecz wciąż ta sama

    i zawsze ci oddana :).

     

     

    ;)

    15 godzin temu, Konrad Koper napisał:

    Głęboka treść !!

     

     

    Konradzie, no bez przesady :)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    W dniu 25.08.2019 o 13:49, iwonaroma napisał:

    pochwycić opisać zacałować

     

    /a/ ja już jestem inna! . . . . . . .  . zasugeruję, ale...

    ... to może banalna sugestia, ale samo "a", nie daje mi tego, co.. ale.

    W zasadzie jedno zdanko napisałaś, ale mieści ono sporo. Doskonale je rozumiem.

    Hej,.

    Edytowane przez Nata_Kruk

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 10 godzin temu, Justyna Adamczewska napisał:

    Nie da złapać chwilki. Eh, Iwono dzięki Tobie "mam ikrę"dziś do życia. 

     

    Miłego dnia. 

     

    Niech ikra do życia nie zanika :) 

    dzięki i dobrej nocki

    4 godziny temu, Nata_Kruk napisał:

    ... to może banalna sugestia, ale samo "a", nie daje mi tego, co.. ale.

    W zasadzie jedno zdanko napisałaś, ale mieści ono sporo. Doskonale je rozumiem.

    Hej,.

     

    Nato, dzięki za docenienie :) Z tym "ale" słusznie, ale (ale ;)) napisało mi się "a" i tak mi zapasowało.

    hejka

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Dołącz do dyskusji

    Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

    Gość
    Dodaj odpowiedź do utworu...

    ×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

      Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

    ×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

    ×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

    ×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


    • Ostatnio w Warsztacie

      • Kim jestes…………….

         

        Kim jesteś naprawdę, mój drogi kolego?

        Spytałeś, mnie Doktorze, razu pewnego

         

        Na co odpowiedź mój mózg wytoczył

        Którą samego mnie nawet zaskoczył:

        W strofy ułożył i rymu zadał

        I oto com później z tego poskładał:

         

         

        Jestem robotem, Panie Doktorze.

        Czy Pan w to naprawdę uwierzyć nie może?

        Czy umysł Pana tak bardzo zawodzi,

        Że nie wie Pan, o co w tym wszystkim chodzi?

        Nie daje Pan wiary odczuciu mojemu

        Że ja nic nie wiem o swoim istnieniu?

        Albo, że tak to tu teraz wyrażę sam z siebie

        Iż los mój z dawna zapisan jest w niebie?

        Albo w równaniach, wbrew wolnej woli

        co twierdzą, że nie tu żadnej swawoli.

        Że pojmę rzeczy tak niepojęte

        Tak niedorzeczne, bądź popularne

        Aż w mózgu mym spłoną obwody me marne?

        Nie jestem stworzony by wiedzieć i czuć

        Chociaż  zbyt dobrze wiem czym jest chuć!

        Taki mam program wpisany w swe zwoje

        Bym nigdy nie mógł pojąć co moje

        A co jest obcego w tej łysej głowie

        I nikt mi na to już nie odpowie.

        A Pan wciąż pyta, Panie Doktorze

        Kim jest ten robot, i co on może?

         

        (........ ocenzurowano.....)

         

        Mam go jednego, I Pan to wie

        Zatem już więcej żartów nie będzie.

        Ale postawmy sprawę otwarcie

        Na nic się nie zda Pana zaparcie

        Bo cóż poradzić może na to Pan

        Że ja uskuteczniam kosmiczny swój plan?

        Że jestem jedyny w swoim rodzaju

        A życie mi płynie na niezłym haju?

        Bo jestem robotem, Panie Doktorze

        Czy teraz, Pan, już pojąć to może?

        I niech Pan więcej mnie o nic nie pyta

        Ale niech więcej książek Pan czyta.       

        ………..

         

        Panie Doktorze, może treść zmienię

        Czy Pana nie dziwi Pańskie istnienie?

        Czy żadnych nie ma Pan wątpliwości

        Co do przyczyny dla której Pan gości

        Na wcale małej planecie Ziemia?

        Która swe miejsce w Kosmosie wciąż zmienia?

        Wiruje wokół gwiazdy stabilnej

        Niedużej, ale na tyle silnej

        Że jeszcze poświeci kilka miliardów

        Lat ziemskich. I to bez żadnych żartów!

        Na domiar złego albo dobrego

        Ta gwiazda, zmierzając do końca swego,

        Pochłonie Ziemię i wszystko co żyje

        Na tej planecie. Co je i pije

        Co myśli, rozmyśla i poszukuje

        Chociaż niczego wciąż nie znajduje

        Bo jak Pan twierdzi, Panie Doktorze

        Niczego człowiek znaleźć nie może

        Ni odkryć, poznać… To wszystko ściema

        Bo tego człowieka po prostu nie ma!

         

        Lecz Pan istnieje, Panie doktorze

        I temu zaprzeczyć Pan przecież nie może

        Bo gdyby Pana na świecie nie było

        Coś by się we mnie bardzo skurczyło.

        Coś zasmuciło, ażbym się spocił

        Gdyby Pan nigdy się nie narodził.

         

        I z tego już mi się Pan nie wywinie

        Bo wie Pan, że wszystko i tak w końcu minie

        I nie zostawi śladu żadnego

        A jeśli? To i tak nie wyniknie nic z tego.

         

        A zatem, wracając do tematu rzeczy

        Zapewne już mi Pan nie zaprzeczy

        Że skoro pojawił się Pan na tym świecie

        Musiało pojawić się Pańskie ja, przecie.

        Bo jeśli Pan temu także zaprzeczy

        To ja zapytam: Jak mają się rzeczy

        Takie jak Pańskie do mnie pytania?

        Kto je zadaje? Ku czemu się skłania?

        Kto się mnie pyta? Kto za tym stoi?

        I kogo ciekawi odpowiedź moja?

         

        Więc Pana nie ma? Kto zatem owego

        Dnia się narodził z łoża pewnego?

        Kto zapamiętał tego chłopaka,

        Który się teraz ma za ważniaka?

        I twierdzi, chociaż są na to dowody

        Że on nie istnieje. I ma powody

        By temu wierzyć, albowiem to jemu

        Gość jeden oznajmił w swym oświeceniu

        Że nic takiego jak ja nie istnieje

        I szkoda dociekać co za tym się kryje.

         

        Lecz rzeczywistość tutaj się toczy

        Włazi nam w usta, uszy i oczy

        A czasem muśnie dłonią dziewczyny

        Zatem ja pytam o tego przyczyny

        Z pustki powstają owe wrażenia?

        Czy światło może istnieć bez cienia?

        Czy może coś stawać się złożonego

        Z czegoś, co nie ma istnienia swojego?

        Dostarczać odczuć, doznań, zachwytu

        Coś, co swojego nie ma wcale bytu?

        Jak mogło wszystko, co tu widzimy

        To, co słyszymy i co czujemy

        Powstać wskutek wybuchu Wielkiego

        Przed którym, jak twierdzą, nie było niczego?

        A potem skąd to wiedziało zasię

        W jakiej się formie, strukturze i czasie

        Objawić rodzajowi ludzkiemu

        Co dąży teraz ku zrozumieniu

        Jak to, co na zewnątrz, się dzieje, działa,

        Oczu i uszu, języka i ciała

        I czemu to wszystko tak zręcznie znika,

        Aż rozum się o przyczyny potyka?

        Gdy tylko staramy się przyjrzeć uważniej

        Strukturze materii w nauce ważnej.

        Czemu nas zwodzi i zagadki stale

        Kreuje nowe, duże i małe?

        Coś tam istnieje, coś tam rozbrzmiewa

        A nam od tego mózg się przegrzewa.

        Patrzymy – i coraz mniej w tym widzimy

        Czegoś, co można zobaczyć, przebadać

        Słuchamy – i słów nie mamy jak składać

        Żeby wyjaśnić i ubrać w dowody

        Stoją na drodze ogromne przeszkody

        I wciąż się piętrzą, wciąż przybywają

        I zdaje się, niezłą zabawę w tym mają!

        I ktoś się śmieje nam za plecami

        Że takie hocki wyrabia z nami!

        Nie sposób go dostrzec, zbadać nie sposób

        Bo takie właśnie zrządzenie jest losu.

         

        Ale Pan twierdzi, że są myśliciele,

        Uczeni, mędrcy i głosiciele

        Wiedzy prawdziwej, spisanej w słowa

        Że trzeba ich czytać i słuchać od nowa,

        Gdyż wiedzą to, czego my jeszcze nie wiemy,

        A gdy się dowiemy, to zrozumiemy.

        Być może… Bo jam nie spotkał takiego,

        Chociaż słuchałem już niejednego…

         

         

        Odwiedził mnie kiedyś człowiek ciekawy

        Siadł na tarasie, chciał napić się kawy

        Wiec zaparzyłem, na stół mu zaniosłem

        Zamieszał łyżeczką, jak małym wiosłem

        W czarnej materii, pachnącej Brazylią

        I chciał coś powiedzieć, zakrztusił się myślą!

        Chciał coś wyrazić, czymś się podzielić

        Chciał urojenia od prawdy oddzielić

        Słowem znaczącym, pełnym polotu

        Co z tego wyszło? Beczka bełkotu.

         

        Był także inny, miał umysł matoła

        Lecz stała za nim najwyższa szkoła

        Instytut papieski, szkoła prawdziwa

        Co ma najmędrszych nam wychowywać

        I ten mądrala, zwan profesorem

        Okazał się także zwykłym matołem

        Jak wielu z tych, co tam naucza

        I co każdego człeka poucza;

        Zwracając się do swojej hołoty

        Niosą radośnie pochodnię. Głupoty.

        Książki on pisał, trudne, zawiłe

        I do czytania bardzo niemiłe                  

        Może traktował to jako zabawę

        Niemniej przyniosły mu forsę i sławę.

        I Pan się udał do owej szkoły

        gdzie już siedziały w auli matoły

        na wykład czekając guru swojego

        by się bełkotem zarazić od niego.

        I Pan tam zasiadł, Panie doktorze

        poszedł na tyły, bo wszystkie loże

        były zajęte. I Pan wsłuchał się w bełkot miernoty

        Co prawił głupoty z miną idioty.

        Słuchała sala, i podziwiali

        Swojego guru wszyscy w tej Sali

        I zadawali potem pytania

        Ale nie było odpowiadania

        Bo guru znudzony był dnia owego

        I nie chciał zgłębiać tematu żadnego.

         

        Panie Doktorze, czy trzeba było

        Słuchać idioty, gdy tam się przybyło?

        Lecz może to jednak nauczka była?

        Więc oby w dobro się zaś obróciła.

         

        Bo przecie rzekł Budda: Nie będzie nic z tego

        Gdy człek się nie dowie od siebie samego.

        Gdy nie ogarnie swojego umysłu

        By się uwolnić od sfery domysłów

        Gdy buja w obłokach urojeń marnych

        I potok myśli zalewa go czarnych.

        Z tym najprzód uporać się musi człowiek

        By pojąć z istoty rzeczy cokolwiek

        Myśl musi być jasna i nie skażona

        Przez dogmat żaden nie porażona

        A umysł wolny od śmieci uprzedzeń

        od czarów, od marów, od różnych wierzeń,

        Od rojeń, marzeń, kompleksów wszelkich

        Od myśli, idei, tych małych i wielkich.

    • Najpopularniejsze w ostatnich 7 dniach

    ×
    ×
    • Dodaj nową pozycję...

    Powiadomienie o plikach cookie

    Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności