Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki
Grynszpani

in aqua scribis (wiersz nie . do . rzecznie pisany)

Rekomendowane odpowiedzi

 

w przezroczystym lustrze Czarnej Hańczy

czesząc brody pełne wodorostów

głębie szafirowe . ciepłe w deszczu

cieszą wprost z ogniska jagodzianki

 

zjadam zieleń w błękit pomarszczony

nurtem oczyma i dwupiórowym

wiosłem . tusz pod nami granatowe

cienie pni olchowych z tyłu Mosty

 

Wysokie postoje odległości

spływam sobie rzecznie z puszcz (am)  z myśli

bieg niedokończonych . spraw trzcin brzegiem 

 

w meandrach faksuję na wodzie . Bo

że wartkim prądem w klangor żurawi

łyskami z obłoków ciszą w niebo

 

 

 

 

 

Ps 86,11

 

 

Edytowane przez łucja z chebu
szyk wyrazów (wyświetl historię edycji)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, Pi_ napisał:

 

w przezroczystym lustrze Czarnej Hańczy

czesząc brody pełne wodorostów

głębie szafirowe . ciepłe w deszczu

cieszą wprost z ogniska jagodzianki

 

zjadam zieleń w błękit pomarszczony

nurtem oczyma i dwupiórowym

wiosłem . tusz pod nami granatowe

cienie pni olchowych z tyłu Mosty

 

Wysokie postoje odległości

spływam sobie rzecznie z puszcz (am) z myśli

bieg niedokończonych . spraw brzegiem trzcin

 

w meandrach na wodzie faksuję . Bo

że wartkim prądem i w klangor żurawi

łyskami z obłoków ciszą w niebo

 

 

 

 

Chyba już czytałem :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 7 godzin temu, 8fun napisał:

    Chyba już czytałem :)

    No to szybki jesteś. 

    Dużo tu jest zmienione :-) I jeszcze mnie męczy, że nie jest dobrze.

    Np łysków z obłoków nie było.

     

    Ps 86,11

     

    Pozdrawiam:-)

     

    PS Nie wiem, czy w ogóle to, co napisałam, jest dla kogoś poza mną, zrozumiałe.

    Edytowane przez łucja z chebu
    PS Nie wiem, czy w ogóle to, co napisałam, jest dla kogoś poza mną, zrozumiałe. (wyświetl historię edycji)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Tekst jasny, przelewa się. Ja przerzutnię nazywam wstążeczką, również bez przecinków, które porzadkują zrozumienie (a po co?).

    W poezji niech rządzi uczucie. 

    Jedynie co, to minimalne zachowanie konwencji jak dla mnie jest ważne. rozumiem kropki między spacjami, małe litery (prócz nazw własnych).

    Ale dlaczego wyróżnia się: Bo?

    b

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    30 minut temu, beta_b napisał:

    Ale dlaczego wyróżnia się: Bo?

     

     

    bo Jan Bo zawsze lubił się wyróżniać, o - tak myślę ;)))

     

     

     

     

    w przeciwieństwie do Bety, ja nie rozumiem kropek między spacjami i dużych liter, gdzieniegdzie

     

     

    i bez przyczyny - prawdę mówiąc trochę mi przeszkadza nie tylko to, ale i sama ich obecność w tym wierszu.

     

     

    Ale to już sprawa Autorki i zamysłu, którego podejrzewam nie łapię.

     

     

    Podoba mi się za to "tusz pod nami", ale do cieni użyłbym już innego przymiotnika zamiast granatu,

     

     

    bo to trochę jak wyjaśnianie ciemnemu czytelnikowi, skąd ten "tusz", a nie "tuż". 

     

     

    Ogólnie bardzo na plus.  :)

     

     

     

    Pozdrawiam.

     

     

     

     

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • Bardzo mi miło za odwiedziny pod wierszem. Dziękuję.

     

    2 godziny temu, beta_b napisał:

    Ale dlaczego wyróżnia się: Bo?

     

    Ten wiersz jest moją małą prywatną modlitwą.

     

    17 godzin temu, Pi_ napisał:

    Bo

    że wartkim prądem i w klangor żurawi

    łyskami z obłoków ciszą w niebo

     

    7 godzin temu, Pi_ napisał:

    Ps 86,11

     

    Spraw, aby serce moje pragnęło bojaźni Twojego imienia. - dlatego tak napisane.

     

    Odgłos wydawany przez żurawie jest naprawdę bardzo głośny, bardziej kojarzy się z jakimiś raptorami niż ptakami. Dodatkowo nad wodą głos niesie się jeszcze bardziej. Akurat te żurawie pamiętam znad jeziora Czarna Hańcza, woda przypomina membranę, jest jak głośnik. Cisza, która następuje później jest niezwykła, szczególnie w tej pozbawionej wszelkiej zbytecznych odgłosów przestrzeni; wydaje się, że cisza też mówi. Często uskarżamy się na brak odpowiedzi od kogoś lub Kogoś, ale ciszę daje się usłyszeć. 

    Dla mnie pobyt w takich dzikich miejscach ma charakter chwilami mistyczny, czego nie doświadczam raczej w innych sytuacjach. 

     

    Cieszę się, że zrozumiale, czasami mam z tym problem, ale też w wierszach zbytnia oczywistość mi przeszkadza. Pozdrawiam serdecznie, miłego dnia  ;-)

     

    1 godzinę temu, jan_komułzykant napisał:

    nie rozumiem kropek między spacjami i dużych liter, gdzieniegdzie

     

     

    i bez przyczyny - prawdę mówiąc trochę mi przeszkadza nie tylko to, ale i sama ich obecność w tym wierszu.

     

    Wiesz co, myślałam, czy zrobić to z pełną interpunkcją. Zdecydowałam na takie przerwy, które wydaje mi się, zwracają uwagę, że należy coś połączyć (dlatego też kropka i spacja, tak jakoś mi się wydawało, żeby zrobić).

    I woda w rzecze w deszczu wydaje się cieplejsza, i jagodzianki były ciepłe (czasami można kupić wprost do kajaka).

    I spraw (czasownik, rzeczownik) i tusz można różnie zrozumieć, czytając ;-)

     

    Wysokie Mosty to nawa własna, stamtąd wypłynęłam, to początek.

    Wysokie, odległości, postoje - takie nasze wymiary ;-)

     

    1 godzinę temu, jan_komułzykant napisał:

    do cieni użyłbym już innego przymiotnika zamiast granatu

     

    Pod kajakiem i jego cieniu jest granatowo ;-)

    Oczy mam ciemne, też nie użyłabym :-) 

     

    Pozdrawiam serdecznie.

     

    I za serduszka oczywiście też dzięki, miłego dnia :-)

    @Liryk , @beta_b

     

     

     

    Edytowane przez łucja z chebu
    Wysokie Mosty (wyświetl historię edycji)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Piękny jest ten wiersz @Pi_ - malowniczy. Podoba mi się mnogość środków wyrazu i gier słownych, które w nim poukrywałaś. 

    Moim zdaniem to bardzo poetycki obraz z „górnej półki“

     

    ...a tak prywatnie dodam, że odświeżyłaś mi własne wspomnienia z kajakowych wypraw. Ten spokój, cisza wypełniona odgłosami natury. Jakbym znowu tam był. Bardzo przyjemne doświadczenie. :)

    pozdrawiam 

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    zwykle nie lubię takiej plątaniny słów. ale eksperyment się udał. Czarna Hańcza - piękna. 

    kropki i to w tak dużym ograniczeniu nie przemawiają do mnie. lepiej żeby ich nie było. nie osłabią odbioru tekstu. a jeśli byłoby ich więcej byłoby lepiej. 

     

    tak czy inaczej przyjąłem z zaciekawieniem. 

     

    pozdrawiam t. 

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 8 godzin temu, Tom Tom napisał:

    Piękny jest ten wiersz

     

    Zatem cieszę się, że się dał napisać i przeczytać :-)

    Panicznie boję się określenia "górna półka" i tych wszystkich łatek, które sobie czasem lubimy przypinać. Ważne, że do kogoś trafił, to wszystko. Po co komu piękny wiersz, jeśli do nikogo nie trafia?

    Miłego dnia, Tom.

     

    Bardzo dziękuję.

     

    8 godzin temu, Tomasz_Biela napisał:

    zwykle nie lubię takiej plątaniny słów. ale eksperyment się udał. Czarna Hańcza - piękna. 

    kropki i to w tak dużym ograniczeniu nie przemawiają do mnie. lepiej żeby ich nie było. nie osłabią odbioru tekstu. a jeśli byłoby ich więcej byłoby lepiej. 

     

    Już ktoś tam mi mówił o tych kropkach, widocznie coś z nimi nie tak, chociaż mi się wydawało to dobre. (Wiesz co, to chyba taki charakter, że lubię na końcu zawsze dać swoją kropkę, no po prostu je lubię ;-) Tylko już się skołowałam, czy ich w końcu jest za dużo, czy za mało.

    Zostawię więc chyba tak jak jest, żeby w tych miejscach po prostu zbyt szybko się nie przeczytało, po to tam są.

    Pozdrawiam serdecznie.

    Edytowane przez łucja z chebu
    podkreślenie (wyświetl historię edycji)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    W dniu 21.08.2019 o 00:06, Pi_ napisał:

     

    w przezroczystym lustrze Czarnej Hańczy

    czesząc brody pełne wodorostów

    głębie szafirowe . ciepłe w deszczu

    cieszą wprost z ogniska jagodzianki

     

    zjadam zieleń w błękit pomarszczony

    nurtem oczyma i dwupiórowym

    wiosłem . tusz pod nami granatowe

    cienie pni olchowych z tyłu Mosty

     

    Wysokie postoje odległości

    spływam sobie rzecznie z puszcz(am)  z myśli

    bieg niedokończonych . spraw trzcin brzegiem 

     

    w meandrach faksuję na wodzie . Bo

    że wartkim prądem w klangor żurawi

    łyskami z obłoków ciszą w niebo

     

     

    siemitak niedorzecznościowo (dodałem kursywę)

    Pozdrawiam

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    W dniu 21.08.2019 o 09:54, Pi_ napisał:

    PS Nie wiem, czy w ogóle to, co napisałam, jest dla kogoś poza mną, zrozumiałe.

    Nie sposób rzeczowo skomentować "wiersz nie . do . rzecznie pisany". Pozdrawiam:)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • W dniu 22.08.2019 o 18:57, Jacek_K napisał:

    z puszcz(am)  z myśli

    bieg niedokończonych . spraw trzcin brzegiem

     

    @Jacek_K

    Jacku, przede wszystkim dzięki, że Ci się tak chciało. Fajne uczucie, że się ktoś tak zastanawia nad twoimi słowami.

    Gdybym tak napisała, mi skojarzyło by się to chyba ze spłuczką klozetową, a akurat nie o to chodziło;) Chyba rozumiem, dlaczego uważałeś, że tak miało być - bo często ludzie odpoczywają w ten sposób, że na chwilę chcą po prostu całkowicie się zresetować.

    Mi chodziło o coś w rodzaju - zmniejszenie ciśnienia w oponach lub jak w balonie - zmniejszenie balastu, takie jakby spuszczenie ze smyczy, żeby to coś sobie pohasało po tych szuwarach i zaroślach, aż się zmęczy i nieco odpuści.

    Nie wszystko musi się skończyć, niedoskonałość jest piękna.

     

    Co do tej kursywy, to spodobał mi się pomysł, bo te słowa są niepoprawne.

    W dniu 21.08.2019 o 00:06, Pi_ napisał:

    spływam sobie rzecznie

    ale tak niegrzecznie jednak zostanie jak było, bo to graficznie mi się nie spodobało. Chyba że później zmienię jednak zdanie, bo sens tego - jak najbardziej.

     

    W dniu 21.08.2019 o 00:06, Pi_ napisał:

    zjadam zieleń w błękit pomarszczony

    nurtem oczyma i dwupiórowym

    wiosłem . tusz pod nami granatowe

    cienie

    zjadam... nurtem, dwupiórowym wiosłem, tuż pod nami - przemieszczenie się;

    tusz pod nami granatowe cienie - skoro ma pióra, można napisać na wodzie (nietrwałe jest piękne)

     

    Co do propozycji zmian w pierwszej strofce, nie wiem, czy zauważyłeś, że to twór soneto-podobny? Ze średniówką, rytmiką abba ?

    Zmienić np tak na końcu:

    W dniu 21.08.2019 o 00:06, Pi_ napisał:

    że wartkim prądem w klangor żurawi

    że wartkim prądem i w krzyk żurawi (6:4) i by było do całości.

    Tu się zastanawiałam długo. Ale mi się to i jednak mniej podobało od rozwiązania, które jest teraz. 

    No po co ma być, że sonet?

     

    Każde słowo jest ważne, moim zdaniem te dwa, które byś wykreślił, to jednak nie li tylko zapchajdziury.

    W dniu 21.08.2019 o 00:06, Pi_ napisał:

    czesząc brody pełne wodorostów

    Cudownie, że zobaczyłeś wodorosty jako brody, bo tak chciałam. Jednakże:

    Bród – płytki odcinek koryta rzecznego, często o twardym podłożu i spokojnym nurcie, umożliwiający przy niskich i średnich stanach wody przekroczenie rzeki – piesze lub kołowe, bez użycia mostu czy łodzi.

    Na płyciznach tych wodorostów było tyle, że można się zaplątać :-)

     

    Co do:

    W dniu 21.08.2019 o 00:06, Pi_ napisał:

    cieszą wprost z ogniska jagodzianki

    Te jagodzianki były ciepluśkie, "prosto z pieca" , którym było ognisko z płytą. To trudne do uwierzenia, ale ludzie widać z tego żyją, że ktoś dopłynie pod wiatę i za kilka złotych kupi genialną jagodziankę ze świeżymi borówkami, nazbieranymi całkiem możliwe, że kilka godzin wcześniej.

    Można powiedzieć, że wprost cieszyły wszystkie zmysły, ale też, że były zaserwowane całkiem bezpośrednio (nie - zrobione jakiś czas wcześniej i wyciągnięte np. z torebki śniadaniowej).

     

    Mam nadzieję, że wyczerpująco.Tak chciałam, bo jeśli kogoś tam nie było, to mam nadzieję, tym wierszem zachęcam :-)

     

    Dzięki jeszcze raz i pozdrawiam:-)

     

     

     

    W dniu 22.08.2019 o 21:38, 8fun napisał:

    Nie sposób rzeczowo skomentować "wiersz nie . do . rzecznie pisany". Pozdrawiam:)

     

    Serdeczności :-)

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

    Edytowane przez łucja z chebu
    del. (wyświetl historię edycji)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Brakuje mi w tym tekście spokojnego nurtu opisywanej wody. Mam wrażenie jakby przytoczone obrazy wysypały się przede mną z pełną przypadkowością, poszatkowane jakieś takie, nie pełne. 

     

    Z serdecznościami macham łapą. 

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • W dniu 31.08.2019 o 16:19, Czarek Płatak napisał:

    Brakuje mi w tym tekście spokojnego nurtu opisywanej wody. Mam wrażenie jakby przytoczone obrazy wysypały się przede mną z pełną przypadkowością, poszatkowane jakieś takie, nie pełne. 

     

    Bo Ty za szybko czytasz :-)) (pamiętam :))

     

    Dla Ciebie tak:

     

    w przezroczystym lustrze

     

    Czarnej Hańczy

     

    czesząc

     

    brody

    pełne wodorostów

    głębie

    szafirowe .

     

     

    ciepłe w deszczu

    cieszą wprost z ogniska

     

    jagodzianki

     

    :-))

    @olga.praska - miłego wieczoru, dzięki za czytanie :-)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    W dniu 20.09.2019 o 23:29, Pi_ napisał:

     

    Bo Ty za szybko czytasz :-)) (pamiętam :))

     

    Dla Ciebie tak:

     

    w przezroczystym lustrze

     

    Czarnej Hańczy

     

    czesząc

     

    brody

    pełne wodorostów

    głębie

    szafirowe .

     

     

    ciepłe w deszczu

    cieszą wprost z ogniska

     

    jagodzianki

     

    :-))

    @olga.praska - miłego wieczoru, dzięki za czytanie :-)

    Haha. Masz mnie. Coś w tym jest :)) 

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Dołącz do dyskusji

    Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

    Gość
    Dodaj odpowiedź do utworu...

    ×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

      Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

    ×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

    ×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

    ×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


    • Zarejestruj się. To bardzo proste!

      Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

    • Ostatnio dodane

    • Ostatnie komentarze

      • @huzarc   W całej opisanej przez Ciebie poetycko historii odnajduję Jezusa. Jego i nas samych - ludzi - którzy przyczynili się do jego ukrzyżowania, śmierci. I to, kim teraz jesteśmy, a raczej co z nami... Taka jest moja interpretacja :) Dobrego dnia :)
      • A stare? Cezar a zecera TSA.
      • OPOWIADANIE -" KRUCZA KLĄTWA SNU". Wprowadzenie Siedziałem niemal sparaliżowany, jak przed egzekucją skazany na karę śmierci. Kruki, tylko pierdolone kruki nawiedzają mnie we snach, jakbym był grabarzem w podrzędnej mieścinie albo mścicielem z filmu o nazwie tegoż ptaka. Nie było mi do śmiechu, cierpiałem na nieokreśloną bliżej chorobę, zasypiałem, sen okazywał się tak realny, że początkowo nie wiedziałem, czy śnię, czy też nie. Najgorsze jednak było to, że nie mogłem się obudzić. Była to swoista pułapka, a czas grał na niekorzyść, jego odczucie było dużo mocniej spowolnione niż w rzeczywistości.  Osiem godzin trwało cały dzień. Zamknięty we własnej głowie, jak w więzieniu, musiałem trwać w scenariuszu mojej chorej podświadomości. Nikt nie mógł mi pomóc. Kawa była ratunkiem, ale nie mogłem nie spać wcale. Wytrzymywałem długo, czasem nawet 3 dni, ale wycieńczenie bywało zbyt miażdżące. Najgorsze, że sen potem był nieco dłuższy niż normalnie. Kurwa! Wolę tę godzinę, zamieniającą się w kilka przesiedzieć dłużej, ale rzadziej niż codziennie odbywać niekontrolowane podróże, w których znajduję się w przeróżnych miejscach, a wydarzenia zwykle są naprawdę przerażające. Jedną rzeczą wspólną dla każdego snu, jest obecność ośmiu Kruków, którzy pilnują, bym nie uciekł zbyt szybko i nie zginął w boleściach przewyższających te naturalne. Byli sanitariuszami i katami. Dualizm często bywał widoczny w moich snach. Jeden z lekarzy, u którego próbowałem się leczyć, powiedział mi, że podświadomość to jest mechanizm responsywny, pamiętliwy i sprawiedliwy. Nie byłem pewny, czy dobrze go zrozumiałem. Wydawało mi się, że jeśli poznam lepiej zasadę działania mojej choroby, tym szybciej naprawię błąd, z którym się urodziłem. Dzisiejszej nocy rzeczywistość mojego snu przeniosła mnie na szczyt wieżowca, gdzieś w Hongkongu, z którego podczas ucieczki przed śmiercią musiałem skoczyć i się zabić. Nie wiem, czy ktokolwiek zrozumie, ale każdy sen rządził się innymi zasadami. Jednak cechą wspólną każdego była zagadka logiczna, którą musiałem rozwiązać. Jeśli nie udało mi się rozwiązać lub zrobiłem coś źle, wracałem do miejsca startu. Kruki dziobały mnie wtedy po oczach i sercu, aż ból doprowadził do resetu podświadomości. Podczas okresu dojrzewania, dużo przecierpiałem. Wtedy to zaczęły się te Krucze sesje. Początkowo nie wiedziałem nic. Stopniowo z mijaniem lat uczyłem się żyć z tym problemem. Początki były miotaniem się i szukaniem drogi wyjścia. Kilkakrotnie ginąłem podczas jednego snu, jednak z czasem zacząłem więcej główkować, tak samo w środku snu, jak po przebudzeniu. Zacząłem pisać dziennik snów, cała choroba stała się jedną wielką obsesją. Czuję się naznaczony przez Kruczą klątwę. Na całym świecie, gdy pierwszy raz opowiedziałem lekarzowi o swoim problemie, nie było jeszcze zdiagnozowanej takiej choroby. Lekarze załamywali ręce, czułem się popapranym pionierem. Jednak częściej czułem, że samobójstwo może rozwiązać mój problem. Pewnego razu w wieku 24 lat nawet byłem jego blisko. Już stałem na krawędzi dachu wieżowca, jak w jednym ze snów, miałem skoczyć, ale tyle myśli miałem w głowie, że nie mogłem. Głównie moja rodzina, matka i ojciec oraz rodzeństwo, które zawsze patrzyło na mnie, jak na kogoś, bez kogo żyć nie będą umieli, trzymało mnie przy życiu. Według badań lekarze określili, że mam silną psychikę, ale nie mogą się doszukać czułego punktu w moim życiu, który mógłby być momentem, który wzbudził skomplikowany mechanizm. Nawet podejrzewano, że hipnoza jest przyczyną schorzenia. Jednak nie udało się mnie zahipnotyzować pięciu hipnotyzerom. Jeden z nich, najstarszy i najbardziej doświadczony, powiedział, że mam konkretne drzwi antywłamaniowe zamontowane w psychice. I biorąc pod uwagę problemy, to naprawić podświadomość i sobie pomóc mogę tylko ja sam. Nie wiedzieli, czy ktoś tego dokonał, czy ja sam zbudowałem sobie gehennę, ale jeśli to ktoś obcy, to mógł to zrobić tylko ktoś bardzo zaawansowany w socjotechnice i hipnozie oraz naprawdę mądry człowiek. Zaraz po 30 -ce przypomniał mi się dziadek, był podobno wróżbitą i astrologiem, nigdy go nie lubiłem i nie wspominam go dobrze, ale kiedyś poczułem jakby jego obecność we śnie, mimo że nie żyje już od prawie dwudziestu lat. Poczułem zapach jego perfum, był bardzo specyficzny, nigdy nie czułem takiego u innej osoby, skojarzenie dziadka mnie zastanowiło. Zawsze gdy przychodził do mojego domu rodzinnego w Carolinie Północnej, z oddalonego o dwie przecznice małego domku, miał w rękach karty tarota. Zwykle patrzył komuś głęboko w oczy i wyciągał jedną kartę. Patrzył na nią, po czym chował w pliku talli i tasował ją kilkukrotnie. Zawsze po cichu rozmawiał w kuchni z moim ojcem, a gdy wchodziłem do pomieszczenia, to nagle wszyscy milkli. Było tak zawsze. Dziadek nigdy nic do mnie nie mówił, zwykle omijał mnie, jak tylko pojawiałem się w pobliżu. Pewnie przez ten dystans i jego ekscentryzm nigdy za nim nie przepadałem. On był pierwszym podejrzanym o wprowadzenie jakiegoś czaru – programu do mojej jaźni, a z niej do podświadomości, ale nasz kontakt prawie nie istniał, więc to nie mógł być on. Już minęło pięćdziesiąt jeden godzin od ostatniego snu. Byłem świadomy, ale zmęczenie upośledzało reakcję na bodźce z otoczenia. Kawa już tylko wpływała na zwiększenie poczucia zmęczenia. Jeszcze trzy godziny i seans z krukami się znów rozpocznie. Miałem leki wyciszające, które pozwalały mi redukować negatywne myślenie. Świadomość bólu, który mnie miał czekać,, doprowadzała mnie na skraj depresji. Pracować nie mogłem. Utrzymywałem się z renty inwalidzkiej i z majątku rodziny, którego część przypadła mi po śmierci dziadka. Nie był to majątek, który zagwarantował mi spokojne życie, ale nie była też to mała kwota. Trzymałem ją na specjalne okazje, kiedy już nie mogłem uczynić inaczej. Ostatnio postanowiłem sprawić sobie samochód i wyjechać gdzieś, gdzie jest nadzieja, że otoczenie wpłynie na złagodzenie drastyczności snów. Wjazd miał się odbyć na Karaiby. Miałem   tam przyjaciela i przyjaciółkę. Było to małżeństwo jeszcze z czasów liceum. Byli developerami na rynku nieruchomości. Dużo czasu spędzali w podróży. Gdy widziałem się z nimi podczas zlotu absolwentów, na który udało im się po latach przyjechać, to zaproponowali mi pracę, jako house keeper, czyli dozorca domostwa podczas nieobecności właścicieli. Była to miła alternatywa, zważywszy, że potrzebowałem zmienić otoczenie. To był dobry moment, na próbę wyłączenia czynników stałych z mojego życia i zastąpienie ich innymi. Myślałem, że to może być dobry sposób na stymulowanie się innym otoczeniem, innymi ludźmi, innym zajęciem, przez co może zajść reset podświadomości. Oczywiście była to tylko moja teoria, nic pewnego, ale nadzieja budowała mnie już od kilku miesięcy i w końcu postanowiłem spróbować. Tomas I Sara mieli jechać w dłuższą trasę po wybrzeżu zachodnim. Według ich planów mieli spędzić około pół roku na poszukiwaniu lokalizacji, firm budowlanych, projektów na budowę nowych domów. Była to ważna inwestycja. Wierzyli, że jeśli się ich plan powiedzie, to będą bogatsi o kilkadziesiąt milionów dolarów. Dla mnie to była kosmiczna kwota, a dla nich zysk roczny, który w podobnej kwocie każdego roku trafiał na ich konta. Miałem więc wolną rękę w kwestii organizacji swojego u nich pobytu. Pół roku – pomyślałem – to odpowiedni czas na próbę resetu.  Miałem wyjechać tuż po przebudzeniu, po tym horrorze, który miał mnie spotkać już za dwie godziny. Byłem dość obojętny. Leki wygłuszały mnie za dnia, jednak nie działały w ogóle na sny. Nie odczuwałem żadnej zmiany w snach, odkąd je zażywam. Przynajmniej myśli samobójcze przestały mnie dręczyć, tak intensywnie, jak to było dużo wcześniej.  Gdy dzwonek w telefonie się uruchomi, a ustawiłem go na półtora godziny przed snem, zaczynam swój rytuał przygotowania się do niezłej jazdy. Zawsze się zastanawiałem podczas wieku dorastania, gdzie tym razem mnie rzuci wyobraźnia, dzisiaj już mnie to nie obchodzi. Stałem się niemal robotem. Biorę na klatę to, co będzie. Wiem, że to się nie dzieje naprawdę, mimo że realizm snu był perfekcyjnie dopracowany. Biorę kąpiel, przygotowuje zioła na uspokojenie, czasem piję setę wódy i układam się wygodnie w łóżku. Podobno wcale się nie poruszam podczas snu. Leżę jak kamień przez około 8 godzin, a gdy budzę się, to przez 5 minut dochodzę do siebie, sam nie wiem, czy śnię nadal, czy już nie.  Na szczęście nigdy nie śnił mi się mój pokój. To jedyny pozytywny aspekt snów na krawędzi. Od dziesięciu lat ćwiczę różne sztuki walki, niestety we śnie nie mogę, jak Neo w Matrixie wgrać sobie tej umiejętności. Ćwiczyłem też parkur, ale po 25 latach, odkąd sny się uaktywniły, wiem jedno, nigdy nie można być przygotowanym wystarczająco dobrze na to, co ma miejsce w mojej głowie. Nigdy nie czułem się tam bezpieczny, ani spokojny. CDN... Autor: Dawid Rzeszutek (c)
      • (Z cyklu: Cztery wariacje na ten sam temat)   ***   daleki księżyc przemyca światło gwiazd spadając ze sceny improwizacją   wszędzie wokół ― twarze ― przepełnione obojętnością wobec siebie ― zeszklone źrenice milczącej wzajemności   jeszcze przed chwilą gwar zmieszanych języków i pojęć ― unosił się ― w gęstym od oczekiwania powietrzu   nastał czas nowych form których pulsujący rytm niczego nie równoważy ― pomimo prostoty i zawiłości ― sięgającej głębin   (Włodzimierz Zastawniak, 2009-11-24)    
    • Najczęściej komentowane

    ×
    ×
    • Dodaj nową pozycję...

    Powiadomienie o plikach cookie

    Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności